Strach przed ziemią, czyli: o śmierci

Zrozumiałem te wszystkie świeczki na Facebooku

Do nie­dawna nic nie iry­to­wało mnie bar­dziej, niż żałoba wyra­żona za pomocą nawia­sów kwa­dra­to­wych i gwiazdki. A może ci ludzie jed­nak nie są takimi idiotami?

Gdy­bym mógł pod­su­mo­wać miniony wto­rek jed­nym sło­wem, byłaby to na pewno: ulga. Bo mogło mnie tu nie być. I to nie „nie być” w sen­sie: mógł­bym zosta­wić Cię z kolej­nym mar­twym miej­scem w sieci; a w zna­cze­niu „zginąć”.

Zamiast tego podzi­wiam z łóżka pano­ramę Lon­dynu. Wystarczy, że się wychylę, żeby pojawił się stadion Wembley. A jesz­cze kil­ka­dzie­siąt godzin temu byłem w sta­nie ledwo wydu­sić z sie­bie ledwo ciche „kurwa”.

Nie prze­kli­nam tutaj tylko po to, żeby ścią­gnąć gim­na­zjal­nego czy­tel­nika, który do wul­ga­ry­zmów leci niczym niedź­wiedź do pasieki z mio­dem. Ostat­nie słowo poprzed­niego aka­pitu jest cyta­tem obej­mu­ją­cym dokład­nie wszyst­kie wypo­wie­dzi w prze­ciągu kilku minut obej­mu­ją­cych start samo­lotu i począt­kowe chwile wzno­sze­nia się w powietrze.

Byłem prze­ra­żony.

Jedni mówią, że to lęk wyso­ko­ści, inni — lęk przed zie­mią. Dla mnie jest to po pro­stu bez­sil­ność. Bo wiem, że cze­go­kol­wiek bym nie zro­bił, gdy nawali sprzęt, nie jestem w sta­nie w jaki­kol­wiek spo­sób wpły­nąć na sytu­ację. Po pro­stu trach o glebę. Czło­wieka nie ma. I nawet tęcza oglądana znad chmur nie uspokaja do końca.

Umie­ramy. Stwier­dze­nie tego jest jed­no­cze­śnie bole­sne i banalne. Bo ciężko mówić o tym tema­cie w spo­sób nie ocie­ra­jący się o śmiesz­ność. Śmierć jest oczy­wi­sto­ścią, o któ­rej wiemy wiele, spo­ty­kamy się z nią prze­cież na co dzień, jed­nak czę­sto nie potra­fimy roz­ma­wiać. Odsu­wamy złe myśli jak naj­da­lej i liczymy na to, że nigdy nie będziemy musieli się z nimi konfrontować.

Publi­ka­cja wier­szy z szu­flady — oto naj­pięk­niej­szy spo­sób powie­dze­nia przez bli­skich „pamię­tamy” komuś, kogo już dziś na tym świe­cie nie ma. Niedawno byłem świadkiem opróżniania biurka po zmarłej osobie. Stało to się z dnia na dzień, jesz­cze parę dni wcze­śniej śmia­li­śmy się z dur­nych kawałów, a teraz jedyne co mogłem obser­wo­wać, to rze­czy pako­wane do pude­łek i odda­wane bli­skim. A w środku ręko­pisy, notatki, frag­menty poezji.

Dziś uka­zują się: jeden po dru­gim; na Face­bo­oku. Dzięki temu dane mi jest poznać dru­giego czło­wieka od zupeł­nie innej strony i zoba­czyć, jak powinno się skła­dać hołd komuś, kogo z nami nie ma.

Ważne są gesty, bo pozwa­lają pogo­dzić się ze stratą. Odda­lają smu­tek lub po pro­stu oswa­jają go. Nie zapo­mnę nigdy sytu­acji, gdy uczest­ni­czy­łem w ostat­nim poże­gna­niu mojej kole­żanki, bar­dzo lubia­nej w lokal­nym środo­wi­sku kiboli. To śmieszne w sumie, taka delikatna i sympatyczna dziewczyna, a wkręciła się w towarzystwo, które każdy przeciętny człowiek stara się omijać z daleka. Do dziś pamię­tam tych wszyst­kich kolesi, nie­mal każdy zaopa­trzony w klu­bowy sza­lik, kro­czą­cych smutno w kon­duk­cie żałobnym.

