www.radzesobie.pl Pan K. fot. Viktor Hanáček

Rzadko tra­fiają się książki, które dają rady dla zdra­dza­ją­cych. “Jak zdra­dzać, czyli porad­nik dla nie­wier­nego męż­czy­zny?” to wła­śnie taka pozy­cja. Rów­nie dobrze mogłaby to być inspi­ra­cja dla nie­jed­nego filmu porno. Oto przed Wami świat, w któ­rym myśli się jedy­nie penisem.

Matylda Wyso­kiń­ska to autorka nie­znana, debiut jej twór­czo­ści musiał przy­paść na śmieszno-straszną ksią­żeczkę, dora­dza­ją­cej face­tom jak zdra­dzać i sku­tecz­nie się z tym ukry­wać. Nie wie­dział­bym o tym, gdyby nie Monika Kotla­rek, blo­gu­jąca psy­cho­log z www.psycholog-pisze.pl, któ­rej mądre słowa parę razy już się tutaj prze­wi­nęły. Parę dni temu pode­słała mi egzem­plarz książki i powie­działa: “Napiszmy o tym coś wspól­nie!”. I tak wła­śnie powstała poniż­sza rozmowa.

Pan K.: Znasz zdra­dzo­nych albo zdradzających?

Monika: Tak jakoś się zło­żyło, że znam. I jed­nych i dru­gich. A Ty?

K: Kto nie zna? Pytam, bo chcę wie­dzieć, czy wiesz o czym będziemy pisać… W końcu po lek­tu­rze porad­nika dla zdra­dza­ją­cych face­tów warto to zwe­ry­fi­ko­wać z życiem. A książka z nim wydaje mi się mieć nie­wiele wspól­nego. Męż­czy­zna i kobieta są tam przed­sta­wieni tak nie­rze­czy­wi­ście, jakby się czy­tało wycinki z tele­no­weli brazylijskiej.

M: Nie­rze­czy­wi­ście? To spore nie­do­po­wie­dze­nie. Autorka przedstawia facetów, jak idiotów, którzy nie radzą sobie z podstawowymi sprawami, jak np. umy­cie kie­liszka po winie, a kobiety — kochanki, nie myślą o niczym innym, jak tylko o tym, by cały świat się dowie­dział, że sypiają z żona­tym męż­czy­zną (zosta­wiają celowo majtki, szminki, malinki i zadra­pa­nia na plecach).

K: Znasz przy­padki, w któ­rych „ta trze­cia“ celowo kogoś nazna­czyła zosta­wia­jąc jakiś frag­ment swo­jej obec­no­ści na widoku?

M: Czy celowo? Szcze­rze wąt­pię, ale pod­czas seksu prze­cież zda­rzają się lek­kie ugry­zie­nia, zadra­pa­nia czy coś podob­nego, ale nie popa­dajmy ze skraj­no­ści w skraj­ność. Jeśli już się ktoś decy­duje na romans, to raczej ma w gło­wie świa­do­mość, że może się do wydać i unika tego typu „czułości“.

K: Sama zauwa­ży­łaś, że tutaj kochanka przed­sta­wiona jest nie­mal jako psy­cho­patka. Kim trzeba być, żeby tak kry­ty­ko­wać kobiety?

M: Wiesz, mam w zwy­czaju zawsze spraw­dzać kim jest autor książki, którą recen­zuję. Matylda Wyso­kiń­ska ukoń­czyła Szkołę Wyż­szą Psy­cho­lo­gii Spo­łecz­nej, co z auto­matu powinno spra­wiać, że wal­czy ze ste­reo­ty­pami, szuka cie­ka­wych infor­ma­cji, otwiera umy­sły i chce cze­goś nauczyć innych, unika sche­ma­tów myślo­wych. Sama książka rzeczywiście mogłaby uchodzić za pozycję żartobliwą, z przymrużeniem oka, ale nią nie jest. I tak ją trzeba oce­niać. Jako „poważny“ porad­nik dla mężczyzn.

