Wakacyjny romans

radzesobie.pl Pan K. fot. Viktor Hanáček

Czy nie­zo­bo­wią­zu­jący seks i paro­dniowy relaks w towa­rzy­stwie zna­jo­mej to dobry pomysł? A co, jeśli nagle zaczyna kieł­ko­wać uczu­cie? Prze­ży­łem przy­godę i dziś ją Wam opowiem.

Tych waka­cji na pewno nie zapo­mnę. Przede wszyst­kim dla­tego, że wraz z ich roz­po­czę­ciem byłem roz­bity. To wła­śnie związek z Poprzednią sprawił, że powstał blog, na którym piszę do dzisiaj — fakt o tyle warty zano­to­wa­nia, bo na początku zapi­ski były o wiele bar­dziej oso­bi­ste niż te naj­ak­tu­al­niej­sze. Po pro­stu byłem roz­bity emo­cjo­nal­nie. I wtedy pozna­łem Ją.

Zna­jo­mość została nawią­zana przez Inter­net, w bar­dzo spe­cy­ficzny spo­sób, co jesz­cze doczeka się w tym tek­ście małego roz­wi­nię­cia. Roz­po­częło się ide­al­nie stan­dar­dowo — naj­pierw parę wia­do­mo­ści, potem wię­cej, następ­nie jesz­cze wię­cej i w końcu poja­wiła się ich cała masa. Aż w końcu przy­szło do zdzwo­nie­nia się.

Nie pamię­tam czy zadzwo­ni­łem dla­tego, że nie chciało mi się pisać, czy dla­tego, że fak­tycz­nie czu­łem prze­możną chęć do roz­mowy z tym kimś zza szyby kom­pu­te­ro­wej. Fakt jest fak­tem, ze było sym­pa­tycz­nie. W sumie trudno, żeby nie było, skoro w słu­chawce raz za razem człowiek słyszy dorosłą kobietę chichrającą się jak nastolatka. I to do tego chi­chra­jącą się jesz­cze bar­dziej, gdy w roz­mowę wkra­dały się dwuznaczności.

Bo iskra albo jest od początku, albo nie ma jej w ogóle. I cho­ciaż już pod­czas wymiany wia­do­mo­ści tek­sto­wych czło­wiek wie, czy będzie miał o czym roz­ma­wiać z tą drugą osobą, to jed­nak pewna magia doko­nuje się na pozio­mie głosu. Oczy­wi­ście zawsze może być tak, jak mi się już kie­dyś zda­rzyło — zdję­cia piękne, głos kuszący, a przy­cho­dzi babsz­tyl o 20 kilo cięż­szy bez jed­nego zęba. Na pewno więc zro­zu­mie­cie, dla­czego do ostat­niej chwili bywam ostrożny w entuzjazmie.

Koniec koń­ców jed­nak padła pro­po­zy­cja: „Przy­jeż­dżaj, odpocz­niesz od codzien­no­ści, spę­dzisz miło waka­cje”. Żeby była jasność, nie odczy­ta­łem tego jako: „Przy­jeż­dżaj, urzą­dzimy orgię, ja, Ty i sąsie­dzi”; po pro­stu zosta­łem zapro­szony na nie­zo­bo­wią­zu­jącą wizytę do zna­jo­mej, bez żadnych pod­tek­stów i dekla­ra­cji. Może jed­nak od razu uprze­dzę pyta­nia w komen­ta­rzach, w związku z począt­kiem tego aka­pitu? Orgii nie było.

