Niepełnosprawni mnie wkurzają

fot. gniliep

Wyjdę na chama i pro­staka. Część z Was odej­dzie, kil­koro wybije mi szybę w aucie albo przy­naj­mniej spró­buje, ale muszę to powie­dzieć: pewien rodzaj nie­peł­no­spraw­no­ści wypro­wa­dza mnie z równowagi.

Dzieje się tak nie dla­tego, że jestem z auto­matu uprze­dzony do kogo­kol­wiek. Bo niby dla­czego miał­bym być? Zwy­czaj­nie na świe­cie jed­nak są rze­czy, które potra­fią pod­nieść czło­wie­kowi ciśnienie.

Nie­dawno byłem w fast foodzie. Wie­cie, jed­nym z tych, w któ­rym to kur­czaki są tak nie­sa­mo­wi­cie świeże, że jesz­cze potra­fią zagda­kać, wycią­gane z kubełka. Usta­wi­łem się grzecz­nie i wycze­ki­wa­łem, aż będę mógł zamó­wić to nie­zdrowe żarcie.

Nagle — jak gdyby nigdy nic — w wolne miej­sce pomię­dzy mną a osobą będącą tuż przy kasie wto­czyła się pani na wózku inwa­lidz­kim, pchana przez towa­rzy­sza. Ani „prze­pra­szam”, ani żadnego: „Czy mógłby pan nas przepuścić?”; tylko wepchnięcie się jak ostat­nie chamiszcze.

Zago­to­wa­łem się wewnętrz­nie. To jest wła­śnie ten rodzaj nie­peł­no­spraw­no­ści, który mnie wkur­wia: wyko­rzy­sty­wana z premedytacją.

Od razu odpo­wiem na pyta­nie, które pew­nie i tak byście zadali. Nie zare­ago­wa­łem. Bo niby co? Mia­łem uczyć dobrego wycho­wa­nia kogoś, kto sie­dzi na wózku? Żeby potem ludzie na mnie patrzyli spod byka i komen­to­wali sprawę tak, jak jedna z czy­tel­ni­czek, gdy wspo­mnia­łem o sytu­acji na face­bo­oku?

Czyżby Pan K nie posia­dał w sobie współ­czu­cia? (…) Nie uczono w domku że nie­peł­no­sprawni mają przy­wi­leje czy to apteka czy (…) jakiś mac?

Gdyby tamta dwójka nor­mal­nie zapy­tała, czy może zostać obsłu­żona naj­pierw, nie robił­bym pro­ble­mów. Patrz­cie, taki ze mnie miły gość! Jed­nak spójrzmy praw­dzie w oczy — czło­wiek sie­dzący na wózku nie zmę­czy się bar­dziej tylko dla­tego, że dosta­nie kur­czaka sekundę póź­niej. Traf­nie pod­su­mo­wała to Nata­lia:

Ja takie osoby prze­pusz­czam. Może nie kon­kret­nie na wózku, ale o kulach, star­sze o lasce czy babeczki w ciąży. Oczy­wi­ście mało­lata — z peł­nym maki­ja­żem, kle­piąca się zna­cząco po brzu­chu — wywo­łuje raczej nega­tywne emo­cje, ale gene­ral­nie przepuszczam.

Zasada jest pro­sta: cier­pisz na coś, co prze­szka­dza w ocze­ki­wa­niu? Wcho­dzisz pierwszy.

Żeby nie było, że rzu­cam słowa na wiatr, jakiś czas póź­niej mia­łem podobną sytu­ację. Z tym, że stała za mną dziewczyna w ciąży. I co? Puściłem — sam, nie pro­szony przez nikogo. Inna sprawa, że chyba nie była do takiego zacho­wa­nia przy­zwy­cza­jona, bo popa­trzyła na mnie tak, że poczu­łem się przez chwilę kró­lem frajerów.

Na szczę­ście zro­bi­łem to, co zro­bić nale­żało, byłem więc zado­wo­lony. Zawsze sta­ram się postę­po­wać w zgo­dzie z wła­snym sumie­niem i zasa­dami. Co prawda nie zmie­nię świata, ale mogę spra­wić, że będzie cho­ciaż odro­binę bar­dziej poukładany.

Rzadko otwar­cie zachęcam do dyskusji pod tekstem, ale tym razem to zro­bię: Uwa­ża­cie, że jeśli ktoś jest nie­peł­no­sprawny — w jakim­kol­wiek zna­cze­niu tego słowa — to z auto­matu nalezą mu się przy­wi­leje w każ­dej sytu­acji? Pro­szę tylko o kul­turę wypo­wie­dzi, bo hejty wytnę.

Na zakoń­cze­nie jesz­cze jedna histo­ryjka. Ten sam fast food, stoję ze zna­jo­mym, spie­szymy się, za nami grupka nasto­lat­ków. W pew­nym momen­cie jeden z nich mija nas i wpy­cha się parę osób dalej. Opier­do­li­łem. Podzia­łało, a ja dosze­dłem do wnio­sku, że chyba fak­tycz­nie warto prze­rzu­cić się na nor­malne restau­ra­cje — tam nie ma takich cyrków.

To może być począ­tek nowego cyklu „Wku­rza mnie“, w któ­rym zamie­rzam pięt­no­wać pewne zacho­wa­nia, które według mnie są naganne. Zoba­czymy jak się przyj­mie tekst.
 Zdję­cie na licen­cji CC BY 2.0
Autor obrazu: gniliep

Leave a Reply

47 comments

  1. Sylwia

    Bar­dzo lubię ustę­po­wać komuś miej­sca w tram­waju i prze­pusz­czać w kolejce, ale wyłącz­nie wtedy, kiedy jest to moja ini­cja­tywa. I nie cho­dzi tylko o nie­peł­no­spraw­nych, kobiety w ciąży czy osoby star­sze. Zawsze prze­pusz­czam w kolejce do kasy małe dzieci, które stoją za mną i trzy­mają w rącz­kach po butelce soku albo paczce chip­sów :) One przy­naj­mniej szcze­rze podzię­kują 😉 Prze­pusz­czam rów­nież osoby, które o to popro­szą, bo mają sporo mniej zaku­pów niż ja i szcze­gól­nie im się spie­szy. Z prze­kory nato­miast nie ustę­puję nikomu kto stoi nade mną w tram­waju i zaczyna dyszeć, sapać i pry­chać mi nad głową tak, jakby nie umiał powie­dzieć (nawet bez pyta­nia czy mogę), po pro­stu: „pro­szę mi ustą­pić“. Ustą­pi­ła­bym z uśmie­chem. Podob­nie wygląda sytu­acja, kiedy ktoś cham­sko i bez pyta­nia włazi przede mnie w kolejkę. Mimo, że nie robi mi szcze­gól­nej róż­nicy, że zostanę obsłu­żona 3 minuty póź­niej, to dla zasady nie ustą­pię i będę wal­czyć o swoje miejsce :)

    13
    • http://el-jen.blogspot.com/

      Czy­ta­łam przy jakimś arty­kule doty­czą­cym nie­sie­niu pierw­szej pomocy, że edu­ka­cja „musisz“ pomóc nie spraw­dza się. Nato­miast posta­wie­nie na indy­wi­du­al­ność jed­nostki i „możesz“ pomóc, masz wybór daje o niebo lep­sze rezul­taty. Dla­tego to, że „mogę“ komuś ustą­pić miej­sca albo prze­pu­ścić w kolejce jest dużo łatwiej­sze i przy­jem­niej­sze dla samego ustę­pu­ją­cego niż „muszę“ ustą­pić miej­sca tej star­szej, dyszą­cej, leżą­cej na moich ple­cach pani. Też włą­cza mi się cza­sem prze­kora na takie zachowania 😉

    • Pan K.

