Odpowiedzialność twórcy w Sieci

Wpis 18+, wiedza przydatna każdemu

fot. Lars Plougmann

Szlag mnie tra­fia, gdy widzę rze­czy, które ludzie wrzu­cają do Inter­netu. Bo nie myślą, kto potem może to oglądać.

Zda­rzyło Ci się z wła­snej woli udo­stęp­nić film z egze­ku­cji albo z kata­strofy samo­lotu? Wiesz — dużo krwi czy solidne ryp­nię­cie pełne pło­mieni i praw­do­po­dob­nie dzie­siątki ofiar.

Teraz pomyśl, że taki obraz zoba­czyło dziecko.

Do dzi­siaj pamię­tam chwile, w któ­rych jako nasto­la­tek odkry­wa­łem pierw­sze frag­menty Inter­netu. Łączy­łem się wtedy jesz­cze za pomocą zwy­kłego modemu, wdzwa­nia­nego na pamiętne 0202122. Pierwsze kontakty z sieciowymi znajomymi, pierwsze czytane artykuły no i... pierwsze momenty z internetową pornografią.

Dziś nie chciał­bym być tak cie­kaw­ski za młodu.

Pech chciał, że pewnego dnia trafiłem na serwis specjalny... bo inny od całej reszty. Nie było na nim jakie­goś stan­dar­do­wego fiku-miku. W wieku 15 lat tra­fi­łem na ser­wis z por­no­gra­fią dzie­cięcą. Do dzi­siaj pamię­tam zdję­cie, które mnie przy­wi­tało. To był szok… Mała dziew­czynka. Wciąż mam ten widok przed oczami. Tego dnia nie korzy­sta­łem wię­cej z kom­pu­tera. Rodzice do dziś nie znają tej historii.

Minęło pięt­na­ście lat. We mnie pozo­stało już tylko nie­miłe wspo­mnie­nie minio­nej chwili, któ­rego nie życzył­bym nikomu.

Na szczę­ście dziś Sieć urosła tak bardzo, że na materiały tak skrajne naprawdę trudno się nadziać, a poli­cja co chwilę roz­bija kolejne szajki inter­ne­to­wych pedo­fi­lów. Jed­nak jest cała masa innych tre­ści, które nie powinny tra­fić przed oczy mło­dych ludzi. I o tym jest ten wpis.

Co robią twórcy

Ten wpis by nie powstał, gdyby nie youtu­ber znany pod pseu­do­ni­mem Żiżej, który pod­bił serca ponad 210 tysięcy fanów. W jed­nym z opu­bli­ko­wa­nych nie­dawno fil­mów odczy­tuje snapy od swo­ich fanów i na nie­które odpowiada.

W poło­wie trze­ciej minuty poja­wia się twarz chło­paczka, na oko tak 10-letniego, z prośbą o wia­do­mość zwrotną. Wia­domo, dostać odpo­wiedź od swo­jego idola to sza­cun na dzielni, więc youtuber spełnia prośbę. Szkoda tylko, że ponosi go przy tym nieco fantazja. Żiżej sma­ruje usta jakimś bia­łym prosz­kiem, pozuje z dziub­kiem do foty i pod­pi­suje ją:

Sperma na mordzie.

I w tym momen­cie krowy w całym kró­le­stwie prze­stają dawać mleko, kró­le­wicz na powrót zamie­nia się w żabę, a odgłos mojej opa­da­ją­cej szczęki sły­szy chyba pół osie­dla. Serio? Taką odpo­wiedź dzie­się­cio­lat­kowi? Nie znaj­duję wytłu­ma­cze­nia, które tłu­ma­czy­łoby w takiej sytu­acji żarcik z nasie­niem*.

Żiżej jest inter­ne­to­wym komi­kiem. Zazna­czam to, bo cho­ciaż kolejny przy­kład to wciąż podwórko fil­mów na Youtube, tym razem jed­nak doty­czyć będzi vlo­gera, który komen­tuje ota­cza­jącą go rzeczywistość.

