Jak połączyć się z mamą? #byćBliżej

Nauka osoby wykluczonej technologicznie

Gdy rodzice dzwo­nią co pół godziny, nie możesz tego wytrzy­mać — gdy kon­takt z nimi zanika, nie możesz się z tym pogo­dzić, szu­kasz roz­wią­za­nia. Pomię­dzy mną a mamą jest ponad 200 kilo­me­trów odle­gło­ści. Posta­wi­li­śmy na tech­no­lo­gię — zobacz, jak prze­biega cały proces.

Zawsze myśla­łem, że we wpi­sie, w któ­rym będę przed­sta­wiał czy­jeś pierw­sze kroki z table­tem czy nowo­cze­snym tele­fo­nem, należy zawrzeć kon­kretne infor­ma­cje. Wiesz, takie sta­ty­styki doty­czące osób bez Inter­netu i tym podobne. Na pewno je gdzieś w Sieci znaj­dziesz. Ja mam dla Cie­bie histo­rię kogoś bliskiego.

Kiedy zmie­nia się zdanie?

Przez długi czas sły­sza­łem „nie” dla jakie­go­kol­wiek sprzętu sprzę­żo­nego z Inter­ne­tem. I nie poma­gał żaden argu­ment. Po pro­stu moja mama nie chciała o tym rozmawiać.

Na pewno łatwiej prze­ko­nać osoby, które są cie­kawe świata i nowych moż­li­wo­ści, jakich ten im dostar­cza. Prze­cież Sieć to perspektywa łatwego regulowania rachunków, robienia rezerwacji w kinie, wyszukiwania potrzebnych informacji czy po prostu ciekawostek zwią­za­nych z ulu­bio­nymi pro­gra­mami tele­wi­zyj­nymi. Argu­men­tów „za” jest niczym tru­ska­wek na plantacji.

Jak jed­nak prze­ko­nać nie­prze­ko­na­nych? Potrzebny jest impuls. Coś, co sprawi, że taka osoba sama poczuje chęć się­gnię­cia po tech­no­lo­gię lub przy­naj­mniej spró­bo­wa­nie jej.

Dla nas był to moment, w któ­rym uświadomiliśmy sobie nawzajem, że jednak 200 kilometrów to dużo — moment, w któ­rym matka i syn mówią wprost: „Odda­li­li­śmy się od siebie”.

Posta­no­wi­li­śmy wię­cej ze sobą roz­ma­wiać. Przede wszyst­kim tele­fo­nicz­nie i fizycz­nie — zwięk­sza­jąc czę­sto­tli­wość odwie­dzin — ale to nie wystar­cza, bo i wystar­czyć nie ma prawa.

Tele­fon nie daje takiego poczu­cia bli­sko­ści, jaką da nor­malny kon­takt, a jed­nak odległość robi swoje i codziennie w odwiedziny nikt jeździć nie może.

Nor­malny czło­wiek sko­rzy­stałby od ręki ze Skype’a, ale ja musia­łem zacząć od pod­staw, czyli: Czym jest ten cały Internet?

Poznaj nie­tech­no­lo­giczną mamę

63 lata — dokład­nie tyle ma moja rodzi­cielka. Od jakie­goś czasu jest szczę­ściara na wcze­śniej­szej eme­ry­tu­rze i jakoś powo­lutku z dnia na dzień toczy się jej życie. Ma też komórkę. Gor­szą od tej, jaką ja mia­łem 10 lat temu. Jej taki sprzęt wystar­cza, a kiedy roz­ma­wia­li­śmy o wybor­cze urzą­dze­nia, na któ­rym będzie się uczyła, usłyszałem:

Lap­top, tablet — co za róż­nica? Prze­cież to i tak jedno i to samo.

Oto więc moja mama — naj­bar­dziej nie­tech­no­lo­giczna osoba, jaką znam. Byłbym jej w stanie wmówić, że smartwatch nie różni się niczym od smartphone'a — miała zacząć naukę obsługi jed­nego z takich nowo­cze­snych sprzętów.

Wie­dzia­łem, że może być ciężko.

Dzięki T-Mobile, które wraz z Sony wsparło mój pomysł sprzę­tem do testów oraz kartą SIM z mobil­nym inter­ne­tem, od kilku tygo­dni pra­cuje u nas Xpe­ria™ Tablet Z oraz smart­phone Xpe­ria™ Z3. Cho­ciaż „u nas” to zbyt dużo powie­dziane — w końcu oba gadżety znaj­dują się na dru­gim końcu woje­wódz­twa i wyko­rzy­stuje je moja mama.

Jestem o tyle zado­wo­lony z takiego obrotu sprawy, bo fak­tycz­nie od początku pla­no­wa­łem sko­rzy­sta­nie z oferty ope­ra­tora komór­ko­wego, jako dostawcy Sieci dla mojej mamy. Zobacz dla­czego.