      Mam podob­nie. Im ktoś jest wred­niej­szy i nachal­niej się dopo­mina, tym więk­szą nie­chęć czuję. Ale z reguły ustę­puję nawet takim oso­bom. Co mi szko­dzi — 30 lat mam, młody jestem.

  2. Anka

    Jestem mamą nie­peł­no­spraw­nego chłopca. Mocno nie­peł­no­spraw­nego fizycz­nie. Nigdy nie uży­wamy nie­peł­no­spraw­no­ści naszego syna do osią­gnię­cia jakichś przy­wi­le­jów. Sta­ramy się nie par­ko­wać na miej­scu dla nie­peł­no­spraw­nych, cze­kamy w kolejce do windy na równi z innymi wóz­kami, nie ocze­ku­jemy pierw­szeń­stwa przy kasie, itd. Sta­ramy się, by nasze dziecko żyło tak nor­mal­nie, jak tylko się da.
    Ale co mnie wku­rza z per­spek­tywy pcha­ją­cej ten wózek? Że w wielu miej­scach jeste­śmy nie­wi­dzialni! Kie­rowca auto­busu nie obni­żył wej­ścia, kiedy szar­pa­łam się (sama!!!) z wóz­kiem i synem na nim, w auto­bu­sie nie było nikogo poza nami i nim, widział nas w lusterku i nic! Pan w McDo­nald bez­czel­nie wszedł przed mojego syna mimo, że sta­li­śmy w kolejce, a kiedy zwró­ci­łam mu uwagę, powie­dział, że nie zauwa­żył i miej­sca… nie zmie­nił. Pani w auto­bu­sie przy­tarła nos mło­demu swo­imi sia­tami, bo były waż­niej­sze i trzeba było je wrzu­cić na sie­dze­nie. Wku­rza mnie to. Wku­rza mnie nie­wi­dzial­ność nie­peł­no­spraw­nych w naszym spo­łe­czeń­stwie. Potrzeba edu­ka­cji, by ludzie zaczęli widzieć? Nie wiem.
    Zdrowi i sprawni nie muszą wcale klę­kać i odda­wać pokłony przed cho­rymi, wystar­czy zapy­tać, czy pomóc, czy może prze­pu­ścić w kolejce, itd.
    Mimo tego w żaden spo­sób nie uspra­wie­dli­wiam „Two­ich“ nie­peł­no­spraw­nych w kolejce. Wszy­scy jeste­śmy ludźmi– powin­ni­śmy trak­to­wać się i odno­sić się do sie­bie z sza­cun­kiem. Może ci ludzie mieli poczu­cie krzywdy z tytułu swo­jej nie­peł­no­spraw­no­ści? Może nie są z nią pogo­dzeni? Może chcą ją akcen­to­wać, żeby inni widzieli?
    Wiem tylko, że dopóty, dopóki sami nie sta­jemy się uczest­ni­kami pew­nych oko­licz­no­ści, wpis jak Twój są jak bajka. Teo­rię znasz, prak­tykę nie bar­dzo. Też byłam świetną z teo­rii, jak powinno być zanim poja­wił się mój syn…

    Lubię tu być.

    • Pan K.

      Jak czy­ta­łem Twoją histo­rię z syn­kiem to oczy robiły mi sie coraz więk­sze ze zdzi­wie­nia. Nie wyobra­żam sobie żadnej z tych sytu­acji. Kwe­stia dostrze­ga­nia potrzeb innych, zwy­kłej empa­tii, to coś, co w naszym kraju kuleje.

    • Daria

      Wiem, że ludzie są straszni. Wiem, że umieją mówić, nie w twarz ale za ple­cami, że lepiej aby sie­działo się w domu. Wiem, bo do mnie samej docho­dziły takie głosy. Ale mam je gdzieś żyje nor­mal­nie i tak chcę żyć. I dzię­kuję Ci, że uczysz swo­jego syna nor­mal­nego życia, życia nie rosz­cze­nio­wego. cho­ciaż wiem, ze to strasz­nie trudne.

    • a.pe

      Wstyd mi za tych ludzi. I za sie­bie też, bo nie zawsze reaguję. Zwy­kle dla­tego, że nie wiem jak się zacho­wać, aby pro­po­zy­cja pomocy nie została zle odczy­tana. Dla­tego uwa­żam, że edu­ka­cja w tym zakre­sie jest potrzebna. Nie bra­kuje mi empa­tii, a jed­nak oba­wiam się, że uśmiech zosta­nie ode­brany jako wyśmie­wa­nie się, spoj­rze­nie jako „gapie­nie“… Wiem, że to głu­pie… Posta­ram się nad tym moc­niej popracować…

      Ps. To nie jest ade­kwatna sytu­acja, ale gdy byłam w ciąży, albo mia­łam maleń­kie dziecko byłam trak­to­wana podob­nie. Dla­tego w pew­nym momen­cie (jesz­cze w ciąży) zaczę­łam się doma­gać swo­ich praw. Kul­tu­ral­nie, ale sta­now­czo. Nie dla­tego, że nie mogłam postać chwili w tram­waju, ale dla­tego, że jedno gwał­towne hamo­wa­nie, albo ude­rze­nie było poten­cjal­nym zagro­że­niem dla mojego dziecka. Ale wra­ca­jac do tematu: może pani z KFC też była przez wiele lat nie­wi­dzialna. Może jej wkur..nie osią­gnęło taki poziom, że stwier­dziła, że od teraz będzie bez­czel­nie wyko­rzy­sty­wać swoje przywileje?

      • Pan K.

        Ale wła­snie w tym sęk — uwa­żam, że wyjąt­kowo tym razem, ten przy­wi­lej jej się nie nale­żał. A już na pewno nie wyeg­ze­kwo­wany w tego tyu sposób.