K: To się czyta lekko, łatwo i przy­jem­nie. Jako satyra nawet się broni, jako poważna lek­tura, abso­lut­nie nie.

M: Mówimy o książce samej w sobie, a w zasa­dzie powin­ni­śmy się chyba sku­pić na tre­ści. No, może nie tyle na samej tre­ści, któ­rej jest rze­czy­wi­ście śmiesz­nie mało, ale na tema­cie zdrady.

K: Można z niej wycią­gnąć cie­kawe rady. Ale jeśli ktoś musi się­gać po taką pozy­cję, to czy sam nie jest na zdradę — powiedzmy sobie szcze­rze — za głupi po pro­stu? Jedna rzecz mnie tutaj ude­rzyła — przed­mio­towe trak­to­wa­nie związku. Autorka wychodzi z założenia, że chyba wszyscy zdradzamy, bo sytu­acje przed­sta­wione są tutaj na zasa­dzie: Jesteś z nią, nie chcesz koń­czyć związku, bo ci dobrze, ale zrób skok w bok.

M: Podej­rze­wam, że autorka mogła posił­ko­wać się bada­niami pro­fe­sora Lwa-Starowicza, który w 2012 roku dowiódł, że w bli­sko poło­wie mał­żeństw docho­dzi do zdrady jed­nego lub obojga part­ne­rów. Nato­miast rze­czy­wi­ście, zwią­zek trak­to­wany jest z czy­sto biologiczno-ekonomicznej per­spek­tywy. Pra­nie, sprzą­ta­nie, dzieci, cał­kiem fajna komu­ni­ka­cja, ale brak być może ognia. Nie ma w książce mowy o emo­cjach, przy­wią­za­niu, odpo­wie­dzial­no­ści za dru­giego człowieka.

K: A w praw­dzi­wym życiu tego tak odciąć nie możemy. Każda zdrada ma jakieś powody. Rzadko jest to po prostu chęć “bzyknięcia” kogoś na boku. W książce wszyst­kie przy­padki spro­wa­dzone są do jed­nego poziomu. To szko­dliwe spoj­rze­nie na temat.

www.radzesobie.pl Pan K.

Jak zdra­dzać, czyli porad­nik dla nie­wier­nego mężczyzny?“

M: Już we wstę­pie czy­tamy, że w książce znajdą się jedy­nie ana­lizy przy­pad­ków — zdrad, przez które roz­padł się nie­je­den zwią­zek, a „porad­nik“ powstał zupeł­nym przy­pad­kiem. Myślę, że to, o czym warto wspo­mnieć, to to, że autorka wciąż i wciąż powta­rza, że nie oce­nia, nie war­to­ściuje zdrady, nie umo­ral­nia, a mimo wszystko nie mogłam się pozbyć wra­że­nia, że pisze o męż­czy­znach jak o kimś, kto jedyne czym myśli, to roz­po­rek, a w domu ma praczkę i Matkę Polkę do wycho­wy­wa­nia dzieci. Za to PRAWDZIWA roz­rywka jest tylko z kochanką.

K: Prze­pra­szam, ale te przy­kłady z życia wzięte nie­warte są funta kła­ków. Jest histo­ryjka, w któ­rej facet przy­jeż­dża szyb­ciej z dele­ga­cji, nie zastaje swo­jej żony. Ta wraca nad ranem i na pyta­nia, co się z nią dzieje, odpo­wiada: „Zdra­dzi­łam cię. Całą noc spę­dzi­łam w ramio­nach przy­stoj­nego bru­neta. Naj­pierw byli­śmy na kola­cji (…), a potem poje­cha­li­śmy do niego i odda­łam mu się na szafce do butów (…)“. A facet nic. Zaczyna się śmiać i nie wie­rzy. Tu mi kak­tus wyro­śnie, jeśli to jest rze­czy­wi­ste. Popusz­cze­nie wodzy fan­ta­zji przez autorkę to jedno, ale czy fak­tycz­nie w praw­dzi­wym życiu aż takie wypar­cie by się mogło zdarzyć?