Ich gestem było odpa­le­nie świec dym­nych. Zro­bili to w ciszy. Nawet nie wiesz, jak to pięk­nie wyglą­dało. Robiło na pewno lep­sze wra­że­nie niż napi­sane na Face­bo­oku „pamię­tamy [*]” — z dwoma nawia­sami i aste­ry­skiem sym­bo­li­zu­ją­cych świeczkę.

Ale taka wirtualna świeczka też jest potrzebna. Bo cho­ciaż pro­sta, żeby nie powie­dzieć pro­stacka, pozwala na wyra­że­nie smutku po stra­cie kogoś, kogo znamy. Nie każdy potrafi pięk­nie mówić, nie każdy potrafi ubrać uczu­cia w słowa i czyny, które przez wszyst­kich będą zaak­cep­to­wane, a następ­nie wspominane.

Jeden się po pro­stu zamy­śli, inny roz­pła­cze, a jesz­cze inny — nie zare­aguje wcale, cho­ciaż w środku nie będzie mógł się pozbie­rać. Każdy ma swój spo­sób na oka­zy­wa­nie smutku, ale przy­cho­dzi taka chwila w życiu, że czło­wiek musi wypra­co­wać sobie swój spo­sób na pora­dze­nie sobie z takimi chwi­lami. Śmierć nie pozostawia człowieka bezbronnego. Zabiera mu jego wady i spra­wia, że cze­go­kol­wiek byśmy nie powie­dzieli, zabrzmi dobrze, jeśli tylko mówimy to z głębi serca.

Latać boję się nadal, powrót do Pol­ski będzie straszny. Przed oczami wciąż mam infor­ma­cję o kata­stro­fie w Alpach. I to tele­piące się skrzy­dło, gdy samo­lot pod­rywa się do lotu. Tak samo, jak treść mojego żołądka.

I tak sobie cza­sem myślę, jak ludzie zare­ago­wali, gdy­bym tak po pro­stu znik­nął. Tak już na zawsze.

Czy ktoś zapa­liłby wir­tu­alną świeczkę? A może opu­bli­ko­wał coś mojego?

Leave a Reply

5 comments

  1. Agnieszka

    Pozwolę sobie to sko­men­to­wać pio­senką.
    https://www.youtube.com/watch?v=dYGKxxTXqSs

    Nie zacho­wamy życia, zosta­nie po nas może pamięć, która wkrótce i tak w więk­szo­ści przy­pad­ków tro­chę wyga­śnie. Ale według mnie wieczne zostaje to, czego nie da się dotknąć ani udo­ku­men­to­wać — miłość :), uczu­cia, ślady w ser­cach tych, z któ­rymi żyli­śmy. Cho­ciaż mate­ria, z któ­rej jeste­śmy zbu­do­wani musi być nam kie­dyś ode­brana, nikt dwa razy tak samo nie będzie czuł, śmiał się, prze­ży­wał róż­nych rze­czy.
    Pom­pa­tycz­nie, ale według mnie to prawda uni­wer­salna, choć jestem osobą wie­rzącą i mogła­bym nawet tyle o tym nie myśleć.

    Bez samo­lo­to­wego stra­chu, Panie K! Zamknij oczy, w uszy słu­chawki, wyobraź sobie że to tele­pa­nie to jak w pociągu. Odwagi! 😀

    • Pan K.

      Tyle dobrego w tym wszyst­kim, że w Lon­dy­nie bawię się naprawdę świet­nie. Dzien­nie robię po 10/15 kilo­me­trów i zwie­dzam, zwie­dzam, zwie­dzam. A na razie sta­ram się nie myśleć o podróży powrotnej

  2. Sylwia P.

    Na pewno by tak było. Ale nie chcemy się o tym prze­ko­nać. Ja też nie chcę zgi­nąć tra­gicz­nie. Do tego zbyt młodo. Nie chcę by na moim blogu publi­ko­wali wie­sze z szu­flady. Chcę je wcze­śniej sama wydać.
    Co do gwiaz­de­czek — każdy wyraża się w spo­sób taki jaki chce, i nie można tego zabro­nić bo i po co. Ener­gia w ten czy inny spo­sób i tak zostaje uwol­niona, i gdzieś tam nad nami się kumu­luje. I oby wró­ciła jako prąd a nie piorun.

  3. Gerry

    Do you have a spam issue on this site; I also am a blog­ger, and I was wan­ting to know your situ­ation; many of us have deve­lo­ped some nice prac­ti­ces and we are looking to exchange solu­tions with others, be sure to shoot me an email if ineserettd.