  3. http://el-jen.blogspot.com/

    Ja mam inną bolączkę, ale w podob­nym tema­cie. Wyko­rzy­sty­wa­nie swo­jej nie­doli i wszyst­kich prze­ciw­no­ści losu. Doty­czy ona ludzi cho­dzą­cych po domach czy miej­scach publicz­nych i pro­szą­cych o wspar­cie finan­sowe. Z cięż­kiej lek­cji życia wiem, że mimo naj­lep­szych chęci taka „pomoc“ tylko pogłę­bia pro­blem i nie pro­wa­dzi do żadnego roz­wią­za­nia (ale to tro­chę osobna histo­ria).
    Jest sporo osób, które fak­tycz­nie potrze­bują pomocy, ale gdy jej nie dostaną zwy­czaj­nie odcho­dzą szu­kać jej gdzie indziej. Jest rów­nież grono takich osób, które wycho­dzą chyba z zało­że­nia, że jak tro­chę się pożalą to wszystko im się należy. A kiedy nie dostaną tego czego chcą potra­fią opluć czło­wieka swoim siar­czy­stym jadem od stóp do głów.
    I mam taką kobie­cinkę, która mi cza­sem puka do drzwi domu. Obec­nie jestem strasz­nie scep­tycz­nie nasta­wiona do tej osoby. Kiedy pierw­szy raz odmó­wi­łam jej paru gro­szy, któ­rych fak­tycz­nie w tym cza­sie nie mia­łam, zdzi­wi­łam się mocno jak bar­dzo w jed­nej chwili może odmie­nić się czło­wiek i z bied­nej, potrze­bu­ją­cej, sła­bej kobie­ciny w zło­rze­czą­cego demona, rzu­ca­ją­cego wszę­dzie w koło obe­lgi, oskar­że­nia i złe życze­nia.
    Strasz­nie mną to wstrzą­snęło. Czę­ściowo dla­tego, że leciał ten cały brud w moją stronę (a życze­nia były na prawdę straszne!) i prze­stra­szyło mnie to jak innym można życzyć jesz­cze gorzej niż samemu się ma. Ile jest kwasu i zła w ludziach. Boję się poma­gać takim ludziom, bo nie wiem, czy rze­czy­wi­ście są potrze­bu­jący, bo fan­ta­stycz­nie potra­fią grać na moim poczu­ciu współ­czu­cia i ewen­tu­al­nych wyrzu­tów sumie­nia w razie braku pomocy, bo mogą dotkli­wie zra­nić jed­nym sło­wem i świet­nie to robią. Czuję się od nich słab­sza, a przez nich zastra­szona, oszu­kana i opluta.

    • Pan K.

      Ludzie w jakiś spo­sób poszko­do­wani przez los czę­sto mają postawę rosz­cze­niową. Nie­stety są pewne sytu­acje, które coraz bar­dziej wyklu­czają ze spo­łe­czeń­stwa i spra­wiają, że czło­wiek się zmie­nia. To zło­żony pro­blem nie­stety. Gene­ral­nie jał­mużna, a już na pewno w for­mie pie­nięż­nej, to zło, nawet jeśli czy­nione w dobrych intencjach.

    • Daria

      dla takich ludzie mam wydru­ko­wany spis adre­sowy ośrodków/ noclegowni/ jadło­dajni i im to wrę­czam lub infor­muję na jakiej ulicy jest jadło­daj­nia. Miesz­kam w dużym mie­ście, więc jest mi łatwo, ale zawsze można podac adres ośrodka pomocy spo­łecz­nej. Jedze­nia nie daję odkąd czło­wiek który mnie o nie popro­sił wyrzu­cił bułkę kiedy tylko się odwró­ci­łam, pie­nię­dzy tym bar­dziej nie daję.

    • garazel

      W War­sza­wie pod cen­tral­nym wielu się kręci panów pro­szą­cych o zło­tówkę, albo papie­rosa, nie raz nawet gdy odmó­wi­łam nawią­zy­wała się sym­pa­tyczna roz­mowa, tro­chę o życiu tro­chę o wszyst­kim, aż do przy­jazdu auto­busu, zda­rzyło mi się pil­no­wać toreb pana bez­dom­nego na zachod­nim, ale był to czło­wiek tak sym­pa­tyczny i na swój spo­sób piękny :) z wielką brodą i o dobrych oczach, nie raz widzia­łam go zaga­du­ją­cego do ludzi nie pro­szą­cego o nic.
      Cza­sem pano­wie pijacz­ko­wie pomo­gli mi torbę podróżną, ciężką dosyć wnieść po scho­dach, za co papie­ro­skiem uczę­sto­wa­łam.
      Są nie raz sym­pa­tyczne histo­rie, cza­sem wygrze­bię jakieś drob­niaki, albo grzecz­nie stwier­dzał że kry­zys dopadł też mnie.
      Jed­nak mia­łam raz tro­chę dziwną sytu­ację, cze­ka­łam w nocy na cen­tral­nym, w cza­sie gdy mało jest ludzi a wię­cej bez­dom­nych, ja z torbą dziew­czę, spo­koj­nie sie­dzę, a pano­wie pijacz­ko­wie zawiani już pytają o zło­tówkę, dałam im z dwa zł, tak dla spo­koju, poszłam gdzieś do sklepu po picie, wra­cam na peron, a tu znowu oni, i znowu pytają o drobne, mówię że już pytali, oni zaprze­czają, i tu wąt­pli­wość w gło­wie, dostali jesz­cze zło­tówkę i poszli gdzieś dalej. Wtedy dla spo­koju mogłam stra­cić te kilka zł, bo nie czu­łam się bezpiecznie.

      Jed­nak mam jeden patent, nie ura­tuję całego świata roz­da­jąc pie­nią­dze, a w War­sza­wie przy metrze albo na pero­nach dworca, poja­wiają się osoby w zie­lo­nych kami­zel­kach, sprze­da­jące gazetki po 5zł, połowa kasy leci dla nich połowa na kolejne gazetki, są to osoby któ­rym w życiu nie wyszło, które chcą coś zmie­nić, żyją w ośrodku i sprze­dają te gazetki. Jest wśród nich Święty Miko­łaj, z białą brodą, który dba o dzieci z domów dziecka i zawsze nama­wia na dzie­le­nie się nie­po­trzeb­nymi zabaw­kami i sam prze­brany w czer­wony dres roz­daje dzie­ciom pre­zenty. :)
      Mam nadzieję że taka akcja pro­wa­dzona jest nie tylko w War­sza­wie
      https://www.facebook.com/wspak.org