Komo­rekW nagrywa mniej wię­cej od roku. Jeśli lubisz ludzi wyrzu­ca­ją­cych z sie­bie słowa z pręd­ko­ścią kara­binu maszy­no­wego, polu­bisz tego gościa. Jeśli zaś jesteś woju­jącą femi­nistką… wróć! Jeśli jesteś przeciętnym człowiekiem, który szanuje innych, zaleje Cię krew, włą­cza­jąc cho­ciażby film pod­su­mo­wu­jący minione półrocze:

Kylie Jen­ner Chal­lenge. Cho­dzi o to, że Kylie Jen­ner czyli ta naj­młod­sza albo pra­wie naj­młod­sza z Kar­da­shia­nek (…) powięk­szyła sobie usta do tego stop­nia, że było na pierw­szy rzut oka widać, że ta szmata robiła sobie jakieś ope­ra­cje pla­styczne.
I wszy­scy jej to wyty­kali. (…) A ona, (…) że to się w ogóle nie dzieje, że to nie jest w ogóle sztuczny zabieg. (…)
A ludzie tak patrzą i myślą sobie: szmato kłamiesz.

Bo prze­cież nazy­wa­nie kobiet „szma­tami” jest takie doro­słe i zabawne.

Trze­cim przy­kła­dem będą dobre chęci, które nie zawsze wystar­czą. Mal­wina Be. na blogu Bakusiowo.pl poku­siła się o tekst doty­czący alko­ho­li­zmu. I cho­ciaż jego wydźwięk — znajdź w alko­ho­liku czło­wieka — jest jak naj­bar­dziej pozy­tywny, tak cały mate­riał może przy­nieść wię­cej szkody niż pożytku.

(…) Moim zda­niem taki alko­ho­lik to wła­śnie osoba, która jest tak zakom­plek­siona, że bez alko­holu nie da rady ina­czej. (…) Nie jestem pewna, ale chyba uza­leż­nie­nie to jakaś odmiana cho­roby psy­chicz­nej prawda? No to jak można tak zupeł­nie bez uczuć „obra­zić się” na kogoś za to, że jest chory. Ja wiem. Ja naprawdę rozu­miem. Prze­by­wa­nie z alko­ho­li­kiem to coś strasz­nego. Kocha­nie alko­ho­lika to katastrofa.(…)”

Nie­stety do tego pro­blemu nie można tak pod­cho­dzić, gdy żyje się z osobą uza­leż­nioną. Nie­mal zawsze należy przyjąć postawę zdecydowaną, która nie tylko da szansę temu drugiemu człowiekowi na wyjście z nałogu, ale także wytworzy w nas barierę psy­chiczną, chro­niącą przed ewen­tu­al­nymi kon­se­kwen­cjami alko­ho­li­zmu u kogoś bli­skiego. O tym, że takie kon­se­kwen­cje ist­nieją, niech świad­czy fakt, że oprócz spo­tkań AA, ist­nieją także grupy wspar­cia dla ich rodzin.

I cho­ciaż autorka pisze o tym, że koniec koń­ców musi poja­wić się sta­now­czość w takiej rela­cji, robi to jed­nak bar­dzo nie­śmiało, pomię­dzy jed­nym zda­niem a dru­gim, przez co zupeł­nie nie zmie­nia wydźwięku całego tekstu.

Pro­blem w tym, że Baku­siowo to blog z dużymi zasię­gami, więc jest też bar­dziej lubiany przez wyszu­ki­warki. Ist­nieje spora szansa na to, że Google będzie ten mate­riał wyświe­tlał jako jeden z pierw­szych, gdy zacznie szu­kać infor­ma­cji o alko­ho­li­zmie. W kon­se­kwen­cji, zamiast rzeczowych i sensownych porad, pojawi się wpis klepiący po plecach i mówiący: nie odtrą­caj kogoś, kto pije. Ściana tek­stu, która może wyrzą­dzić naprawdę poważne problemy.

Kon­se­kwen­cje złego słowa

Nie posą­dzam nikogo o złą wolę. Pro­blemu należy szu­kać w fak­cie, że mało kto jest w pełni świadomy tego, jaki wpływ może mieć na innych ludzi. Wiesz, że czy­tel­nicy mojego bloga wypeł­ni­liby Salę Kon­gre­sową w War­sza­wie? Ba, nawet kilka razy, bo mie­ści ona 2880 osób. Gdy czło­wiek pomy­śli, że jego słowa tra­fiają do publiki wiel­ko­ści małego mia­steczka, zasta­nowi się dwa razy, zanim coś powie. Jed­nak moje sta­ty­styki są tak naprawdę słabe.

Blog Pawła Opydo, zmbs.pl odwie­dza mie­sięcz­nie 140 000 ludzi. Według ankiety, którą wypeł­niają czy­tel­nicy, dla 72% osób czy­tane tek­sty mają realny wpływ na ich poglądy. To tak, jakby wszy­scy miesz­kańcy Legnicy stali przed Twoim miesz­ka­niem i wycze­ki­wali, aż wresz­cie coś do niech powiesz. Robi wra­że­nie, prawda?