Pierw­sze wra­że­nia — pro­blem z dotykiem

Takie czyn­no­ści, jak powięk­sza­nie czy pomniej­sza­nie obrazu, są dla mnie natu­ralne — wystar­czy po pro­stu „uszczyp­nąć” lub „roz­sze­rzyć” ekran pal­cami i magia się dzieje. Odpa­le­nie cze­go­kol­wiek to deli­katne puk­nię­cie w kon­kretny obszar. Proste, prawda? Nie dla każdego.

Mama trzyma tego palu­cha, doci­ska go z upo­rem maniaka i dziwi się, że jej nie idzie. Bo w końcu tablet roz­róż­nia dłu­gie przy­trzy­ma­nie od poje­dyn­czego dotyku i czę­sto są to dwie różne rze­czy. Zmiana stop­nia powięk­sze­nia to wciąż droga przez mękę oku­po­wana wie­loma próbami.

bycblizej2

Zanim ktoś star­szy przy­zwy­czai się do inte­rak­cji ze współ­cze­sną elek­tro­niką, może minąć tro­chę czasu. I nie cho­dzi tutaj wcale o jakie­kol­wiek upo­śle­dze­nie moto­ryki, a o skok tech­no­lo­giczny, który miał miej­sce w ciągu ostat­nich kil­ku­na­stu lat. Zobacz zresztą tutaj, jak duże to były zmiany.

Na wszystko trzeba czasu. Nie dziwię się, że moja mama może mieć problemy z tabletem tak samo, jak nie dzi­wię się, gdy U. weź­mie kon­tro­ler od kon­soli i korzy­sta z niego ze spraw­no­ścią ośmio­latka. Pew­nych rze­czy po pro­stu trzeba się nauczyć.

Apli­ka­cje? Nie tak szybko

Jestem przy­zwy­cza­jony do tech­nicz­nej nowo­mowy. Upda­tejt firmware’u ścią­gam na swo­jego fona szybko, bo mam dobre ssa­nie od pro­vi­dera. Gdy­bym jed­nak takim języ­kiem pró­bo­wał cokol­wiek tłu­ma­czyć, mógł­bym rów­nie dobrze od razu spa­ko­wać i ode­słać cały sprzęt.

Trzeba pro­sto i zro­zu­miale - to jest recepta. Najważniejsze dla mnie było, żeby użytkowniczka nie bała się swojego urządzenia. Bar­dziej więc zale­żało mi na opa­no­wa­niu mecha­niki, niż na dokład­nym tłu­ma­cze­niu „jak to wszystko działa”. To tro­chę jak z wodą w kra­nie — musisz umieć usta­wić odpo­wied­nią tem­pe­ra­turę, nato­miast zna­jo­mość całego sys­temu wodo­cią­go­wego jest nie­szcze­gól­nie potrzebna.

Mail, Skype, czyli kontakt

Wysy­łamy sobie maile. Gdy na Insta­grama wrzu­ci­łem jedno zdję­cie, na któ­rym mój pies wystę­puje z tubką kleju na gło­wie, do mamy poszło ich kilka. Dostała też podwójną tęczę, która pięk­nie ude­ko­ro­wała nie­dawno niebo, i co jakiś czas dosy­łam kolejne rzeczy.

Ba, nie­dawno wujek podzie­lił się z nią zdję­ciem swo­jego bullteriera. I cho­ciaż pies jest brzydki nie­sa­mo­wi­cie, to trudno o lep­szy przy­kład tego, jak technologia jest w stanie zbliżyć do siebie ludzi nie mających szans na normalne spotkanie.

Szcze­rze żało­wa­łem, że nie udało mi się tego sprzętu zor­ga­ni­zo­wać przed moją wycieczką do Lon­dynu. Pozdro­wie­nia na żywo spod Big Bena to byłoby coś, a tak musiała zado­wo­lić się pocz­tówką. Ale pod­czas wyjazdu z U. do Frank­furtu nad Odrą już macha­li­śmy do Pol­ski przez Inter­net. Potęga Skype’a w takich sytu­acjach jest nie­oce­niona, co zresztą sama przy­znała nie­dawno moja mama:

Ja to się do tego wszyst­kiego nie potra­fię do końca prze­ko­nać, ale tak — moż­li­wość zoba­cze­nia Cie­bie to coś faj­nego i pomy­ślę o wzię­ciu wła­snego tabletu pod­czas prze­dłu­ża­nia umowy.

Szcze­rze mówiąc, na początku nie liczy­łem na nic wię­cej. Próba przekonania nieprzekonanych musi zaczynać się od małych kroczków — poka­zy­wa­nia aspek­tów życia, które naprawdę zyskają na jako­ści po wzbo­ga­ce­niu ich o pier­wia­stek tech­no­lo­giczny. Nie każdy musi fascy­no­wać się śmiesz­nymi fil­mi­kami na Youtube czy wia­do­mo­ściami ser­wo­wa­nymi na Pudelku.

Co dalej?