  4. Honey

    Pew­nie teraz poleca glowy… A w tym moja na prze­dzie.
    Jestem, albo sta­ram sie usil­nie, byc realistka. Takie sytu­acje widze codzien­nie, symp­tomy ludz­kiej znie­czu­licy, z racji że duzo poru­szam sie po mie­ście, glow­nie komu­ni­ka­cja miej­ska. Mnie takie „zda­rze­nia“ nie ruszaja w ogole. Ciaza to nie cho­roba (teraz milion low pogardy i zapy­tan czy sama bylam), nie­pel­no­spraw­nosc to nie wymowka od wszyst­kiego a brak rozumu to juz kalec­two. Moje podej­scie jest pro­ste– poma­gam, gdy sytu­acja tego ode mjie wymaga lub gdy czuje taka wewnetrzna potrzebe. Nie sia­dam na miej­scach z laska (przy­zwy­cza­jona sia­dac na tylach gdzie bab­cie sie jie zapusz­czaja), gdy ktos ma pro­blem z wje­cha­niem woz­kiem do sklepu, auto­busu itp. a dzieje sie to bli­sko mnie pada pro­ste pyta­nie bez zbed­nych usmiesz­kow, „Pomóc?“. Pro­ste pyta­nie pro­sta odpo­wiedz tak lub nie. Zazwy­czaj sly­sze „tak popro­sze“- poma­gam, potem mniej lub bar­dziej dzię­kują, z kamienna twa­rza odpo­wia­dam zaden pro­blem, milego dnia i dalej kazde w swoja strone. Jesli odpo­wiedz jest prze­czaca to nie poma­gam na sile. Sa cza­eem mlode osoby na woz­kach ktore ucza sie sobie radzic w codzien­nych sytu­acjach, gdy ktos ich cia­gle wyre­cza ja sile bo auto­bus bedzie mial minutke opóź­nie­nia. Nie chce to nie, naj­wy­zej poprosi jak sie podda. Jesli ktos wyko­rzy­stuje nad­mier­nie swoje przy­wi­leje wkra­cza­jac tym w moja prze­strzen oso­bi­sta nie omiesz­kuje zwro­cic uwage, w mniej lub bar­dziej sar­ka­styczny spo­sob, dodam ze nie wdaje sie w zadne kłót­nie to jest bez­ce­lowe i mija sie z jaki­mi­kol­wiek zalo­ze­niami. Moze wydaje sie byc oschla i nie­czula ale to dla mnie jedyny spo­sob na prze­trwa­nie w wiel­kim mie­scie. Ciezko to ogol­nie opi­sac, nie zro­zum­cie mnie zle :)

    • Moniś

      Ciąża to nie cho­roba to coś wię­cej to w Twoim ciele powstaje nowe życie, jak orga­nizm musi ciężko pra­co­wać żeby stwo­rzyć nowe komórki, ile ener­gii w to wkłada. Jestem matka dwójki dzieci pierw­szą ciąże prze­cho­dzi­łam super w 8 mie­siącu jeź­dzi­łam na rowe­rze jesz­cze kolejna to była masa­kra pierw­sze tygo­dnie takie mdło­ści takie wymioty, że sobie nie wyobra­ża­cie o 12 w połu­dnie dopiero wsta­wa­łam od kibelka potem, dopiero wycho­dzi­łam z domu, to był listo­pad, kiedy zro­biło się cie­pło– woda zbie­rała mi się w orga­ni­zmie, nogi ręce popuch­nięte, plecy miały mi pęk­nąć i ani razu nikt w auto­bu­sie nie ustą­pił mi miej­sca, raz jedna Pani tylko prze­pu­ściła mnie w kolejce więc co to za kultura ?!

      -1
      • Dollie

        I will be put­ting this dan­zlizg insi­ght to good use in no time.

    • a.pe

      Dziwna stra­te­gia prze­trwa­nia. Od uro­dze­nia miesz­kam w Łodzi i NIGDY nie stra­ci­łam na tym,że spy­ta­łam, czy pomóc, a tym bar­dziej na tym, że się uśmiech­nę­łam… Uwa­żam, że ser­deczna postawa nie spra­wia, że jest mi cię­żej, a wręcz prze­ciw­nie… „Dzień dobry“, „do widze­nia“, „pro­szę“, „prze­pra­szam“, „dzię­kuję“ to pod­stawa. Każ­dego dziecka uczy się tych słów. Szkoda, że doro­śli o tym zapo­mi­nają. Sza­cu­nek i życz­li­wość naprawdę nie­wiele kosztują…

      Ps. Ciąża to nie cho­roba. A jed­nak znaczna część ciąż jest obec­nie zagro­żo­nych. Nie wspo­mi­na­jąc już o tym, że gdy się wymio­tuje się 5 razy dzien­nie przez 5 mie­sięcy, to nie zawsze ma się siłę stać w kolejce, a sta­nie w auto­bu­sie to nie tylko kwe­stia wygody, zwy­kłe ude­rze­nie czy upa­dek mogą mieć w tym przy­padku powa­zniej­sze kon­se­kwen­cje niż kilka siniaków.

      • Lena

        … ja ostat­nio ustą­pi­łam miej­sca kobie­cie w ciąży, nawet nie powie­działa „dzię­kuję“. A mogłaby. Zda­rzyło mi się też, że matka z wóz­kiem prze­je­chała mi kołem po bucie, nawet nie usły­sza­łam „prze­pra­szam“. Jestem uprzejma dla ludzi, sta­ram się im poma­gać, kiedy tylko mogę, ale wku­rza mnie kiedy ktoś nie sto­suje się do pod­sta­wo­wych zasad kul­tury. Na szczę­ście spo­ty­kam na swo­jej dro­dze rów­nież w porządku ludzi i na tym sta­ram się koncentrować.

        • Pan K.

          Dobro wraca“ — ostat­nio tak pomy­śla­łem w nieco innej sytu­acji, gdy prze­pusz­cza­łem kobietę włą­cza­jącą się do ruchu. Mnie też cza­sami pusz­czają inni kie­rowcy, to jest fajne, że ludzie się uczą, w takiej dur­nej sytu­acji, jak być serdecznym :)

