Nie kłóćmy się

Their_First_Quarrel,_Gibson

Moment, w któ­rym sprzeczki zaczy­nają zaj­mo­wać coraz wię­cej miej­sca w związku, sygna­li­zuje nie­bez­pie­czeń­stwo. Naj­gor­sze, że znowu to widzę.

Nie ma się co cza­ro­wać: nigdy nie jest ide­al­nie. Ważne jest, żeby w porę zorien­to­wać się, co się psuje. Tro­chę śmieszne i tro­chę smutne jest, że mało kto potrafi tak naprawdę roz­ma­wiać o tym, co go naj­bar­dziej boli.

Zawsze byłem zwo­len­ni­kiem dia­logu, bo tylko on pozwala dojść do poro­zu­mie­nia lub przy­naj­mniej daje szansę na pozna­nie sta­no­wi­ska dru­giej osoby. Nie raz słyszałem od Poprzedniej: „O nie, znowu chcesz gadać”; gdy sta­ra­łem się w ten spo­sób zała­go­dzić jakieś sprawy mię­dzy nami.

Te nie­ja­sno­ści zresztą poja­wiły się bar­dzo pod­stęp­nie. Nie wie­dzieć kiedy zmie­niły nasz zwią­zek z peł­nego namięt­no­ści w wojnę pod­jaz­dową. Ona się cze­piała o jedno, ja o dru­gie — z tym, że z początku to igno­ro­wa­li­śmy. A potem wie­cie: efekt kuli śnie­go­wej, która roz­gniata na mia­zgę. Żebym to zresztą prze­cho­dził raz, żebym był jedy­nym, dotknię­tym takim sce­na­riu­szem, ale nie ma się co oszu­ki­wać, to jest norma.

Bo na początku jeste­śmy tak zafa­scy­no­wani drugą osobą, że zupeł­nie igno­ru­jemy w niej te rze­czy, któ­rych nie jeste­śmy w sta­nie zaak­cep­to­wać na dłuż­szą metę. W zgrabne słowa ujęła to moja zna­joma:

Jak jesteś zako­chany, to nawet gdy ten ktoś pluje flegmą na chod­nik, będziesz mówił: „O, jak on pięk­nie pluje, a jak cel­nie!” Dopiero póź­niej przy­cho­dzi otrzeźwienie.

Nie mówię tu wcale, że należy szu­kać na siłę rze­czy mogą­cych nas w dal­szej per­spek­ty­wie ziry­to­wać, a następ­nie zabrać się za wyko­rze­nia­nie ich z dru­giego czło­wieka. Bo serio, zmie­nia­nie kogoś pod swój wyma­rzony ideał to naj­prost­sza droga do zepsu­cia jakiej­kol­wiek relacji.

Różnimy się - im wcześniej to zrozumiemy, tym lepiej. Jeśli nie zaak­cep­tu­jemy tego, że nasz part­ner jest inną, zupeł­nie odrębną osobą, nie ma szans na udany zwią­zek. Dajmy mu prawo do samostanowienia.

Takie podej­ście pozwoli unik­nąć nie tylko wielu kłótni, ale też nara­sta­nia dłu­go­trwa­łych napięć. Dzięki temu nie będziemy mieli po pro­stu o co mieć pre­ten­sji. Wystar­czy pogo­dzić się z z tym, że ktoś może mieć nie tylko inne prze­ko­na­nia, ale też może róż­nić się od nas codzienną rutyną, która pozwala mu nor­mal­nie funk­cjo­no­wać i czer­pać przy­jem­ność z każ­dego dnia.

Napi­sa­łem to wszystko tro­chę dla Was, tro­chę dla sie­bie. Widzę, że z Obecną tego nie mam. Że pró­buje zmie­niać. Nosz cho­lera, ja to zawsze tra­fię jakoś tak kulawo.

Autor obrazu: Charles Dana Gibson

Leave a Reply

11 comments

  1. monaric.blogspot.com

    Ja z moim zaczę­łam cho­dzić po pra­wie mie­siącu od pozna­nia. Fakt, też na początku wyda­wał się ide­alny. Tylko, że posta­ra­łam się zaak­cep­to­wać, że on jest taki i koniec. Mimo wszystko mocno się kochamy. Po kłótni jak się nie odzy­wamy do sie­bie przez dłuż­szy czas zaczy­namy po pro­stu tęsk­nić. Zapra­szam do sie­bie do postu: Miłość przez inter­net. Why not? :-)
    Pozdrawiam.

    • Pan K.

      Zwią­zek „przez inter­net“ to abs­trak­cja, któ­rej ja nie mógł­bym zaak­cep­to­wać. Dla mnie w defi­ni­cję związku wpi­sany jest w miarę czę­sty kon­takt — oczy­wi­ście gorzej mają te pary, które dzielą setki kilo­me­trów, ale po pro­stu trzeba wyka­zać wię­cej ini­cja­tywy i zro­zu­mie­nia, że „nie zawsze się da“ spo­tkać. Ale zaraz zoba­czę, co też tam napi­sa­łaś w poście.

