Kultura jest jak awokado

Zjesz?

fot. Michal Jarmoluk

Z kon­su­mo­wa­niem kul­tury jest podob­nie do jedze­nia awo­kado. Gdy już je polu­bisz, z poli­to­wa­niem patrzysz na ludzi, któ­rzy nie doce­niają two­jej diety.

Warto włą­czyć ten owoc do swo­jego jadło­spisu. Nie tylko dostar­cza on zdro­wych tłusz­czy — dla­tego jest tak chęt­nie spo­ży­wany przez osoby rezy­gnu­jące z mięsa w die­cie - ale jest także źródłem wita­min C, E oraz A. Ma po pro­stu w sobie skład­niki, które spra­wiają, że czło­wiek działa jak dobrze naoli­wiona maszyna. Jest tylko jeden mały haczyk: fatal­nie smakuje.

Powiem wprost, nie rozumiem, jak komuś może to przejść przez gardło. Ale prze­cież ludzie jedzą awo­kado, więc musi być jakiś spo­sób, żeby się do niego prze­ko­nać. Nie­stety ja nie potra­fię i kilka razy spo­tka­łem się z lek­ce­wa­żą­cym podej­ściem tylko dla­tego, że mój jadło­spis zawie­rał bur­gera z beko­nem zamiast tego zie­lo­nego cudu natury.

Podob­nie jest z kulturą.

Reflek­sja po panelu

Na ostat­niej kon­fe­ren­cji See Blog­gers byłem słu­cha­czem panelu, na któ­rym roz­ma­wiano o tym zja­wi­sku. Mar­cin Mel­ler, jedyny nie­blo­ger w całym towa­rzy­stwie, powie­dział o pew­nym zja­wi­sku zwią­za­nym z pro­gra­mem, który pro­wa­dzi w sta­cji TVN24:

Na początku zawsze pole­cam cie­kawe lek­tury do prze­czy­ta­nia. Dociera do mnie póź­niej infor­ma­cja zwrotna, nie­któ­rzy dzię­kują, ale zda­rzają się też głosy kry­tyki od widzów. Mówią, że poka­zy­wa­nie ksią­żek jest aro­ganc­kie z mojej strony.

Powyż­szy cytat jest tak nie­do­kładny, że powi­nien być nazwany raczej para­frazą, ale zarę­czam — Mel­ler stwier­dził, że odbiorcy jego pro­gramu odbie­rają pro­mo­wa­nie czy­tel­nic­twa jako sno­bizm i patrze­nie z góry na dru­giego czło­wieka. I jak tu się potem dzi­wić, że tele­wi­zje komer­cyjne pro­du­kują coraz bar­dziej ogłu­pia­jącą sieczkę?

Jed­nak nie o kry­tykę tele­wi­zji mi cho­dzi, a o fakt, że boimy się kultury wysokiej, któ­rej nośni­kiem powinna być lite­ra­tura (bo czy jest, to już zupeł­nie inna kwe­stia). Książka dla jed­nych jest codzien­no­ścią, dla innych zaś — sym­bo­lem tych inte­li­gen­ci­ków, któ­rzy uwa­żają się za lep­szych od reszty społeczeństwa.

Druga z pane­li­stek, Kata­rzyna Czajka, sze­rzej znana jako autorka bloga Zwierz popkul­tu­ralny, stwier­dziła pewną ważną rzecz:

Gry kom­pu­te­rowe też są kul­turą (…). Wszystko może stać się punk­tem wyj­ścia do szer­szej refleksji.

Musisz się cze­goś o mnie dowie­dzieć. Jestem zapa­lo­nym gra­czem kom­pu­te­ro­wym. Od ponad ćwierć wieku śledzę roz­wój branży i spę­dzam masę czasu przed ekra­nem, chło­nąc tę elek­tro­niczną roz­grywkę. Dla­tego zresztą czu­łem się na tyle kom­pe­tentny, by napi­sać tekst o tym, dla­czego nie możesz kupić dziecku Wiedź­mina 3. Widzę w grach coś więcej, niż tylko zabijane piksele i punkty zli­czane za wir­tu­alne osiągnięcia.