    • Betty

      Reading posts like this make sur­fing such a plrsauee

  5. Daria

    Na prośbę Pana K zamiesz­czę kilka słów od sie­bie. Mam 30 lat sama jestem os nie­peł­no­sprawną i nie lubię mówić o tym, ze jestem chora cho­ciaż tego nie da się nie­stety ukryć. Połowę z tego spę­dzi­łam w róż­nych szpi­ta­lach i na róż­nych reha­bi­li­ta­cjach. Kom­pe­ten­cja leka­rzy to inny temat. Przez brak sys­temu –lata 90– w szpi­ta­lach zawa­li­łam pierw­szą klasę. Nauczy­ciele trak­to­wali mnie na kla­sów­kach ulgowo tylko do czasu nad­ro­bie­nia zale­gło­ści, zwol­nie­nie z wf nie­stety mia­łam. Poza tym byłam trak­to­wana przez rówie­śni­ków i nauczy­cieli nor­mal­nie. Z pań­stwa (pfron) korzy­sta­łam tylko na stu­diach. Nie lubię taryfy ulgo­wej, nie­na­wi­dzę lito­ści. Wku­rzają mnie os. nie­peł­no­sprawne, które na każ­dym kroku pró­bują ją wymu­sić. Rozu­miem, że jest nam trud­niej ale da się żyć nie­rosz­cze­niowo. rentę mia­łam przy­znaną auto­ma­tycz­nie, kiedy ZUS stwierdził,że mi się nie należy zbyt­nio nie narze­ka­łam –w prze­ci­wień­stwie do mojej mamy-, zawsze chcia­łam pra­co­wać i być samo­dzielną i taka jestem. Sta­ram się robić wszystko jak nor­malny czło­wiek, oczy­wi­ście w gra­ni­cach roz­sądku, wia­domo, że na bun­gee nie sko­czę bo tego kate­go­rycz­nie nie mogę. O pomoc rzadko pro­szę, nie prze­py­cham się, prze­waż­nie to ja ustę­puję miej­sca w komu­ni­ka­cji. pra­cuję 9h dzien­nie, choć wg prze­pi­sów mogła­bym 7, korzy­stam z 26 dni urlopu, choć ostat­nio dowie­dzia­łam się, że przy­słu­guje mi 36. Czy pra­co­dawca korzy­sta z pro­fi­tów mojego orzeczenia(które zło­ży­łam do kadr po 3 latach pracy) nie wiem. Mój grzech: jeż­dżę na ulgo­wych bile­tach ;p. Dla ludzi, któ­rzy chcą korzy­stać z pierw­szeń­stwa, (nie mogą postać 5 min w kolejce) pro­po­nuję zakupy przez inter­net, tu wycho­dzi moja złośliwość 😉 .

    • Pan K.

      No i widzisz Moniu, nie wiem jak na to zare­ago­wać. Z jed­nej strony wkle­iłaś Family Guya, ze świet­nym moty­wem. Z dru­giej strony… Peter jed­nak gada o pier­do­łach i w końcu zdej­mują go z anteny. Hm!

  6. Equ

    Po pierw­sze — wszę­dzie są takie cyrki, wszę­dzie ludzie chcą wyko­rzy­stać uprzy­wi­le­jo­waną pozy­cję dla doraź­nej korzy­ści, to raz.
    Dwa — mam podob­nie o tyle, o ile gene­ral­nie nie zno­szę, kiedy się nad­używa zasad savoir-vivre. Bo to jest nasz, pol­ski pro­blem — nie dość, że w prze­strzeni publicz­nej jeste­śmy dla sie­bie nawza­jem mało ser­deczni i uczynni en masse, to jesz­cze jest nie­mało ludzi, któ­rzy zako­do­wane gdzieś z tyłu głowy u więk­szo­ści ludzi maniery pró­bują wyko­rzy­stać dla swo­ich potrzeb raczej mało grzecz­nie i obyczajnie.

    Nie mam podob­nie nato­miast w tym sen­sie, że jak mnie coś wkurwi, to opier­da­lam wszyst­kich, ale to wszyst­kich równo. I myślę, że panią na wózku i towa­rzy­sza też bym opier­do­lił. Może nieco grzecz­niej, może nieco bar­dziej zacho­waw­czo, ale jed­nak powie­dział­bym pew­nie coś w rodzaju: „wie­cie pań­stwo, ja rozu­miem sytu­ację i nie­peł­no­spraw­ność, ale choćby grzecz­no­ściowe prze­pra­szam i pyta­nie, czy można, byłoby na miejscu“.

    Inna sprawa, że tro­chę nie bar­dzo rozu­miem, z jakiej racji ktoś na wózku miałby być obsłu­gi­wany poza kolej­no­ścią. To nie kobieta w ciąży przecież?

    Już jakiś czas temu przy­ją­łem zasadę, że reaguję. Po pro­stu reaguję. Ostat­nio zwró­ci­łem uwagę męż­czyź­nie po sześć­dzie­siątce, który tak się śpie­szył (dość szpar­kim i pew­nym kro­kiem) do miej­sca w tram­waju, że wręcz pode­ptał psa, z któ­rym — na smy­czy — wysia­dało jakieś dziecko. Dziecko bez­radne, nie wie co robić, widzi tylko nogi dep­czące jej psa, pies się kur­czy, kwili, a facet NAWET W Ł NIE SPOJRZAŁ, tylko nogi unosi instynk­tow­nie wyżej, żeby smycz prze­kro­czyć, i byle dalej, do tram­waju, do wejścia.

    Nosz­kur­wa­śmać! Gdyby był w moim wieku to bym go za ramię chwy­cił i musiałby pocze­kać na następny tram­waj. Ale że był kimś, kto ociera się już o kate­go­rię dziadka, ogra­ni­czy­łem się do: „prze­pra­szam, czy pan patrzy w ogóle pod nogi?“. Obej­rzał się zły, burk­nął coś w stylu „ja zawsze patrzę“, ale widać było, że się spe­szył i gdy tylko usiadł, obró­cił się tak, by nikt z pasa­że­rów nie mógł za bar­dzo przyj­rzeć się jego twa­rzy. Pew­nie dla­tego, że reszta, która była świad­kami zaj­ścia, poki­wała gło­wami na moją uwagę i rzu­ciła coś w stylu „tak się panu do krze­sła śpie­szyło“ etc.

    I tylko jedno mnie naj­wy­żej w takiej chwili zasta­na­wia: czy to w ogóle działa. Czy taka sytu­acja jak­kol­wiek wpły­nie na takiego czło­wieka. Z jed­nej strony wie­rzę, że nic tak nie działa na ludzi, jak wstyd.
    Z dru­giej — jeśli ktoś jest po sześć­dzie­siątce i tak się zacho­wuje, szcze­rze wąt­pię, czy zmieni nawyki.
    Z tego jed­nak wyra­sta jesz­cze jedna kon­klu­zja — im młod­szym zwra­casz uwagę, tym więk­sza szansa, że wyjdą na ludzi :)

  7. Enn

    Nie mia­łam kilka dni dostępu do kom­pu­tera, jed­nak śledząc Twój fan page na Face­bo­oku, bar­dzo byłam cie­kawa tego wpisu (nie lubię czy­tać i komen­to­wać Two­jego bloga na ekra­nie komórki :)). Prze­czy­ta­łam „od deski do deski“ łącznie z zamiesz­czo­nymi komen­ta­rzami. Wywią­zała się bar­dzo cie­kawa dys­ku­sja. Jedni są za, inni prze­ciw. jed­nych obu­rza ten wpis, inni przy­znają rację. Ja zali­czam się do tej dru­giej grupy.