  2. Też sobie radze :)

    Wpis ide­al­nie pasuje do mojego życia, ja rów­nież jestem zwo­len­niczką wyja­śniana spraw, drą­że­nia tematu, ana­li­zo­wa­nia. Jed­nak więk­szość męż­czyzn pod­cho­dzi do sprawy ina­czej — przez łóżko, myślą ‚że w ten spo­sób z dnia na dzień kon­flikty zostaną zła­go­dzone. Tym­cza­sem pro­blem rośnie, pogłę­bia się w nas samych ‚co rzu­tuje na nie­prze­spane noce i coraz to więk­szy bur­del w głowie…

    • Pan K.

      Tak sobie myślę, że godze­nie się poprzez łóżko to dobry temat na wpis i wrócę do tego na pewno. Wbrew pozo­rom to nie zawsze jest złe wyj­ście. Ale fakt, ludzie uni­kają roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów, mają ten­den­cje do ich nawarstwiania.

  3. Panna B

    Ide­al­nie tra­fione… Zga­dzam się z każ­dym sło­wem… a raczej wyra­zem, który tu napi­sa­łeś… Przede wszyst­kim brak roz­mowy…
    „Znowu zaczy­nasz?!“, „Temat zamknięty!“, „Nie mamy o czym roz­ma­wiać!“… To nie z mojego życia ale znam takie sytu­acje.
    Baaar­dzo ciężko jest zna­leźć osobę z którą można roz­wią­zy­wać pro­blemy spo­kojną roz­mową bez prze­ry­wa­nia sobie nawza­jem.
    Zawsze mówię, że prze­mil­cze­nie nie jest roz­wią­za­niem… Wszystko powoli nara­sta, kumu­luje się aż w końcu przy­cho­dzi dzień w któ­rym wybu­cha i wszyst­kie poprzed­nie kłót­nie powra­cają ze zdwo­joną siłą, zaczy­nają się „wypo­minki“.
    Zga­dzam się rów­nież z tym co napi­sa­łeś o zmie­nia­niu dru­giej osoby. Ale już nie będę się rozpisywała :)

  4. Catblink

    …a ja sądzę, że to kwe­stia cha­rak­teru.… jestem rasową ekstrawertyczką…więć chcąc wyja­snić zawi­łość sporu i na skróty przed wielą nawał­nicą się pogo­dzić w racjo­nalny spo­sób, dostaję plask w ryj gdyż mój luby jest typem intra­wer­tyka.… ciężko się doga­dać z kimś kto nie zamie­rza wykrztu­sić z sie­bie ani pół słowa…
    Powta­rzam od zawsze, że nie sztuką jest gro­ma­dzić pro­bley pod dywan by póź­niej się prze­eez niego wypie­przyć:) no ale nie pomaga… dla­tego naj­wi­docz­niej łączmy się w grupy o podob­nej osobowości..

    • EEE

      Ludzie się zwy­kle ze sobą wiążą na zasa­dzie kom­ple­men­tar­no­ści wła­śnie — jak w Waszym przy­padku czyli eks­tra­wer­tyk z intro­wer­ty­kiem. Naj­wy­raź­niej inne wyznacz­niki waszej oso­bo­wo­ści są wspólne, bo żeby zwią­zek był sta­bilny to powinno coś Was łączyć, jakieś podobne cechy, zain­te­re­so­wa­nia. Tez jestem intro­wer­ty­kiem, ale nie jestem zwo­len­ni­kiem zamia­ta­nia pro­ble­mów pod dywan. Wręcz jestem pro­wo­dy­rem tzw trud­nych roz­mów, któ­rych mam wra­że­nie czę­sto męż­czyźni uni­kają jak ognia bojąc się kon­fron­ta­cji — w czym prze­ja­wiają swo­iste tchó­rzo­stwo. Choć nie wyklu­czam, ze może ono wyni­kać z braku natu­ral­nych nie­umie­jęt­no­ści roz­mowy o uczu­ciach. Zatem wydaje misie ze to nie od tej cechy oso­bo­wo­ści zależy ta tendencja.

  5. Pingback: Kogo szukają faceci? |

  6. 100sukienek

    bar­dzo trafne. cza­sem zasta­na­wiam się jak można tak nie roz­ma­wiać będąc w związku. albo kłó­cić się. chyba jestem z innej planety..:)

  7. lena

    Oby moj facet chciał roz­ma­wiac a co waż­niej­sze słu­chać co sie do niego mowi.

  8. Pingback: Radzę Sobie – Rozstaliście się i co dalej?