I dla­tego Paweł musi wie­dzieć, jak for­mu­ło­wać swoje myśli, żeby się nie prze­je­chać zarówno w tre­ści, jak i formie:

Jeśli coś zmie­niam czy łago­dzę (w trak­cie pisa­nia) to dla­tego, że uwa­żam, że prze­sa­dzi­łem, albo że odbiorca może to ode­brać nie tak jak chcę – nie­za­leż­nie od wieku. Prze­ka­zu­jąc emo­cję łatwo prze­szar­żo­wać albo wręcz prze­ciw­nie, roz­myć prze­kaz. Ale nie zmie­niam tego w kon­tek­ście jakiejś kon­kret­nej grupy odbior­ców, np. wie­ko­wej.
Po pro­stu sta­ram się nie pisać głu­pich rzeczy.

A jakie mogą być kon­se­kwen­cje „głu­pich rze­czy“? Popro­si­łem Monikę Kotla­rekblo­gu­jącą psy­cho­log — o sko­men­to­wa­nie występu Żiżeja:

Gra­nie „pod publiczkę” i popi­sy­wa­nie się przed kame­rami to swego rodzaju znak naszych cza­sów. Kie­dyś była tylko tele­wi­zja i radio, teraz nie­mal każdy może zostać cele­brytą tylko dla­tego, że ma tele­fon z opcją nagry­wa­nia fil­mi­ków.
Zasta­na­wia mnie co by się wyda­rzyło, gdyby jakiś młody czło­wiek zapy­tał rze­czo­nego youtu­bera czym jest ta „arcy­za­bawna” „sperma na mor­dzie”. Pew­nie zostałby wyśmiany lub, mówiąc kolo­kwial­nie, olany. Takie zacho­wa­nie, bez mini­mum odpo­wie­dzial­no­ści, może dać zakrzy­wiony obraz seksu.
Dla­tego można tutaj chyba tylko ape­lo­wać do rodzi­ców, by nie ZAKAZYWALI, ale od czasu do czasu zer­k­nęli na to, co oglą­dają ich dzie­ciaki. Warto po pro­stu się nimi zain­te­re­so­wać i zdo­być ich zaufa­nie, by to rodzice, bli­scy, szkoła, przy­ja­ciele byli auto­ry­te­tami, a nie obcy chło­pak z inter­netu, któ­rego nie­zwy­kle bawi żarcik ze spermą. Na mordzie.

Jed­nak to nie koniec, bo musimy sobie uświa­do­mić jedną, ważną rzecz…

Dziś wszy­scy jeste­śmy twórcami

Gdy 20 lat temu chcie­li­śmy się cze­goś dowie­dzieć, bra­li­śmy gazetę, 10 lat temu włą­cza­li­śmy jeden z por­tali infor­ma­cyj­nych, a dziś?

Dziś odpalamy media społecznościowe, bo jeśli dzieje się coś ważnego, to informacja najszybciej rozprzestrzenia się właśnie tam. O śmierci Robina Wil­liamsa dowie­dzia­łem się z face­bo­oko­wego wpisu zna­jo­mego zza oce­anu, gdy w pol­skich mediach jesz­cze była cisza.

Wspo­mniany wcze­śniej Paweł Opydo wygło­sił na See Blog­gers pre­lek­cję, w któ­rej stwier­dził coś ważnego:

www.zmbs.pl

www.zmbs.pl

I tym przewodnikiem dla treści jesteśmy my wszyscy. Nie­za­leż­nie, czy aktyw­nie piszesz bloga, nagry­wasz vloga, twit­tu­jesz, sna­pu­jesz albo po pro­stu sie­dzisz godzi­nami na fej­sie. Nie musisz tak naprawdę nawet świa­do­mie udo­stęp­niać cze­go­kol­wiek. Media spo­łecz­no­ściowe są tak skon­stru­owane, że nawet samo roz­da­wa­nie laj­ków przy­czy­nia się do wzro­stu zasię­gów danej treści.