    Też nie­sa­mo­wi­cie wku­rza mnie fakt wyko­rzy­sty­wa­nia nie­peł­no­spraw­no­ści czy cho­ciażby ciąży w taki spo­sób jaki opi­sa­łeś. Mam kil­koro zna­jo­mych na wóz­kach inwa­lidz­kich i NIGDY nie zda­rzyło się nam wyko­rzy­sty­wać tego w ten spo­sób, co wię­cej, czę­sto zda­rza nam się prze­pusz­czać w kolej­kach osoby w ciąży czy osoby star­sze i czę­sto spo­ty­kamy się ze spoj­rze­niami typu: „co za fra­jer“ albo „zachciało mu się uprzej­mo­ści“. Kil­ka­krot­nie mie­li­śmy sytu­ację gdzie sto­jąc w kolejce w mar­ke­cie (ja i osoba na wózku) zosta­wa­li­śmy cham­sko wypy­chani na dal­sze miej­sce, ponie­waż matka z cho­rym dziec­kiem (na wózku, z pora­że­niem mózgo­wym) wci­snęła się w kolejkę z cham­skim tek­stem: „Ty jesteś zdrowy, więc możesz postać chwilę dłu­żej. Ja mam chore dziecko, spójrz jak ono wygląda..„
    Straszne jest to jak bar­dzo można wyko­rzy­stać dla swo­ich potrzeb cho­robę dziecka.
    O miej­scach par­kin­go­wych już nie wspo­mnę. Wiele osób zała­twia sobie lewe karty inwa­lidz­kie do par­ko­wa­nia. Widzę samo­chód par­ku­jący na miej­scu dla inwa­li­dów, wysiada z niego ele­gancka kobieta, w szpi­lach, wyż­szych niż można sobie wyobra­zić, z tele­fo­nem przy uchu. Pod­cho­dzę i pytam czy nie może Pani zapar­ko­wać w innym miej­scu? Patrzy na mnie jak na kosmitkę, po czym wyciąga ze schowka kartę inwa­lidzką, wkłada ją za szybę i nie prze­sta­jąc roz­ma­wiać przez tele­fon, odcho­dzi, nawet nie odzy­wa­jąc się sło­wem. Sły­szę tylko, kiedy już odcho­dzi jak mówi do tele­fonu, że jakaś nawie­dzona baba kazała jej prze­sta­wić samochód.

    P.S. Myślę, że taki cykl „wku­rza mnie“ byłby fajną opcją. 😉

    • Pan K.

      Odniosę się tylko do miejsc par­kin­go­wych. Moi dziad­ko­wie mają takie karty inwa­lidz­kie. Nawet mi chcieli dać, żebym mógł sobie bez­kar­nie par­ko­wać na koper­tach: „W razie czego powiesz, że przy­je­cha­łeś po dziadka, który zaraz przyj­dzie“. To był gest z tro­ski, żeby mi było lżej, kocha­nemu wnu­kowi — nie mieli złych inten­cji tak naprawdę. Odmó­wi­łem. I jakoś mi z tym dobrze było, że tak postą­pi­łem. Bo może gdzieś fak­tycz­nie ktoś będzie dziadka odwo­ził albo na niego cze­kał… Głu­pio byłoby wtedy zaj­mo­wać taką kopertę.

      • Enn

        to tro­chę inna sytu­acja, sama cza­sem wożę nie­peł­no­spraw­nych i wiem, że to spore uła­twie­nie (cho­ciaż nie korzy­stam). Ale jest zasad­ni­cza róż­nica pomię­dzy kimś odwożącym/przyjeżdżającym po kogoś, a kimś kto staje sobie po pro­stu, bo ciężko poje­chać kawa­łek dalej na zwy­kłe miejsce.

    • Bobbie

      It’s about time sooenme wrote about this.

  8. olala92

    Ostat­nio jakoś znowu chce mi się prze­pusz­czać osobę czy ustę­po­wać miej­sca w kolejce-ale przez jakiś tydzień czy dwa wręcz czu­łam odrazę. Sta­łam z Mamą w kolejce i faktycznie-trochę zaku­pów było. Moja Mama wpraw­dzie stara nie jest (oj nie­całe lat 50) ale po prze­by­tej poważ­nej cho­ro­bie nie pod­nie­sie cięż­szej rze­czy sama,w skle­pach jest jej słabo wiec byle szyb­ciej wyjść. Widzimy kobietę w ciąży i z dziec­kiem u boku-przepuszczamy-jasne!. I taki babsz­tyl wyma­lo­wany, nie­wiele star­szy od Mojej Mamy moze i w jej wieku pyta czy możemy ją też prze­pu­ścić bo jej sie spieszy-patrzymy a koszyk wypchany. Mówimy wiec grzecz­nie ze nie,spieszy się nam,jest duszno. I baba sie wydarła. Ze mamy w koszu wie­cej pro­duk­tów niż ona! Ze ja taka młoda mam obo­wią­zek ją prze­pusz­czać. I co to ma zna­czyć? I ona ma rentę i grupę inwa­lidzka… Kur­cze wiesz ina­czej jest prze­pu­ścić kogoś z jedna czy dwoma rze­czami. A ina­czej z koszy­kiem do reki który jest wypchany.
    Ale zacie­ram wspo­mnie­nia po babie z Dino i prze­pusz­czam. Co cie­kawe i mnie panie w osie­dlo­wym skle­pie prze­pusz­czają zna­jąc juz bo ja tylko po wode i chleb rano. A raz myśla­łam ze panią w aptece ozłocę (nie chce wie­dziec jak zle wtedy wyglądałam,ale w kolejce była pani na wózku i miała bar­dzo nie­tęgą minę) pyta­nie tylko czy nie­peł­no­sprawny ma byc zawsze prze­pusz­czany bo TAK ‚a moja mama w o wiele gor­szej kon­dy­cji juz nie,bo nie ma kwitka i ma szanse na to ze wyzdro­wieje i zapo­mni o cho­ro­bie? Czy osoba na wózku w tej aptece,czy ją coś bolało bo pani przed tą osobą mówi dziew­czyno wyku­puj receptę bo sła­niasz sie na nogach a ja tutaj będę pytać o zamien­nik itd.

    To wszystko działa w dwie strony. Ustę­pujmy miejsca,przepuszczajmy w kolej­kach osoby które tego naprawde w danej chwili potrzebują,są zmę­czone. A nie przez fakt ciąży,dziecka,wózka,orzeczenia. Wycho­dze z zało­że­nia ze osoba majaca silę sie kłó­cić o –nie potrze­buje ulg-ma prze­ciez wiele energii!