Gry mają też swój język, swoją budowę, którą można dostrzec, wpa­tru­jąc się w nie odpo­wied­nio długo. Nie­rzadko zawie­rają odnie­sie­nia zarówno do kul­tury popu­lar­nej, jak i kul­tury wyso­kiej — przez co dodat­kową posze­rza­jąc naszą wie­dzę o niej. Zda­rza się, że pod wzglę­dem wizu­al­nym, muzycz­nym czy w końcu fabu­lar­nym, aspi­rują do miana małych dzieł sztuki. Warto wymie­nić tutaj cho­ciażby poetyc­kie Jour­ney, thril­ler Heavy Rain nała­do­wany emo­cjami bar­dziej niż nie­je­den film, prze­piękne Flo­wer czy zabawny, ale jed­no­cze­śnie poru­sza­jący, Por­tal od Valve.

Wszyst­kie te tytuły można po pro­stu przejść i zapo­mnieć — tak samo, jak można zro­bić z Ojcem Chrzest­nym czy Pięk­nym Umy­słem — ale czło­wiek o odpo­wied­niej wraż­li­wo­ści na sztukę, dostrzeże w nich coś więcej.

Dla­czego o tym piszę i gdzie to awokado?

Moja zna­joma, kobieta któ­rej wciąż bli­żej do trzy­dziestki niż czter­dziestki, jest czło­wie­kiem kon­su­mu­ją­cym kul­turę regu­lar­nie. Teatr, dobry film przy kie­liszku wina, wizyty w gale­riach, regu­larna lek­tura ksią­żek — to wszystko jest jej nie­obce. Jed­nak przy jakiej­kol­wiek pró­bie dys­ku­sji, że gry, czy cokol­wiek wykra­cza­ją­cego ponad jej zain­te­re­so­wa­nia, także można roz­pa­try­wać w kate­go­riach arty­stycz­nych, reaguje ucię­ciem tematu:

To jest dla dzieci. Mar­nu­jesz tylko swój wolny czas.

Nie cho­dzę na balet, jest to dla mnie abs­trak­cja. Jed­nak czy tym, któ­rych on fascy­nuje, powie­dział­bym, że mar­nują swój czas? Czy miło­śnika graf­fiti należy skwi­to­wać stwier­dze­niem pro­pa­ga­tora wan­da­li­zmu a słu­cha­cza muzyki kla­sycz­nej nazwać nudzia­rzem? I to wszystko tylko dla­tego, że się wza­jem­nie nie rozumiemy.

W kulturze jest mur. Ma on swoje korze­nie głę­boko poza naszymi cza­sami. Kie­dyś do sztuki dostęp miały tylko osoby tylko odpo­wied­nio uro­dzone, wykształ­cone i bogate. Nie­za­leż­nie, czy mówimy tu o prze­ciw­sta­wie­niu szlachty-chłopstwo, pocho­dzący z rodziny inteligenckiej-robotniczej, czy nawet: uro­dzony w War­sza­wie a w Pci­miu Dol­nym, te bariery istnieją.


Znam ludzi, któ­rzy nie prze­czy­tali od kil­ku­na­stu lat ani jed­nej książki. Znam też takich, któ­rzy nigdy w życiu nie spró­bo­wali awo­kado. Ale jak widać, po sło­wach M. Mel­lera, ist­nieją osoby, które czują się źle, gdy się mówi o książ­kach. Ist­nieją też ci, któ­rzy pry­chają na gry, tak jak miło­śnicy zie­lo­nego owocu bywają prze­ciw­ni­kami ham­bur­ge­rów, bo „nie­zdrowe i śmier­dzą tłusz­czem”, zupeł­nie igno­ru­jąc fakt, że dobrze zro­biony bur­ger może być praw­dziwą ucztą dla pod­nie­bie­nia nio­sącą zupeł­nie inne, jed­nak wciąż wspa­niałe dozna­nia i gastronomiczne.

Powtórzmy 1989 r.

W listo­pa­dową noc, pomię­dzy 9 a 10 dniem tego mie­siąca, pod koniec lat 80′ w Niem­czech wyda­rzyło się coś coś waż­nego. Po wielu latach ist­nie­nia runął Mur Ber­liń­ski. Ludzie czuli potrzebę zjednoczenia.

Dziś wresz­cie dys­po­nu­jemy środ­kami, które mogą usu­nąć wszyst­kie bariery w kul­tu­rze. Dzięki globalizacji jesteśmy tak blisko sztuki jak jeszcze nigdy przedtem. Nie tylko za pomocą paru klik­nięć myszki można obej­rzeć zbiory gale­rii świa­to­wych, ale i na wycią­gnię­cie ręki jest nie­mal każde dzieło kine­ma­to­gra­fii czy więk­szość ksią­żek, które kie­dy­kol­wiek się ukazały. To droga dwu­kie­run­kowa, która pozwala na eks­plo­ro­wa­nie popkul­tury oraz wgry­za­nie się w zawi­ło­ści inter­pre­ta­cyjne sztuk Szek­spira nie­mal z taką samą dostęp­no­ścią do każ­dego z tych tematów.