Teraz, gdy tablet nie wydaje się już takim wro­gim i nie­po­trzeb­nym wyna­laz­kiem, przy­szedł czas na wspólne posie­dze­nie przy nim. Spróbuję ponownie zainteresować mamę stronami internetowymi, porozmawiam z nią o bezpiecznym korzystaniu z Sieci i zoba­czymy, czy to całe stre­amo­wa­nie muzyki, audio­bo­oki i elek­tro­niczne książki, do któ­rych można łatwo wyku­pić dostęp w T-Mobile, przy­padną jej do gustu. Brodki pew­nie nie włą­czy, ale takiego Pre­sleya czy Modern Tal­king, czemu nie?

Na zabawę tele­fo­nem, cał­kiem fajną zresztą Z3, przyj­dzie jesz­cze czas. Posłuży nam do spraw­dze­nia, czy obsługę tabletu łatwo można prze­nieść na mniej­sze urzą­dze­nie. W końcu tu i tu mamy do czy­nie­nia z Andro­idem, prawda?

Bądź na bie­żąco i śledź bloga. Dziś przed­sta­wi­łem Ci histo­rię moją i mamy, w kolejnych wpisach z serii wymienię konkretne problemy, które napotykamy w nauce i powiem, jak sobie z nimi radzę. Może jesteś w podob­nej sytu­acji? Wspól­nie przej­dziemy przez cały proces.

Seria wpi­sów pod współ­nym tytu­łem #być­Bli­żej powstaje dzięki uprzej­mo­ści firm T-Mobile oraz Sony Pol­ska.

Leave a Reply

8 comments

  1. Wacław

    Jestem nieco star­szy od Two­jej mamy, posłu­guję się Sky­pem, TT, FB przy uży­ciu lap­topa, ale z trud­no­ścią odróż­niam palm­topa od smart­fona, więc to raczej Tobie należy się dzi­wić, że nie rozu­miesz mamy, a nie odwrotnie…

    • Pan K.

      Ale ja nigdzie nie napi­sa­łem, że jej się dzi­wię. Jestem szczę­śliwy, że mama pod­jęła wyzwa­nie i gorąco jej kibi­cuję, ina­czej nie byłoby tego tekstu

  2. Lubuszczanka

    Moją mamę i inter­net łączy podoba histo­ria :)

    Począt­kowo z kom­pu­tera korzy­stała tylko, żeby zagrać w pasjansa. Nie mogłam Jej nawet namó­wić do spró­bo­wa­nia innych gier. Obec­nie potrafi wygrać nie­malże każdą roz­grywkę, ale po pew­nym cza­sie zain­te­re­so­wała się innymi zasto­so­wa­niami tego urządzenia.

    Naj­pierw było NK i dzięki niej odświe­ża­nie sta­rych zna­jo­mo­ści. Póź­niej dołą­czyły wszel­kiego rodzaju strony pozwa­la­jące na zapla­no­wa­nie podróży.

    Nie wiem kiedy i jak wpa­dła na youtube…ale potrafi odna­leźć tak wszystko co jest Jej potrzebne do szczę­ścia. Nawet tatę w to wciągnęła!

    Obec­nie wsta­wia cie­kawe zdję­cia na face­bo­oku, komen­tuje — użyt­kuje. Jest rów­nież w sta­łym kon­tak­cie z odda­loną o wiele kilo­me­trów rodziną oczy­wi­ście dzięki Skype.

    Początki były cięż­kie, nie będę zaprze­czać. Do dzi­siaj pamię­tam jak musia­łam w gło­wie ukła­dać sobie umiesz­cze­nie ikon na pul­pi­cie, żeby Jej wyja­śnić co powinna „kliknąć“…Natomiast teraz wybie­ramy się po zakup jakie­goś smartfona 😉

    Trzy­mam kciuki za wszyst­kie mamy. Panie K. o tej histo­rii chęt­nie nieco wię­cej poczy­tam, może odnajdę jakąś cie­kawą radę!

  3. świntuch

    Cóż mogę powie­dzieć? Chyba oczy­wi­ste, że pomysł świetny i popie­ram. Zwłasz­cza, że cza­sem tak się w życiu układa i kilo­me­try dzielą. I zazdrosz­czę tym wszyst­kim któ­rym mogą być w sta­łym kon­tak­cie z mamą nawet takim elektronicznym.

  4. Pingback: Co to znaczy „nadrabiam sieć”? | No Easy Answers

  5. Pingback: Radzę Sobie – Trochę się boję

  6. Pingback: Radzę Sobie – Przeszkody w technologii #byćbliżej

  7. Gusłana

    Moja mama ma 54 lata, jakieś 2–3 lata temu zaczęła uczyć się obsługi kom­pu­tera. Na początku było ciężko i iry­tu­jąco, trzeba było wszystko tłu­ma­czyć niczym małemu dziecku, przy­znaję się ze skru­chą, że ja nie mia­łam jako nauczy­cielka tyle cier­pli­wo­ści co moja sio­stra, i to ona w sumie nauczyła mamę. Teraz ona wręcz śmiga na lap­to­pie brata, gdy aku­rat krąży gdzieś po YT, słu­cha­jąc reli­gij­nych pio­se­nek i zauważy gdzieś zie­lony zna­czek z mojego pro­filu na skype, pierw­sza dzwoni, pyta się, co tam, jak tam.