    • Sylwia

      Nie­stety czę­sto zda­rza się tak, że osoby, które wyglą­dają na umie­ra­jące mają się cał­kiem dobrze i nic im się nie sta­nie, jeśli postoją dłu­żej w kolejce. Ja co prawda nie jestem nie­peł­no­sprawna, ale zimą mia­łam dość nie­cie­kawą sytu­ację. Byłam po wypadku samo­cho­do­wym, niby nic poważ­nego, ale mia­łam poobi­jane żebra, mostek i oboj­czyk, trudno mi się oddy­chało przez jakiś czas i gene­ral­nie nie czu­łam się naj­le­piej, dodat­kowo byłam chora i trzy razy dzien­nie jeź­dzi­łam do szpi­tala na zastrzyki, dla­tego mia­łam zało­żony wenflon przez dwa tygo­dnie. Mimo to, funk­cjo­no­wa­łam nor­mal­nie i nigdy nie przy­szło mi nawet do głowy, żeby sto­jąc w dłu­giej kolejce zdej­mo­wać kurtkę, poka­zy­wać ludziom wokół sińce i wyma­chi­wać wenflo­nem przed oczami. Wola­łam odstać swoje niż robić z sie­bie ofiarę i słu­chać, że prze­cież jestem młoda, to mogę stać. Jak­bym miała urwaną nogę i rękę, to może ist­nia­łaby szansa, że ktoś by się zlitował 😉

      • garazel

        Przy­znam szcze­rze że zawsze mam dyle­mat co do ustę­po­wa­nia miejsc, pew­nego razu miesz­ka­łam na tere­nie zamiesz­ka­łym głów­nie przez star­sze osoby, nie było sensu zaj­mo­wać miejsc w auto­bu­sie, ale starsi ludzie też stali, cza­sem było sym­pa­tycz­nie widząc gro­madkę rado­snych żartu­ją­cych sobie sta­ru­szek. Przy­znam też że pracę mia­łam dosyć ciężką, jestem foto­gra­fem, a to wbrew pozo­rom praca fizyczna, cza­sem wra­ca­jąc po wie­lo­go­dzin­nej sesji z dru­giego krańca mia­sta po zawa­lo­nej nocy, czło­wiek czuł się jak zwłoki i nie lepiej wyglą­dał, jesz­cze do tego sprzęt jest ciężki, więc miej­sce sie­dzące w komu­ni­ka­cji miej­skiej czy na przy­stanku to była wielka radość, jed­nak po chwili czło­wiek musiał stać się „nie­wi­dzialny“ bo oczy­wi­ście panie w pode­szłym wieku (nie mówię tu o sta­rusz­kach któ­rzy ledwo stoją, i z obawy o ich zdro­wie ustę­puje miej­sca, bo nie wia­domo czy przy bar­dziej gwał­tow­nym hamo­wa­niu się nie poła­mią) patrzyły tak wymow­nie że mia­łam wra­że­nie że duszę mi prze­wier­ciły… ale co mam zro­bić? usiąść na pod­ło­dze? jestem zmę­czona mam ciężki sprzęt ze sobą i kawał drogi do poko­na­nia, a one pew­nie za moment wysiądą. Czemu mło­dzi mają żyć w poczu­ciu winy? płacę za bilety, gdy trzeba ustą­pię miej­sca, zacho­wuję kul­turę oso­bi­stą w komu­ni­ka­cji miej­skiej, więc mam mniej praw od osoby star­szej ode mnie ( bo już osoby 45+ potra­fią wymu­szać miej­sce). Z dru­giej strony tak się uczy znie­czu­licy, lepiej patrzeć w okno i nie zwra­cać uwagi bo wtedy jest łatwiej.

  9. świntuch

    Ja się odniosę do nieco innej sprawy, też zresztą poru­szo­nej. Faj­nie Pani K, że zare­ago­wa­łeś w sytu­acji nr 2. I naprawdę brawa dla tych wszyst­kich, któ­rzy na prze­jawy cham­stwa ewi­dent­nego reagują w tram­wa­jach, auto­bu­sach, knaj­pach, pocze­kal­niach, wszę­dzie. Myślę, że w przy­padku kon­kret­nych jed­no­stek, które w ten spo­sób zostaną odważ­nie i publicz­nie upo­mniane przy­nie­sie to sku­tek. Oczy­wi­ście muszą to być inter­wen­cje uzasadnione.

  10. Pat

    Codzien­nie dojeż­dżam do pracy pocią­giem. I dener­wuje mnie pani z nie­peł­no­spraw­nym synem na wózku, jeż­dżąca pocią­giem co jakiś czas. Postawi wózek na środku przej­ścia, a jeżeli ktoś go tylko lekko prze­stawi, żeby móc przejśc, pani patrzy krzywo (prze­cież ten wózek MUSI tam wła­śnie stac!). Albo postawi wózek z synem tak, że zablo­kuje 4 sie­dze­nia. I ma tak cier­pięt­ni­czą minę że hej. Współ­czuję jej, ale myślę, że gdyby spró­bo­wała się uśmiech­nąc, byłoby jej lżej. I myślę, że jest to jedna z tych osób, któ­rym się wszystko należy i które wszystko mogą, bo syn jest nie­peł­no­sprawny. Pozdra­wiam autora i dzię­kuję za arty­kuł, bar­dzo dużo w nim prawdy. Może inni przej­rzą w końcu na oczy.

    -1
  11. panna_Er

    Nie­peł­no­sprawni prze­gi­nają. Pew­nego razu pewien nie­peł­no­sprawny facet zro­bił mi awan­turę, ponie­waż wysia­dłam z tram­waju przed nim. Kaleki nie prze­pu­ści­łam. Darł się na przy­stanku, zwy­zy­wał i wyma­chi­wał kulą na prawo i lewo. Gdyby nie to, że się uchy­li­łam, na bank bym nią obe­rwała kilka razy. Nosz kurwa! Taki kaleka, ale jak przy­pier­do­lić kulą to pierw­szy. Serio taki to brak sza­cunku oka­za­łam, wysia­da­jąć pierw­szą z tram­waju? Pew­nie, zawsze mogłam cze­kać aż on wyle­zie z tego tram­waju, albo mogłam zapier­da­lać do innych drzwi. Byleby kaleka wysiadł pierw­szy. A naj­za­baw­niej­sze­jest to, że ja wcale się przed niego nie wepchnę­łam ani nic! Popro­stu sta­nę­łam koło drzwi i wysiadłam.

    • Pan K.

      Fakt, to naj­śmiesz­niej­sze jest, gdy nagle wystę­puje „cudowne ozdro­wie­nie“ deli­kwenta. Inna sprawa, że jak czło­wiek się wkurwi (a rozu­miem, że pan o kulach wkur­wiony był) to nagle odnaj­duje w sobie ukryte pokłady sił :)

  12. Młoda

    Aku­rat nie­peł­no­spraw­nych pusz­czam przed sie­bie cho­ciaż zauważyłam,że więk­szość jakich spo­tka­łam wcale nie dopo­mi­nali się o to,wydaje mi się nawet,że wiele takich osób chce być trak­to­wa­nych jak normalni,pełni zdro­wia ludzie,bardziej dener­wują mnie bab­cie co pro­szą o miej­sce w auto­bu­sie mimo,że mają parę wolnych.Dochodzę do wniosku,że Pol­ska ma dziwny zwyczaj,ciekawe czy ktoś zada­wał sobie kie­dyś pyta­nie oraz zasta­no­wił się nad tym,że MY młodsi i ciut starsi mamy także prawo do sie­dze­nia i zmę­cze­nia przez pracę bądź szkołę,bądź spie­szy Nam się i nie mamy czę­sto czasu na pseudo-kulturę? wątpię.