M: Tak. Mogłoby. Powiem wię­cej, czę­sto się zda­rza, że ludzie nie widzą tego, co mają pod swoim nosem, zgodnie z zasadą, że najciemniej pod latarnią. Bo gdy mamy w gło­wie obraz przy­kład­nej żony, dobrej matki, cie­płej, spo­koj­nej kobiety i ten obraz się nam nie­jako utwar­dza przez wiele lat, i nagle sły­szymy, że z pre­me­dy­ta­cją, bez mru­gnię­cia okiem mówi nam ona (ta spo­kojna, cicha, szara myszka), że upra­wiała dziki seks w prze­bra­niu pie­lę­gniarki na biurku szefa, to uwie­rzył­byś? Wąt­pię. Oczy­wi­ście, mogłoby to zasiać jakieś zia­renko nie­pew­no­ści, ale to wszystko.

K: Powie­dziane w taki spo­sób? Nie uwie­rzył­bym na początku, ale temat bym na pewno drą­żył. Męż­czy­zna w “porad­niku” jest buhajem-idiotą, kobieta zaś dziwką albo kurą domową: „Pamię­taj (…), że kobieta, z którą miesz­kasz, nie tylko Ci gotuje i sprząta. Ona rów­nież robi pra­nie“. Wycią­ga­nie naj­gor­szych ste­reo­ty­pów z obu płci jest tym, co powinno autorkę zapro­wa­dzić na jakiś stos. Wku­rza mnie, gdy ktoś pró­buje zre­du­ko­wać czło­wieka tylko do sek­sza­bawki. To jest naj­zwy­czaj­niej w świe­cie uwła­cza­jące i bro­ni­łoby się tylko jako satyra.

M: Ty byś drą­żył, a ktoś inny by się zaśmiał, powie­dział: “Świetny żart kocha­nie, a teraz odgrzej mi flaki” i tyle. Książka nie odkrywa niczego nowego. Opi­suje jasne, pro­ste spo­soby na to, by unik­nąć przy­ła­pa­nia na kłam­stwie i zdra­dzie. Z dru­giej jed­nak strony, pod­po­wiada także kobie­tom, gdzie szu­kać karty pre­pa­ido­wej do tele­fonu czy po czym poznać, że facet coś ukrywa. Na rynku nie ma tego typu porad­nika skie­ro­wa­nego tylko do kobiet, ale sądzę, że ten speł­nia także taką rolę, bo w zasa­dzie wszyst­kie reguły ukry­wa­nia się doty­czą każ­dej zdra­dza­ją­cej strony.

K: Wła­śnie dla­tego twier­dzę, że to pozycja humorystyczna. Czyta się ją szybko, nie można autorce odmó­wić lek­kiego pióra. To ide­alna pozy­cja dla tych, któ­rzy mają duży dystans do sie­bie i do świata. Mojej wzor­co­wej kobie­cie, mógł­bym coś takiego dać i razem byśmy się pośmiali. Nie­stety mam wra­że­nie, że tak przed­sta­wiony temat zdrady może wywo­łać kłót­nię pomię­dzy part­ne­rami, jeśli u kogoś w domu znaj­dzie się na półce „porad­nik“. Bo to nie jest temat, z któ­rego każdy będzie potra­fił żartować.