DROBNA UWAGA

    To był do tej pory jedyny przy­pa­dek, w któ­rym pozna­łem Czy­tel­niczkę z bloga. Nie pla­nuję tego powta­rzać, naprawdę. Nie pró­buj­cie nawet 😉

Lubię sytu­acje prze­peł­nione nie­zwy­kłymi zbie­gami oko­licz­no­ści. A ta zna­jo­mość była taka od początku do końca. Zaczy­na­jąc od pozna­nia się, bo było to poprzez tego bloga, któ­rego wła­śnie czy­tasz, poprzez przy­pad­kowe odkry­cie swo­ich per­so­na­liów (kto pró­bo­wał wycią­gnąć od mnie cho­ciażby imię, ten wie, że ano­ni­mo­wość jest dla mnie sprawą bar­dzo ważną), a koń­cząc cho­ciażby na tym, że nagle mia­łem wolny week­end w pracy. Jeśli nad­mie­nię, że był to okres w fir­mie tak inten­sywny, że nawet poświę­ci­łem temu osobny wpis: „Crunch w pracy”; to chyba widać, jakim zrzą­dze­niem losu musiało być te parę dni luzu.

Więc wyru­szy­łem przez pół Pol­ski do osoby zupeł­nie mi nie­zna­nej. Myśla­łem sobie wtedy: „Co ty do cho­lery robisz? Chcesz komuś coś udo­wod­nić?”. I tro­chę tak było, jeśli mam być zupeł­nie szczery. Pomimo, że jecha­łem pchany nie­sa­mo­witą wręcz cie­ka­wo­ścią, to chcia­łem poka­zać, że nie rzu­cam słów na wiatr. A we wcze­śniej­szych naszych roz­mo­wach mówi­łem, że bywam spon­ta­niczny. Chcia­łem spon­ta­nicz­no­ści? No to ją mam. Sie­dzę w nie­wy­god­nym aucie i prze­mie­rzam kolejne kilometry.

Bar­dzo szybko przy­pa­dli­śmy sobie do gustu. Oka­zało się, że Ona na żywo chi­chra się tak samo oraz peszy się, gdy ktoś świeżo poznany na nią patrzy. Kupiła mnie tym. Przez parę dni spędzałem po prostu cudowne chwile — łado­wa­łem bate­rie. Był alko­hol, zwie­dza­nie, śmiech, gene­ral­nie relaks taki, jakiego mi było trzeba.

Seks też miał swoje miej­sce w tym wszyst­kim. Dla­czego o tym wspo­mi­nam? Bo chcę poka­zać, że w prak­tyce sto­suję to, o czym piszę. We wpi­sie z radami dla tych, któ­rzy chcą sobie pora­dzić z roz­sta­niem, poja­wiło się coś takiego:

Potrzebę rela­cji damsko-męskich na czy­sto fizycz­nej płasz­czyź­nie można zaspo­koić poprzez zna­le­zie­nie sobie kogoś do łóżka. Jeśli rela­cja od początku jest jasna i obie strony się zga­dzają na takie warunki, nie widzę w tym nic złego. Na miłość przyj­dzie jesz­cze czas.

Nikt nikogo do niczego nie zmu­szał, a układ pomię­dzy nami był jasny: to tylko prze­lotna zna­jo­mość. I cho­ciaż koniec koń­ców taka się oka­zała, zmie­niła wiele w moim życiu.

Mię­dzy innymi dowie­dzia­łem się, jak bar­dzo nie jestem stworzony do takich romansów — do spo­glą­da­nia na kogoś „na chwilę” i pój­ścia swoją drogą. Kon­takt nie urwał się, gdy wró­ci­łem z tej wizyty do domu. Widzie­li­śmy się jesz­cze kilka razy, łącznie spę­dza­jąc w swoim towa­rzy­stwie nieco wię­cej niż dwa tygodnie.

Przy­znam, że zna­jo­mość poszła dużo dalej niż pla­no­wa­li­śmy i sta­li­śmy się dla sie­bie przez to także bliżsi. To była osoba nie tylko nie­sa­mo­wi­cie inte­li­gentna i oczy­tana, ale też wesoła i z takim bły­skiem w oku, który nie każdy czło­wiek w sobie ma. Na początku naszej zna­jo­mo­ści powie­działa mi coś, co ide­al­nie pod­su­mo­wuje Ją samą:

Nie lubię ludzi let­nich, nija­kich. Czło­wiek powi­nien być jakiś, musi mieć charakter!

