Polaku, uśmiechnij się

Piosenka, którą warto nucić codziennie

fot. Alex

Mam w sąsiedz­twie skle­pik z zie­lo­nym pła­zem w logo. I sprze­daw­czy­nię, która na uwagę klienta odpo­wie­działa dziś: „Masz coś do mnie?”. Płaz jest ponury, ja zresztą też, bo takie sytu­acje nie powinny się zdarzać.

Kasjerka jest wiecz­nie nie­za­do­wo­lona — możesz mi uwie­rzyć — za każ­dym razem, gdy wspól­nie z U. robimy zakupy, obie­cu­jemy sobie, że kie­dyś wró­cimy tam z kwia­tami. Tylko po to, żeby zoba­czyć, czy pani w ogóle potrafi się uśmie­chać. A powinna.

I nie cho­dzi już tylko o wize­ru­nek marki, tutaj kon­se­kwent­nie nisz­czony, a przede wszyst­kim o spo­koj­ność ducha. Takie zwykłe, ludzkie wyluzowanie, które powinno znajdować się w każdym z nas.

Uśmiech­nijże się do dru­giej osoby, to nie jest trudne. Uśmiechnij się do siebie. Nie ma nic faj­niej­szego, niż sytu­acja, gdy ten przy­ja­zny skurcz mię­śni zostaje odwza­jem­niony. Rów­nie czę­sto jed­nak tra­fiają się też reak­cje pełne zdu­mie­nia i podejrz­li­wo­ści: „O co mu cho­dzi? Cze­goś chce!” — bo poka­zują naturę post­pe­ere­low­skiego Polaka.

Odkry­łem nie­dawno pio­senkę, świet­nie ilu­stru­jącą to, co sta­ram się powie­dzieć — „Orzeł może”:

Czło­wieku! No prze­cież,
Jak sam nie chcesz, to się nie ciesz,
Ale niech cię tak nie peszą,
Ci, co się do cie­bie cie­szą,
Chu­dzi, grubi,
Sta­rzy, mło­dzi,
Daj się lubić,
Co ci szkodzi?

Przy­znam — sam mam czasami cięższe dni. W pracy rzadko jestem stuprocentowym optymistą, ale koniec koń­ców, sta­ram się zacho­wać cho­ciaż odro­binę tego pozy­tyw­nego myśle­nia i uśmie­chu dla dru­giej osoby. Bo to popra­wia humor każ­dej ze stron.

Auto­rem tek­stu do powyż­szej pio­senki jest Artur Andrus i to w jego wyko­na­niu usły­sza­łem utwór po raz pierw­szy. Powstał na potrzebę jed­nej z akcji orga­ni­zo­wa­nych przez Pro­gram 3 Pol­skiego Radia, jed­nak mimo upływu czasi, wciąż jest aktu­alny. Zresztą, czy apel: "uśmiechaj się"; może kiedykolwiek stracić na aktualności?

Tutaj z bólem serca wrzu­cam wyko­na­nie arty­stów zwią­za­nych z radiową Trójką, które nie­stety… jest dużo gor­sze od tego, co leci u mnie aktu­al­nie z gło­śni­ków dzięki naj­now­szej pły­cie Andrusa „Cyniczne Córy Zury­chu”. Tam autor samo­dziel­nie wyśpie­wuje cały tekst. Wrzu­cił­bym inne wyko­na­nie, jed­nak na pewno zro­zu­miesz — prawa autor­skie i kary finan­sowe mnie od tego sku­tecz­nie odstra­szają. Jeśli tylko kie­dyś gdzieś pojawi się odpo­wied­nie nagra­nie w sieci, na pewno pod­rzucę na fanpage’a bloga.

Swoją drogą, może dla­tego wolę tego artystę-konferancsjera, bo przez swoją fizjo­no­mię i dyna­mikę wypo­wie­dzi koja­rzy mi się z weso­łym mop­sem połą­czo­nym z rezo­lut­nym „panem Kaziem”, dzie­lą­cym się swo­imi prze­my­śle­niami z każ­dym, kto tylko zechce go wysłuchać.

A Cie­bie zapra­szam do prze­czy­ta­nia tek­stu o roli uśmie­chu w związ­kach. Tam już wspo­mi­na­łem skwa­szoną sklepikarkę.

Zdję­cie na licen­cji CC BY 2.0

Leave a Reply

2 comments

  1. świntuch

    Ja tam wszyst­kich wokół zmu­szam do uśmie­chu, cza­sem cuduję i bła­znuję, bo od razu lepiej się robi gdy wszy­scy się śmieją. Gorzej, że samej mi tak trudno ten uśmiech nakleić na twarz.

  2. Rosie

    Quando è troppo è troppo. Non si può negare un’evidenza di questo tipo. E’ vecneggoso.Noanrhe il minimo dub­bio che chi vede quel crollo pensi ad una demo­li­zione con­trol­lata. Io non rie­sco a capire.Il Drago