M: Bo dla każ­dego zdrada ozna­cza coś zupeł­nie innego. Dla Cie­bie uśmiech w stronę innego faceta może być już mocno podej­rzany i zro­bisz Wzor­co­wej Kobie­cie awan­turę w domu, nato­miast ktoś inny może uwa­żać, że flirt nada tem­pe­ra­tury związ­kowi, nato­miast poca­łunku i seksu już nie potrak­tuje jako “zabawę”. W opi­nii pry­wat­nej, ale i zawo­do­wej, jeśli ktoś jest w związku, który jest doj­rzały, war­to­ściowy, opiera się na uczu­ciach, zaufa­niu i wza­jem­nej pracy nad nim, to nie ma się czego oba­wiać. Poza tym, zazdrość nie­wiele daje. W zasa­dzie to nic nie daje, poza wynisz­cza­ją­cym poczu­ciem krzywdy. Jeśli Twój partner postanowi Cię zdradzić, to zrobi to bez względu na to, czy przypniesz go kajdankami do kaloryfera. Po pro­stu bar­dziej będzie się musiał nagim­na­sty­ko­wać z ukry­wa­niem. Nato­miast psy­cho­lo­giczne kon­se­kwen­cje skoku w bok to już zupeł­nie inna kwe­stia, ale o tym może innym razem.

www.radzesobie.pl Pan K.

Humo­ry­stycz­nie, ładnie, ale krótko… za krótko

K: Dla mnie “Jak zdra­dzać, czyli porad­nik dla nie­wier­nego męż­czy­zny?” to coś, co nie powinno się uka­zać. Poza jedną zaletą, że czyta się to przy­jem­nie, nie broni się niczym wię­cej. Takiego przełożenia objętości do ceny nie usprawiedliwia nic, jako odbiorca czuję się po prostu oszukany. To ide­alny przy­kład tego, jak tema­tyka seksu ma być wabi­kiem do kupie­nia towaru. Na 75 stron, na któ­rych fak­tycz­nie jest treść, ponad 30 zawiera tytuły roz­dzia­łów, pustą prze­strzeń lub mniej niż 1/3 zadru­ko­wa­nego tek­stu. Wstyd byłoby mi za dwa­dzie­ścia kar­tek brać pra­wie 18 zł.

M: Kwe­stię oszu­ka­nia, czy zakupu tej książki, pozo­stawmy już Czy­tel­ni­kom. W Inter­ne­cie znaj­dziesz też wiele znie­sma­czo­nych kobiet, które klną na czym świat stoi na autorkę, a naj­le­piej, to żeby i ją facet zdra­dził, bo nic nie rozu­mie i jesz­cze “tym świniom” pomaga. Nic bar­dziej myl­nego. Nie­mniej jed­nak, nie odpo­wiem na pyta­nie “czy warto”. Jeśli jed­nak ktoś zde­cy­duje się na prze­czy­ta­nie tej książki, to niech podej­dzie do niej z dystan­sem, humo­rem acz­kol­wiek dla pew­no­ści może lepiej zosta­wić ją w pracy i czy­tać w prze­rwie na lunch. Taka mała rada ode mnie. Dla świę­tego spokoju.

Tekst uka­zał się także na blogu www.psycholog-pisze.pl. Jeśli zain­te­re­so­wała Was publi­ka­cja, znaj­dzie­cie ją w ofer­cie wydaw­nic­twa Sensus.
Autor obrazu: Viktor Hanáček