Tym bar­dziej źle czu­łem się, gdy coraz wyraźniej widziałem przeszkody, które staną na drodze tej relacji. Co naj­gor­sze, nie wyni­kały one wcale z wza­jem­nego nie­do­pa­so­wa­nia się, były czy­sto obiek­tywne — takie jak odle­głość czy har­mo­no­gram pracy. Po pro­stu nie chcia­łem, żeby nagle oka­zało się, że będę jak moja Poprzed­nia, która nigdy nie mogła przy­je­chać. Nie chcia­łem ranić. A zmie­nić cał­ko­wi­cie życie dla kogoś, kogo jesz­cze tak naprawdę dobrze nie znam? Tego też nie potrafiłem.

Począ­tek tej zna­jo­mo­ści miał miej­sce kilka mie­sięcy temu. Od jej zakoń­cze­nia jed­nak już tro­chę minęło. Dla­czego więc dopiero teraz piszę o całej histo­rii? Sprawy oso­bi­ste powinny odcze­kać, zanim się je podda ana­li­zie. Bo dopiero wtedy widać, co tak naprawdę zmie­niły w naszym życiu.

Wiem jedno — Pan K. drugi raz na taki układ nie pój­dzie. Bo cho­ciaż czas spę­dzony w takich momen­tach jest magiczny, to jed­nak trzeba umieć z lek­ko­ścią pod­cho­dzić do takich sytu­acji. A ja tak nie potra­fię. „Friends with bene­fits” to nie dla mnie, nawet na krótki okres. Niech bawią się tym inni.

Mi dziś w gło­wie pozo­stały wspo­mnie­nia i nasz spo­ra­dyczny kon­takt. Oboje poukła­da­li­śmy sobie już życie na swój spo­sób. Tym bar­dziej cieszę się, gdy widzę, że jest szczęśliwa. Bo o to w życiu cho­dzi, żeby gdzieś zna­leźć swój happy end.

Autor obrazu: Viktor Hanáček

Leave a Reply

20 comments

  1. Agnieszka

    Mimo wszystko smutna histo­ria i troszkę podobna do mojej…
    Ważna jest rów­no­waga i dystans do nie­któ­rych sytu­acji, ale nie­stety chcemy żyć chwilą ale nie zawsze to jest dobre.

    Powo­dze­nia! 😉

    • Pan K.

      Koniec koń­ców histo­ria ma jed­nak pozy­tywny koniec, cho­ciaż oczy­wi­ście nie taki, jaki się zapo­wia­dał na początku :]

  2. świntuch

    Romans“ sam w sobie zna­czy krótko, ale inten­syw­nie. Bez zobo­wią­zań. Z reguły ludzie „pasują wtedy do sie­bie na chwilę“. I tylko na chwilę. Har­mo­no­gram, „nie chcia­łem ranić“ i tym podobne nie są wytłu­ma­cze­niem jeśli osoba „zakla­sy­fi­ko­wana na romans“ okaże się jed­nak wyjątkowa.

    • Pan K.

      Z całym sza­cun­kiem, ale zakwa­li­fi­ko­wa­nie tego, czy dane powody są wystar­cza­jące czy też nie, leżało wyłącz­nie w naszej gestii. I uwierz, były wystarczające.

