Utrata niewinności

O czerpaniu nauki z życiowych nauczek

fot. Raúl A.-

Daj spo­kój z tymi wszyst­kimi ksią­żę­tami przy­by­wa­ją­cymi na bia­łym koniu. Oni nie ist­nieją, a jedyny biały koń w Twoim życiu to zapewne kucyk-przytulanka z dzieciństwa.

Do dziś pamię­tam moment, w któ­rym nauczy­łem się, że świat nie jest czarno-biały. Mia­łem 8, może 9 lat, był wtedy chyba Wielki Pią­tek. Za oknem świe­ciło słońce, które zapo­wia­dało cał­kiem nie­złe pole­wa­nie wodą w śmigusa, a w lodówce leżały kabanosy.

Ja wiem, że może Ci się wydać dziwne, że wspo­mi­nam o jakimś kawałku wędliny, ale musisz zro­zu­mieć — uwiel­bia­łem wtedy kaba­nosy. Były dla mnie fry­ka­sem porów­ny­wal­nym chyba tylko z lodem Bajka z wiśnio­wym nadzie­niem. Już, już się­ga­łem swo­imi małymi rącz­kami po sma­ko­łyk, gdy usły­sza­łem głos Ojca:

Zostaw. Dzi­siaj jest post, nie można jeść mięsa, jutro będzie na cie­bie czekać.

Wiesz co było „jutro”? Pusta lodówka i ten uśmie­szek star­szego, gdy zapy­ta­łem, co się stało z kaba­no­sami. Zjadł je, wie­dzia­łem. I nawet nie przeprosił. To był ten moment, w któ­rym straciłem zaufanie do własnego rodzica.

Już nigdy wię­cej nie przyj­mo­wa­łem jego słów bez­kry­tycz­nie. Jasne, to wciąż był mój Ojciec, ale gdy mówił: „Czy ja cię kiedykolwiek okłamałem?”; zawsze wracała do mnie ta durna sytuacja ze zje­dzo­nym mięsem.

Ale to nie wszystko…

Poprzed­nia mówiła o moim zupeł­nym braku umie­jęt­no­ści w oce­nie ludz­kich inten­cji i nastro­jów. Nawet jakby na mnie pluli, ja mówiłem, że deszcz pada — dokład­nie takiego okre­śle­nia kie­dyś użyła. Byłem w szoku. Bo fak­tycz­nie był taki okres, że mia­łem nie­wielu zna­jo­mych, na któ­rych mógł­bym naprawdę pole­gać. Ludzie trzy­mali się ode mnie na dystans.

Cho­ciaż nie jestem duszą towa­rzy­stwa, dowie­dzia­łem się po cza­sie, jaki był dodat­kowy powód tego, że zna­jomi się ode mnie odsu­nęli: Poprzed­nia. Na spo­tka­niach z ludźmi była bar­dzo nie­przy­stępna. Kilka razy wyszliśmy gdzieś razem, potem ludzie przestali się odzywać. Wiesz co mi powie­działa w pew­nym momen­cie, w akcie szczerości?

Ja chyba celowo nie sta­ra­łam się ich do sie­bie prze­ko­nać. Spe­cjal­nie byłam złośliwa.

Fak­tycz­nie, mia­łem pro­blem z roz­po­zna­wa­niem inten­cji ludzi. Bli­skich mi także. Moje wyobrażenie o tej osobie legło wtedy w gruzach.

I jesteś Ty.

Pro­blem jest taki, że lubisz oglą­dać roman­tyczne kome­die. Takie typu „Dzien­nik Brid­get Jones” czy cokol­wiek, w czym wystą­pił Hugh Grant (czy w ogóle ten facet wystę­puje w czym­kol­wiek innym niż wyci­ska­cze łez?). Oglą­dasz to i wie­rzysz, że świat może taki być.

Otóż nie, nie może i nie będzie.