    • Pan K.

      Co do babć: zawsze sta­ram się patrzeć czy nie sia­dam cza­sami na miej­sce dla osoby nie­peł­no­spraw­nej, zwy­kle są ozna­czone. Tam po pro­stu łatwiej usiąść i łatwiej wstać.

  13. garazel

    Szcze­rze mówiąc kul­tura oso­bi­sta obo­wią­zuje każ­dego, inny jest sytu­acja gdy napo­ty­kamy osobę upo­śle­dzoną umy­słowo, która patrzy na świat w inny spo­sób, ale taka osoba zazwy­czaj jest pod opieką osoby zdro­wej, która powinna grzecz­nie prze­pro­sić, czy o coś popro­sić.
    Dobre jest to że osoby nie­peł­no­sprawne wycho­dzą z „ukry­cia“, nadal rze­czy­wi­stość potrafi być dla nich wro­giem, ale to się powoli zmie­nia.
    Można zro­zu­mieć, że spo­łe­czeń­stwo jest obo­jętne i wro­gie wobec odmien­no­ści, ludzie w tłu­mie potra­fią zadep­tać nie­wi­do­mego, nikt nie pomoże oso­bie na wózku która się prze­wró­ciła, osoby z upo­śle­dze­niem umy­sło­wym trak­to­wane są jak idioci przez co czę­sto są obiek­tem kpin. Nie raz takie osoby są ata­ko­wane, oszu­ki­wane, nie­stety taką mamy rze­czy­wi­stość, do tego docho­dzą pro­blemy urzę­dowe (od służby zdro­wia zaczy­na­jąc…)
    Dla­tego dobrze że osoby upo­śle­dzone i nie­peł­no­sprawne mają przy­wi­leje, ale mimo to kul­tura oso­bi­sta jest ważna i obo­wią­zuje każdego.

    • Pan K.

      Jeśli cho­dzi o znie­czu­licę — zna­joma ostat­nio była świad­kiem sytu­acji, w któ­rej na przy­stanku pan nagle upu­ścił bilet i torby, i dziw­nie znie­ru­cho­miał… Na początku nikt się nie zain­te­re­so­wał oprócz niej. Została wezwana karetka itp. Pan po chwili oprzy­tom­niał, powie­dział też, że to nie pierw­szy napad tego typu. Ale że każdy miał to gdzieś… ech.

  14. Zuzia

    A mnie dopro­wa­dzają do szału star­sze Panie wjeż­dża­jące mi w tyłek wóz­kiem z zaku­pami przy kasie. Nie rozu­miem czy to ma przy­spie­szyć zakupy w jakiś spo­sób? Prze­cież ja też muszę zostać obsłu­żona i nawet jeśli wypchną mnie nawet na szybę sklepu, niczego to nie zmieni. Więc dla­czego nie mogę stać spo­koj­nie przy kasie i cze­kać bez tego popy­cha­nia co kilka sekund? Po pro­stu szału dostaję, a naj­lep­sze jest to, że jesz­cze ani razu nie zwró­ci­łam żadnej uwagi. Ale jest postęp, obie­ca­łam sobie, że przy pierw­szej takiej oka­zji zapy­tam o co chodzi.

  15. Cleveland

    Stu­denci mają przy­wi­leje, hono­rowi dawcy krwi mają przy­wi­leje, nie­peł­no­sprawni mają przywileje…wyjdzie na to, że 1/4 spo­łe­czeń­stwa ma przy­wi­leje!
    Ale ja wła­ści­wie nie o tym chcia­łam… Jestem (a przy­naj­mniej sta­ram się) być miłą i uczynną osobą. Jestem też nie­stety leniu­chem i jak tylko mogę, sia­dam w komu­ni­ka­cji miej­skiej. Obser­wuję sobie wtedy ludzi zza okna, prze­glą­dam zawar­tość torebki, myślę o sen­sie życia itd. Jak jed­nak tylko widzę osobę, która bar­dziej potrze­buję tego miej­sca niż ja, prze­ry­wam swoje prze­my­śle­nia, wstaję z uśmie­chem (w 90% szcze­rym) i uprzej­mie prze­ka­zuje je wybrance/wybrańcowi. Czę­sto docho­dzi jed­nak do strasz­nie iry­tu­ją­cych mnie sytu­acji — do odmowy. Tek­sty w stylu:
    – Och, nie trzeba! Ja zaraz wysia­dam! — wpra­wiają mnie co naj­mniej w zakło­po­ta­nie i lek­kie zde­ner­wo­wa­nie. To ja tu wstaję, prze­ko­nana, że do mojej listy dobrych uczyn­ków będę mogła dodać jesz­cze jeden, a tu sły­szę „Nie dzię­kuję zło­ciutka.“ I stoję przez chwilę z głu­pa­wym uśmiesz­kiem, bo prze­cież nie usiądę drugi raz…I takie dobre miej­sce się marnuje!

    • Pan K.

      Nie widzę powodu, żeby znowu nie usiąść na takim miej­scu. Po co ma się marnować?;-)

  16. Łukasz

    Mam pytanko do autora — Jak myślisz co będzie dalej?

  17. Ewa

    W pełni zga­dzam się z tym tek­stem. Ok są nie­peł­no­sprawni ale są też ludźmi któ­rzy mają takie same prawa i obo­wiązki jak inni. Spo­tka­łam się wie­lo­krot­nie z taką sytu­acja– „jestem nie­peł­no­sprawny to wię­cej mi wolno“.. ależ nie. Kul­tura powinna być przede wszyst­kim.
    Pozdrawiam.

  18. Beata

    W pełni podzie­lam Twoje obu­rze­nie. Chło­pak miesz­ka­jący w aka­de­miku na moim pię­trze z orze­czoną grupą nie­peł­no­spraw­no­ści (dzięki nad­gor­li­wo­ści mamusi) przez rok czasu każ­demu kto chciał i nie chciał słu­chać uświa­da­miał, jakimi jeste­śmy fra­je­rami– bo on dzięki tejże gru­pie szyb­ciej dosta­nie fajną pracę po stu­diach, bo pra­co­dawca będzie mniej za niego pła­cił. Wszy­scy szcze­rze i jed­no­gło­śnie go nie­na­wi­dzili i to nie z powodu braku tole­ran­cji. A prawda jest taka, że ja bar­dziej jestem nie­peł­no­sprawna jak dostanę okresu niż on, jak sta­wał na tej komi­sji. I myślę, że to nie nie­peł­no­sprawni Cię wku­rzają tylko cham­stwo ludzi, któ­rzy uwa­żają się za grupę uprzy­wi­le­jo­waną ( w tym kobiety cię­żarne i „wóz­kowe“ mamuśki)