Leave a Reply

13 comments

  1. świntuch

    Nie czy­ta­łam porad­nika. Jed­nak widzę, że jest dużo w nim prawdy. Może zadajmy sobie pyta­nie: czy chcemy zdra­dzać, czy chcemy być zdra­dzani czy chcemy być w szcze­rym i szczę­śli­wym związku? Tak naprawdę bowiem, czę­sto nie­któ­rzy sami są sobie winni. Tole­ru­jąc zdrady albo będąc w związku pod tytu­łem „jest mi dobrze“ i zdra­dzam w chwi­lach gdy aku­rat „jest mi gorzej“. Za to, że ktoś zdra­dza nie jest winna jego gene­tyka. To jego zwią­zek jest chory. Cza­sem od początku. Ale ta osoba to akcep­tuje, zamiast szu­kać i pró­bo­wać two­rzyć coś dobrego z kimś innym. I nawet jeśli ma wyrzuty sumie­nia i będzie chciał się zmie­nić, pró­bo­wał leczyć ten zwią­zek doraź­nie — ten zwią­zek nie ma szans. Owszem zda­rzają się zdrady jed­no­ra­zowe, po alko­holu, w innych oko­licz­no­ściach,przypadkiem które w zasa­dzie trudno jest oce­nić.O tych tutaj nie mówię. To nie porad­nik czy autorka trak­tuje ludzi przed­mio­towo. Ona tylko poka­zuje jak sie­bie wza­jem­nie potra­fią trak­to­wać ludzie. Przed­mio­towo nie trak­tują osoby z którą zdra­dzają. To naj­czę­ściej szczery układ. Jak zostało wspo­mniane. Naj­bar­dziej przed­mio­towo trak­tują osobę,którą zdra­dzają. O kochan­kach psy­cho­pat­kach nawet nie chcę się wypo­wia­dać. Pew­nie i takie ist­nieją nie­stety. Jak dla mnie żadna kochanka nie ma powodu do dumy. Acz­kol­wiek nie­które mogą się czuć lepiej psychicznie-czuć war­to­ściow­sze niż zdra­dzana i okła­my­wana. Nie oce­niam. Szkoda tylko tych kobiet, które zostały kochan­kami zupeł­nie nie­świa­do­mie. Takie też istnieją.

  2. Marta

    Czy­ta­jąc zapo­wiedź tego postu myśla­łam, że książka będzie typowo humo­ry­styczną pozy­cją. Jeżeli Wyso­kiń­ska napi­sała ją jako porad­nik– to nie powinno się uka­zać.
    Cóż.. seks i jedze­nie zawsze się sprzeda.

    • Pan K.

      Pro­blem jest taki, ze ta ksiazka wg mnie to wla­snie humo­ry­styczne potrak­to­wa­nie tematu, ale nigdzie nikt o tym nie napi­sal. Rekla­muje sie ja wla­snie jako typowy porad­nik. Zeby on jesz­cze byl wypel­niony trescia…

  3. Królowa

    To jest w ogóle smutne, że dla ludzi seks będący czy­stą roz­rywką, jak jazda na rowe­rze, to zdrada.

    -1
    • Pan K.

      Wiesz, kazdy ma wla­sne poj­mo­wa­nie tego poje­cia i wg mnie tego nie nalezy aku­rat war­to­scio­wac. Wazne, zeby dwie osoby w zwiazku sie ze soba zga­dzaly na ten temat, a to co mysli reszta swiata… Nikogo wtedy juz nie obchodzi:)

      • Królowa

        Ależ! Tu nie ma nigdzie war­to­ścio­wa­nia, jeśli mówię o swo­ich odczu­ciach wzglę­dem cze­goś to tylko mówię jak ja się z czymś czuję. Oczy­wi­ście że naj­waż­niej­sze żeby osoby będące w związku czuły się dobrze. Ale zauważ że czę­sto jest tak, że jedna strona tłu­ma­cząc się ze zdrady mówi „kocha­nie, to był tylko seks, to nic nie zna­czy“ i naprawdę ma to na myśli, pod­czas gdy dla dru­giej świat się zawa­lił. Natu­ral­nie nie da się nikomu narzu­cić co ma czuć i myśleć, może jed­nak cza­sami warto poroz­ma­wiać o wielu takich rze­czach na samym początku związku, kiedy jesz­cze można zre­zy­gno­wać? Choćby dowie­dzieć się co dla dru­giej osoby jest zdradą. Bo dla jed­nego to będzie seks, dla innego już roz­mowa przez inter­net z pod­tek­stami albo cmok­nię­cie w usta. A wydaje mi się, że wiele osób o tym w ogóle nie roz­ma­wia, nigdy, bojąc się tematu, jakby samo roz­ma­wia­nie mogło coś zepsuć.