Dzi­siej­sze spo­łe­czeń­stwo jest też coraz bar­dziej tole­ran­cyjne na odmien­ność, to ważne — nie tylko w odnie­sie­niu do innych orien­ta­cji sek­su­al­nych, ale też po pro­stu w przy­padku zwy­kłych sto­sun­ków mię­dzy­ludz­kich. Bo tolerancja to nie tylko słowo oznaczające akceptację homoseksualisty przez heteryka (i na odwrót), a przede wszyst­kim umie­jęt­ność pro­wa­dze­nia dia­logu i sza­no­wa­nia dru­giego człowieka.

Czas leczy i zmienia

Mamy więc narzę­dzia, mamy także ludzi, któ­rzy mogliby ich użyć i coraz czę­ściej to robią.

Wie­rzę w to, że musimy po pro­stu pocze­kać. Czas jest tu klu­czem. I cho­ciaż wciąż będzie masę róż­nic, stop­niowo będą one zanikać.

Może nie znikną, ale będę mniej­sze. To już coś.

Nie łudzę się też, że zmiana nastąpi teraz, już, zaraz. Bo nie nastąpi.

Jed­nak kiedyś może na uczelniach wyższych, egalitaryzmu w sztuce nie będzie przywoływać się tylko w kontekście średniowiecznego postrzegania śmierci, która wszyst­kich zrów­ny­wała do jed­nego poziomu. Może kie­dyś będziemy koja­rzyli te dwa słowa bar­dziej jako zja­wi­sko, gdy wza­jemne postrze­ga­nie się odbior­ców kul­tury prze­stało być nasy­cone wrogością

Chciał­bym. Serio.

Leave a Reply

6 comments

  1. Joanna

    Jako jedyna w rodzi­nie mam wyż­sze wykształ­ce­nie i choć jakie­kol­wiek zadzie­ra­nie nosa jest mi obce (to, że jestem wyszcze­kana to inna sprawa), to jed­nak już byłam posą­dzana o pogar­dza­nie nie­wy­kształ­coną rodziną. Powo­dem było wła­śnie swoje zda­nie.
    Ana­lo­gicz­nie — na spo­tka­niu doty­czą­cym foto­gra­fii wręcz zosta­łam zru­gana, że jakże to śmiem się foto­gra­fią bar­dziej poważ­nie zaj­mo­wać nie posia­da­jąc do tego odpo­wied­nio zacie­nio­nego pokoju coby oddać się bez­gra­nicz­nemu arty­zmowi cyze­lo­wa­nia kolo­rów na naj­droż­szym z moni­to­rów. I kij z tym, że miesz­kam na wynaj­mo­wa­nym M2. Że nie wspo­mnę o inte­li­gen­tach pogar­dza­ją­cych Pili­piu­kiem.
    Tak sobie myślę, że czło­wiek inte­li­gentny znaj­dzie inspi­ra­cję i powód do roz­my­ślań czy­ta­jąc choćby ety­kietę na sło­iku ogór­ków. A człek zamu­ro­wany choćby połknął całą biblio­tekę uni­wer­sy­tecką zawsze pozo­sta­nie zamknięty.
    Z pozdro­wie­niami znad klu­sek z jago­dami i piwa 😉

  2. świntuch

    Avo­cado pole­cam do sushi, gdy się robi spo­so­bem domo­wym. Co do sztuki…wszystko może być „sztuką“, bo dla to mnie poję­cie rów­nie subiek­tywne co „piękno“.

  3. Królowa i Sowa

    Spró­buj z sosem sojo­wym. Samo awo­kado z paroma kro­plami sosji sojo­wego. Albo zapie­kane w pie­kar­niku z jaj­kiem (tylko musi być odmiany Haas)

    • Pan K.

      Pro­blem jest taki, że ja do awo­kado mam uraz… Niech inni jedzą 😉

    • Flip

      oooooo the iPad fits in there? Score! I bought the pat­tern last time you sho­wed it, but kno­wing it fits an iPad is extra ine­cvtine to get busy. Thanks!

  4. Pingback: Dlaczego wciąż widać kicz? | Radzę Sobie