      • świntuch

        Jeśli oboje uważaliście,że wystar­cza­jące, rozu­miem jak naj­bar­dziej. Wydaje mi się tylko, że powo­dem naprawdę istot­nym jest odgórne, obo­pólne poro­zu­mie­nie, że chce­cie od sie­bie tylko romansu. Układ. Jeśli rodzi się czu­cie, każdy inny powód roz­sta­nia wydaję mi się już mało istotny. Jeśli się naprawdę chce to można wiele 😉

    • King

      he doesn’t cage him, and the bird has never strayed far from his house.From the flocks of wild par­rots aro­und Southern Cali­for­nia (and para­ke­ets), these obvio­usly star­ted out as &#p2c0;es2a8ed pets” and now are free. The lit­tle green par­rots are almost like mon­keys, they are so social, tal­ka­tive, and curious.

      • Geralyn

        This is pri­ce­less! How cute that Sam is hol­ding you acco­un­ta­ble, huh? They are so honest! We could never get away with tel­ling each other this kind of stuff as adults! And Keh..ei..zwnat a doll! Happy Thanks­gi­ving, Debbie.

  3. Jolanka

    A mi się zdaje, że jed­nak szkoda…

    Nie rozu­miem takiego kla­sy­fi­ko­wa­nia „romans“, „na chwilę“, „bez zoo­bo­wią­zań“. Może do tego trzeba doj­rzeć (w czym naj­pew­niej mam zale­gło­ści). Dla mnie byłoby pro­ste i jasne, że jeśli poja­wia się osoba „inte­li­gentna, oczy­tana, wesoła i atrak­cyjna“ do tego wolna i także zain­te­re­so­wana to chyba nic innego jak pójść tym tro­pem na całość. Nie znanę są „powody wystar­cza­jące“, ale dla mnie pew­nie takie by nie istniały.

    Ja rów­nież abso­lut­nie się nie nadaję na „friends with bene­fits“, wła­śnie dla­tego, że zazwy­czaj po pro­stu zako­chuję się w tym, kto zupeł­nie sobie tego nie życzy.

    Nato­miast zupeł­nie nie rozu­miem z góry okre­śla­nia czym ma być taka zna­jo­mość. No chyba, że fak­tycz­nie jest się w innym związku który z jakie­goś powodu chwi­lowo nie działa. Ale jeśli dwie osoby są wolne i sobą zain­te­re­so­wane to jak można z góry narzu­cać ile/ jak to ma trwać? Nigdy nie mogłam tego pojąć…

  4. Katy

    Wła­śnie to samo mia­łam napi­sać, co napi­sała Jolanka. Ja też nie do końca rozu­miem, czemu z góry zakła­dać, że dana zna­jo­mość jest tylko krótką zna­jo­mo­ścią, która prze­sta­nie ist­nieć z koń­cem waka­cji. Rozu­miem, że mogą być pewne prze­szkody na dro­dze do miło­ści, ale od tego jeste­śmy, żeby je zwal­czać, prawda? Ja rozu­miem, że cho­dziło w tym przy­padku o odle­głość i har­mo­no­gram pracy. Jed­nak czy w dzi­siej­szych cza­sach odle­głość fak­tycz­nie może sta­no­wić taką barierę?

    Oczy­wi­ście nie cho­dzi mi o to, żeby kul­ty­wo­wać wir­tu­alną zna­jo­mość i utrzy­my­wać kon­takt tylko przez komórkę czy skype’a, ale może to pomóc w utrzy­my­wa­niu kon­tak­tów. A spo­tka­nia raz na tydzień, na week­end, pew­nie dałoby radę zor­ga­ni­zo­wać, a one mogłyby dać wizję czy rze­czy­wi­ście tak dobrze do sie­bie pasu­je­cie i czy ta zna­jo­mość ma szanse przejść na wyż­szy poziom. Ja sama byłam w tro­chę podob­nej sytu­acji, ponie­waż przez mydwoje pozna­łam faceta, który miesz­kał jakieś 200 km ode mnie. Jed­nak na tyle dobrze nam się roz­ma­wiało, że posta­no­wi­li­śmy się spo­tkać. A kolejne spo­tka­nia utwier­dzały nas tylko w prze­ko­na­niu, że to jest to. Aż w końcu udało się zamiesz­kać razem.