Dziś każdy z nas jest tak naprawdę blo­ge­rem, bo każdy z nas zapy­cha Sieć w jakiś spo­sób. Nawet jeśli tylko raz na jakiś czas wrzu­cisz sta­tus na fej­sika, że nowa knajpa w mie­ście jest naprawdę świetna, to wła­śnie blo­gu­jesz. Jasne, może i w małej, bar­dzo ogra­ni­czo­nej for­mie, ale blo­gu­jesz i nie jesteś w sta­nie od tego uciec. Dla­tego wła­śnie powinniśmy nauczyć się korzystać z Internetu odpowiedzialnie.

Roz­ma­wia­łem nie­dawno ze zna­jo­mym, który dzi­wił się, że mode­ra­cja Face­bo­oka usu­nęła mu post ze zdję­ciem pocho­dzą­cym ze sta­rego hap­pe­ningu. Pro­blem w tym, że per­for­merki były pół­na­gie i uma­zane krwią — widok zde­cy­do­wa­nie nie dla 13-latka (bo od tego wieku dzieci już mogą korzy­stać z FB). Odkła­da­jąc na bok wszel­kie roz­wa­ża­nia, co sztuką jest a co nie — cie­szę się, że zare­ago­wały odpo­wied­nie mecha­ni­zmy i obra­zek znik­nął. Dzięki temu taki Tomek czy Agnieszka będą dziećmi jesz­cze odro­binę dłużej.

Także pro­szę Cię — czy­taj sobie, co Ci się żywnie podoba, ale nie twórz głupot i nie udo­stęp­niaj ich.

Pozwól war­to­ścio­wym tre­ściom na prze­bi­cie się przez zalew żartów o nasie­niu na twarzy.

Zdję­cie na licen­cji CC BY-SA 2.0

Leave a Reply

6 comments

  1. Orace

    Cie­kawa dawka infor­ma­cji, z pew­no­ścią daje do myśle­nia… Trzeba się zasta­no­wić, co publi­ku­jemy w sieci…

    • Pan K.

      Szcze­gól­nie w cza­sach, w któ­rych tak łatwo zdo­być odbior­ców. Dzięki za uwagę dot. lite­rówki :) (ska­so­wa­łem już z Two­jego komentarza)

      • Caroline

        Your response is very well-worded, spe­ci­fic, and appro­priate. The NYT article appe­ars incre­di­bly one-sided. It would be easy to write an article about the visi­bly poor veg options in the mid-west but requ­ires much more insa­itvge­tion and sub­stance to find the truth.

  2. Alexis

    Ja oso­bi­ście, owszem, udo­stęp­ni­łam wiele razy post orga­ni­za­cji poma­ga­ją­cej zwie­rzę­tom. I choć może zdję­cia nie były odpo­wied­nie dla wszyst­kich, mogłyby prze­stra­szyć nie jedno dziecko, nie prze­stanę tego robić. Wie­rzę w siłę Inter­netu i w to, że nie warto zamy­kać oczu na prawdę jaka nas ota­cza, w tym przy­padku na wszech­obecną krzywdę dru­giej istoty. Co do panów „Youtu­be­rów“, jak się nazy­wają, w rze­czy­wi­sto­ści są to jedy­nie nie­od­po­wie­dzialni gów­nia­rze, któ­rzy o praw­dzi­wym życiu, sek­sie i pod­sta­wo­wych war­to­ściach czło­wieka nie mają poję­cia. Strasz­nie to boli i prze­raża gdzie ten świat idzie, że się odmóż­dża coraz bar­dziej, że każdy może powie­dzieć co chce, a naj­gor­sze w tym wszyst­kim jest to, iż mło­dzi ludzie słu­chają i uczą się. Boje się mieć dzieci i boję się tego, że nie będę w sta­nie uchro­nić ich przed coraz więk­szą głu­potą tego świata, która jest już teraz prak­tycz­nie na wycią­gnię­cie ręki. Chyba lepiej było gdy nie mie­li­śmy Internetu.

    • Pan K.

      To Ty, udo­stęp­nia­jąc tre­ści, decy­du­jesz, co dzieci mogą oglą­dać, a czego jed­nak należy im oszczę­dzić. Ostroż­nie nato­miast pod­cho­dził­bym do wrzu­ca­nia wszyst­kich twór­ców youtube’owych do jed­nego worka. Jest tam wiele war­to­ścio­wych osób:)

  3. zonta

    Szkoda, że w efek­cie zasta­no­wią się nad tema­tem tylko ci, któ­rzy i tak są uważni. Ci, któ­rzy piszą, two­rzą i upu­blicz­niają bzdury nadal będą to robić, w pełni prze­ko­nani o swo­jej wyjąt­ko­wo­ści bądź profesjonalizmie.