Tra­fiają się wśród nas egzem­pla­rze nie­zwy­kle naiwne — posta­wione jakby w kontrze przed cyni­kami. Nie­stety ci pierwsi zwy­kle zostają przez tych dru­gich zje­dzeni. W cało­ści. Schru­pani wraz z kostecz­kami. Bo ludzie naiwni myślą ideałami. Nie potra­fią zna­leźć zło­tego środka i to ich gubi, bo nie rozu­mieją, że ktoś może postę­po­wać inaczej.

Gdy pisa­łem o tym, że odpa­li­łem Tin­dera pod­czas podróży do Anglii, poja­wiły się znie­sma­czone komen­ta­rze Czy­tel­ni­czek. Że jak tak mogę? Prze­cież mam taką fajną U. przy mnie, powinienem być szczęśliwy, kar­mić ją poma­rań­czami, poić ambro­zją, a tak poza tym to czemu jesz­cze sie­dzę przed kom­pu­te­rem, skoro ona tam czeka.

graph. Sara / CC BY 2.0 / https://www.flickr.com/photos/sarabiljana/7794597072
Sara / CC BY 2.0

Komen­ta­rze w podob­nym tonie poja­wiały się przy oka­zji roz­wa­żań o mono­ga­mii i otwar­tym związku, kry­ty­ku­jące osoby decy­du­jące się na drugą z opcji. Nic dziw­nego — mamy tutaj roman­tyczną miłość dzie­loną pomię­dzy dwoj­giem ludzi naprze­ciw dzie­le­nia się part­ne­rem, co jest postrze­gane nie­mal jako zbo­cze­nie, przy­naj­mniej w naszym kręgu kulturowym.

Piszę tego bloga nie dla­tego, żeby kogo­kol­wiek pouczać. Chcę po pro­stu poka­zać, że istnieją różne wersje spojrzenia na świat i żadna z nich nie jest tą „gorszą”. Bo kie­dyś może zda­rzyć się tak, że któ­ryś z Two­ich dobrych kum­pli powie, że jed­nak pocią­gają go penisy albo kole­żanka posta­nowi zmie­nić płeć. Nie musisz poczuć się wtedy tak, jakby wła­śnie ktoś zasu­nął Ci sta­rym węgo­rzem po twarzy.

Bo na dru­gim czło­wieku możemy zawieść się bar­dzo łatwo, a to w nas jest inicjatywa, żeby oskarżenie: „dziwaku!”; zamienić na: „chcę się dowiedzieć więcej”. Życie dostar­cza wystar­cza­jąco dużo pro­ble­mów samo z sie­bie — nie twórzmy dodat­ko­wych tylko dla­tego, że sami byśmy się na pewien krok nie zde­cy­do­wali. Zmiana podej­ścia pozwala zro­zu­mieć dru­giego czło­wieka, zamiast stać zaszo­ko­wa­nym jak słup soli — zamiast straty nie­win­no­ści, można zyskać szer­sze horyzonty.

Z Poprzed­nią mam do dziś dobre sto­sunki, to bar­dzo sym­pa­tyczna i war­to­ściowa kobieta. Po pro­stu była kie­dyś zamknięta w sobie.

A kabanosy? Już za mię­sem tak nie prze­pa­dam. Nie musi odku­py­wać. Nauczy­łem się wtedy, jak działa świat doro­słych. Cho­ciaż wolał­bym w inny sposób.

Zdję­cie na licen­cji CC BY-ND 2.0

Leave a Reply

2 comments

  1. Dotee

    Bru­talne prze­bu­dze­nie:) Wie­rzę wciąż w to, że można nie być cyni­kiem, ale nie dać się schru­pać. Że można patrzeć, widzieć, orien­to­wać się — ale nie brnąć w to. I nie zamie­rzam zja­dać mojemu dziecku kaba­no­sów, czy co ono tam będzie lubiło.

  2. Pingback: Radzę Sobie – Więcej nas łączy niż dzieli…