    Tylko u mnie było o tyle łatwiej, że po pierw­sze oboje byli­śmy przy­go­to­wani na stały zwią­zek i wła­śnie takiej sta­bi­li­za­cji szu­ka­li­smy. Po dru­gie ja byłam mniej uwią­zana pracą, nie mia­łam więk­szych pro­ble­mów, żeby zmie­nić miej­sce zamiesz­ka­nia, ponie­waż w głów­nej mie­rze pro­wa­dzę wła­sną dzia­łal­ność, którą mogę pro­wa­dzić z róż­nych loka­li­za­cji. Pod tym wzglę­dem było nam łatwiej, ale mimo wszystko taka zna­jo­mość „na odle­głość“ nie jest niczym przy­jem­nym, potrzeba siły i zaufa­nia do dru­giej osoby, żeby prze­trwać ten okres. No ale cóż, w Twoim przy­padku sprawa zakoń­czona, pozo­staje jedy­nie życzyć lep­szego loko­wa­nia uczuć w przyszłości 😉

    • Pan K.

      Katy, wła­śnie o to się roz­cho­dzi — Ty byłaś przy­go­to­wana, bra­łaś to pod uwagę, tutaj na początku były inne zało­że­nia, przez chwilę mignęła per­spek­tywa związku, ale jed­nak to była per­spek­tywa. Nie ma się co nad tym roz­wo­dzić, za to mile wspo­mi­nać: owszem:)

  5. Pan K.(urczak :>)

    Panie K., toż to nie­mal histo­ria mojego życia! :)

  6. Marta

    Rozu­miem osoby, które wolą przy­godę ani­żeli stały zwią­zek, sama jestem jedną z nich.
    Roz­wódka przed trzy­dziestką, z dwójką dzieci.. Wydaje mi się, że mam prawo do życia jak każdy inny czło­wiek. Z tym, że prze­ży­łam kil­ku­let­nie mał­żeń­stwo, które zakoń­czyło się roz­wo­dem i nie wyobra­żam sobie na chwilę obecną sta­łego związku i w razie roz­sta­nia: kolej­nego roz­cza­ro­wa­nia, mojego i dzieci. Z moim ex przed ślubem zna­li­śmy się naprawdę długo, była przy­jaźń, zaufa­nie, miłość. Począt­kowo zwią­zek ide­alny, po ślubie się to zmie­niło. Dla­tego też nie chcę się anga­żo­wać, nie teraz.
    Prze­lotny romans jest więc ide­alny w mojej sytu­acji: ja miło spę­dzam czas, łapię oddech od codzien­no­ści a moje dzieci nic na tym nie tracą, wręcz prze­ciw­nie: zyskują szczę­śliwą mamę.

    • Pan K.

      Ważne, żeby obie strony były tego świa­dome, wtedy sytu­acja jest czysta.

    • Gert

      i merely hold stum­bled appa­txim­ro­ely the article while admire him a great deal. this one can I mean acqu­ain­tan­ces at once by twit­ter instruct. This is extre­mely true, howe­ver. I of this nature a great deal of. Thank you very much.

  7. Winduru

    Nawet to ładne, nie powiem.

    • Jerry

      Forate bun arti­co­lul. Devo­ale­aza dede­sup­tu­rile unei mari nedrep­tati facuta Roma­niei si popo­ru­lui roman.Nu pot decit sa-l citez pe auto­rul an:o8mn”&#i230;Muntii nostri aur poar­taNo cer­sim din poarta-n poarta…”

  8. Pingback: Radzę Sobie – Pytacie? Odpowiadam

  9. xxx

    To w jaki spo­sob ten post powy­zej zostal opisany…pokazuje ze ta „przy­goda“ byla jak naj­bar­dziej pozy­tywna — nie smutna…
    Milo sie czyta jak facet tak lad­nie ubiera uczu­cia w slowa :)