Kobiety mojego życia

www.radzesobie.pl Pan K. fot.  Alexander Shustov

Nie był­bym sobą, gdyby nie kobiety. W grun­cie rze­czy dopiero nie­dawno uświa­do­mi­łem sobie, ile im zawdzięczam.

Jakoś tak się zło­żyło w moim życiu, że gdy myślę o oso­bach inspi­ru­ją­cych lub pomoc­nych, przed oczami poja­wiają się przed­sta­wi­cielki płci pięk­nej. Moje rela­cje z kobie­tami tak się naj­czę­ściej ukła­dały, że wła­śnie w nich znaj­dy­wa­łem opar­cie i swoje men­torki.
Tego ostat­niego słowa nie uży­łem przy­pad­kowo. Bo zacznę od nauczy­cie­lek, z któ­rych naj­le­piej wspo­mi­nam polo­nistki — jakoś zawsze będące wycho­waw­czy­niami mojej klasy — od początku pod­sta­wówki do ostat­niego rocz­nika liceum, zawsze gotowe pomóc, nie­ustan­nie inspi­ro­wały do się­ga­nia po książki i samo­roz­woju. Ktoś powie, że niby taki ich zawód. I co z tego? Można zrobić swoje i iść do domu albo włożyć w to trochę serca, żeby póź­niej otrzy­mać podzię­ko­wa­nia, tak jak na przy­kład Arlena:

Jeśli czło­wiek wspo­mina bel­fra po kil­ku­dzie­się­ciu latach, miał do czy­nie­nia z praw­dzi­wym peda­go­giem. Do takich prze­my­śleń i napi­sa­nia mojego wpisu zain­spi­ro­wała mnie zresztą inna kobieta — Justyna z bloga krotkiporadnik.pl. Ona na Dzień Nauczy­ciela wysta­wiła pozy­tywną laurkę ludziom, któ­rzy kie­dyś sta­wiali jej oceny w szkole. I wie­cie co? W więk­szo­ści wspo­mniane zostały wła­śnie kobiety. Tak napi­sała o belfrach:

Można ich kochać, można się ich panicz­nie bać, a nie­któ­rych zda­rza się trak­to­wać pobłaż­li­wie, z róż­nych wzglę­dów. W cza­sach, kiedy mie­li­śmy z nimi stycz­ność wyda­wało się nam, że jeste­śmy od nich osiem razy bar­dziej spryt­niejsi, mądrzejsi i prze­bie­gli. Zakła­da­li­śmy się wtedy, że „gdy będziemy doro­śli” na pewno nie będziemy za nimi tęsk­nić. (…)
Dzię­kuję Pani Kata­rzy­nie S. za to, że była ze mną zawsze szczera i nigdy, prze­nigdy nie znie­chę­ciła mnie do pisa­nia. Wręcz prze­ciw­nie – posta­wiła mi kilka wiel­kich dro­go­wska­zów, z któ­rych jeden czer­wo­nym dłu­go­pi­sem: „(…) widać talent lite­racki”. Od tam­tego czasu, a było to jakieś dwa­na­ście lat temu, za każ­dym razem, kiedy wąt­pię w swoje moż­li­wo­ści i umie­jęt­no­ści, myślę o tym, że „prze­cież S. powie­działa ci, że masz talent” i wal­czę dalej.

Mój sen­ty­ment nie ogra­ni­cza się jedy­nie do nauczy­cie­lek, bo prze­cież szkołę kie­dyś skończyłem.

Ludzie na stu­diach bywają różni, ja zaś mia­łem oka­zję uczęsz­czać na bar­dzo sfe­mi­ni­zo­wany kie­ru­nek. I cho­ciaż były to czasy, gdy do Pana K. paso­wało okre­śle­nie „odlu­dek”, nie­świa­domy tego, że może się komuś podo­bać, z sen­ty­men­tem wspo­mi­nam inspi­ru­jące zna­jo­mo­ści tam­tych lat. Inspi­ru­jące nie tylko dla­tego, że na roku i w orga­ni­za­cjach stu­denc­kich zawsze mogłem liczyć na pomoc kole­ża­nek oraz cie­kawą roz­mowę z nimi. Cho­dzi bar­dziej o to, że części ludzi nie potrafiłem zrozumieć od razu. Nagle osoby z róż­nych świa­tów spo­ty­kają się w jed­nym miej­scu i pró­bują się dotrzeć, żeby jakoś funk­cjo­no­wać. Dziś wiem, że była to dosko­nała lek­cja tole­ran­cji na inne postrze­ga­nie świata. Róż­nica pomię­dzy „nową klasą w liceum” a „grupą ponad 100 osób na roku” jest gigan­tyczna, o czym sami pew­nie wiecie.

Cho­ciaż mój poprzedni jak i obecny zawód to raczej poru­sza­nie się w męskim towa­rzy­stwie, to jed­nak pra­co­wa­łem od zawsze w branży, gdzie liczyła się ini­cja­tywa i kre­atywne myśle­nie. Współ­pra­co­wa­łem z kobie­tami, które nie­jed­no­krot­nie podzi­wia­łem. Nawet jeśli więc nie lubi­cie swo­jej pracy, poszu­kaj­cie w niej osoby, która może was zain­spi­ro­wać. U mnie czę­sto to były wła­śnie panie.

Jeśli jed­nak cho­dzi o inspi­ra­cję do dal­szego dzia­ła­nia i wspar­cie, nie spo­sób uciec myślami od tych nie­wiast, z któ­rymi w swoim życiu dzie­li­łem nie tylko prze­strzeń, ale i serce. Cho­ciaż zda­rza mi się napi­sać parę cierp­kich słów o jed­nej czy dru­giej Poprzed­niej, nie zmie­nia to faktu, że z jakiegoś powodu wchodziłem w dawne związki. Czę­sto dawały mi chwile wytchnie­nia i wspar­cie, czyli niby drob­nostki, ale tak potrzebne prze­cież w codzien­nym życiu.

Mógł­bym wymie­niać jesz­cze długo — naprawdę mógł­bym. Nie zaha­czy­łem prze­cież nawet o rodzinę, tę dal­szą i bliż­szą, o ludzi któ­rzy dosłow­nie mignęli w moim życiu, a trudno o nich zapo­mnieć, o kobiety poznane tylko wir­tu­al­nie, jed­nak w jakiś spo­sób wpły­wa­jące na mnie. Jest więc o czym pisać. Jed­nak czy o robie­nie wyli­czanki tu chodzi?

Usiądź­cie i pomy­śl­cie o tych wszyst­kich oso­bach, które kie­dy­kol­wiek i gdzie­kol­wiek zro­biły dla Was coś dobrego, wpły­nęły na Wasze życie. Pew­nie po tym się uśmiech­nie­cie, tak jak i ja — na wspo­mnie­nie tych wszyst­kich chwil, przy­wo­ła­nych tutaj. A że aku­rat u mnie tak wiele na tej liście przed­sta­wi­cie­lek płci pięk­nej… Cóż, to jest chyba wła­śnie odpo­wiedź na pewne pyta­nie: Dlaczego tak szanuję kobiety?

Autor obrazu: Alexander Shustov

Leave a Reply

2 comments

  1. świntuch

    Bar­dzo fajnie,że jesteś osobą — tym bar­dziej face­tem, który potrafi doce­nić wpływ kobiet i w ogóle innych ludzi na swoje życie. Nie zapo­mi­nasz. A wyda­wało mi się główną wadą męż­czyzn jest amnezja.

  2. Pingback: Radzę Sobie – Wredna baba w reklamie