        • Pan K.

          Tak, zgo­dzę się z Tobą — usta­le­nie pew­nych rze­czy na początku związku, czy też jakiej­kol­wiek rela­cji, na pewno bar­dzo pomaga na przyszłość

  4. Accalia

    Oczy­wi­ście można potrak­to­wać tą książkę jako porad­nik super agenta „ w taj­nej służ­bie Jego Wyso­ko­ści Penisa” . Można też się pośmiać ze „szpiega z kra­iny desz­czow­ców”, który, jeśli potrze­buje takich rad, to cud, że sam potrafi doko­nać takiego wyczynu jak zdję­cie spodni. Tylko pod tym wszyst­kim to może też dość smutna książka o pró­bie obrony wła­snej wol­no­ści. Nie komen­tuję jaka ta wol­ność jest, i cho­ciaż w moim prze­ko­na­niu to bar­dziej jak obrona wol­no­ści psa łańcu­cho­wego, który, co prawda szczeka i szuka wol­no­ści, ale tylko w ramach dłu­go­ści rze­czo­nego łańcu­cha, ale jed­nak zdrada to chyba wła­śnie naj­czę­ściej próba wyrwa­nia się na wol­ność. Może z tok­sycz­nego związku, może wła­snych nie­do­ma­gań emo­cjo­nal­nych, tego nie wiem i nie oce­niam.
    Jeśli mam, dla sie­bie, poświę­cić parę godzin czasu na czy­ta­nie jakie­goś porad­nika , to szcze­rze mówiąc, wolę wybrać książkę, która mi pod­po­wie jak tę wol­ność pie­lę­gno­wać, w sobie, w związku, a nie jak być spryt­nym psem łańcu­cho­wym. Szkoda mi czasu.

    • świntuch

      Wła­śnie — bez przy­czyny się nie zdradza.

    • Pan K.

      Cie­kawe podej­ście, cho­ciaż ja nie do końca się z nim zgo­dzę — zdrada jako „próba wyrwa­nia na wol­ność z tok­sycz­nego związku“ to pew­nie jeden przy­pa­dek na kil­ka­na­ście. Nie uspra­wie­dli­wiajmy wszyst­kiego i zawsze.

  5. Pingback: Monogamia, zdrada czy otwarty związek? |

  6. Pingback: Radzę Sobie – Z kim podzielę się Twoim czasem?

  7. olek

    No tak brak seksu, brak wspar­cia to pociąga za sobą zdradę. Nie­stety zdrada jest gor­sza niż posu­cha. Wyrzuty sumie­nia. Zdrada nie­sie ze sobą ryzyko cho­roby Nie cho­dzi tu o HIV bo to straszna sprawa nie cho­dzi o kiłe czy żeżączkę bo to można leczyć ale cho­dzi o HPV. nie­stety ale po takim skoku ryzyko zacho­ro­wa­nia jest ogromne pra­wie pewne. Tego nie da sie leczyć. Jek póź­niej wró­cić do żony ? Pew­nie można zamknąć oczy ale to wyj­dzie po cza­sie w postaci kły­cin w postaci raka gar­dła macicy. Nie­stety ale zycie się koń­czy za życia. W pol­sce nie ma świa­do­mo­ści nie ma lecze­nia nie ma dia­gnoz. Chcesz zdra­dzić ok zrób testy tej którą chcesz się bzy­kać. 300 zł za bada­nie na hpv, 80 zł za HIV, 120 ZŁ za wymaz, wizyty u leka­rzy po 120 do 200 za wizytę, No wła­snie a cho­rób jest cała lista. Kochanka ci prawdę powie. Wszystko to znisz­czy naj­moc­niej­szego faceta. Zanim to zro­bisz idź pod drzwi wene­ro­loga i się porzy­glą­daj kto tam wchodzi.