Festiwal, który uczy tolerancji

Wszystko, czego o Przystanku Woodstock 2015 nie powie Telewizja TRWAM

Zasta­na­wiam się, czy sam Jerzy Owsiak ma świa­do­mość, jak duży wpływ Przy­sta­nek Wood­stock wywiera na mło­dych ludzi. Przez te kilka dni na polu festi­wa­lo­wym otrzy­mują praw­dziwą lek­cję życia.

Sztuka namio­to­wego survi­valu w skraj­nych warun­kach to jedna rzecz. Jeśli ktoś prze­żyje biwa­ko­wa­nie na kostrzyń­skim polu namio­to­wym, każda inna moż­li­wość roz­bi­cia namiotu będzie wyda­wała mu się luk­su­sem 4-gwiazdkowego hotelu. Mnie jed­nak nie o taką lek­cję życia cho­dzi, a o coś dużo waż­niej­szego. Każdy z uczest­ni­ków dostaje porządną dawkę wie­dzy o tym, jak z sza­cun­kiem pod­cho­dzić do dru­giego człowieka.

Oni muszą się tu nasta­wiać na praw­dziwe żniwa.

Powyż­sze słowa usły­sza­łem od jed­nego z wood­stoc­ko­wi­czów, gdy zaczę­li­śmy roz­ma­wiać o Przy­stanku Jezus i Poko­jo­wej Wio­sce Kryszny dzia­ła­ją­cych w ramach festi­walu. Prze­cież po polu kro­czy tyle zagu­bio­nych duszy­czek, nic tylko je do sie­bie „zagar­nąć”, prawda?

Nie dzi­wię się takiej opi­nii, w końcu — gdyby wszystko spro­wa­dzić do liczb — tak to pew­nie w prak­tyce wygląda. Najlepszy w tym wszystkim jest jednak fakt, że nikt nie robi niczego na siłę. Bo cho­ciaż wóz krysz­now­ców robi regu­lar­nie „rundkę” po festi­wa­lo­wym polu, a księża kato­liccy są lepiej widoczni niż służby mun­du­rowe, nikt nikomu wiary na siłę do głowy nie wkłada.

Pod­czas tego­rocz­nego Przy­stanku Wood­stock mia­łem oka­zję poroz­ma­wiać z księ­dzem Bar­tło­mie­jem, sale­zja­ni­nem, któ­rego zdję­cie wrzu­ci­łem na moje insta­gra­mowe konto.

Jego postawa i słowa potwier­dziły zresztą moje obser­wa­cje. Po pro­stu sie­dział, ofe­ru­jąc spo­wiedź w for­mie, w jakiej mło­dzi ludzie naj­czę­ściej zbie­rają na kolej­nego bro­wara. Nie zacze­piał, czekał.

Na polu nie­trudno spo­tkać kogoś z wyta­tu­owa­nym pen­ta­gra­mem albo o poglą­dach wybit­nie ate­istycz­nych. Czy wiąże się to z jaką­kol­wiek wro­go­ścią wobec ducho­wień­stwa? Według słów księ­dza: nie. Wood­stoc­ko­wi­cze z otwar­to­ścią pod­cho­dzą do innych poglą­dów na świat:

Mia­łem oka­zję nawet roz­ma­wiać z dziew­czyną sie­dzącą w Poko­jo­wej Wio­sce Kryszny, która miała wąt­pli­wo­ści i wciąż szu­kała swo­jej drogi w życiu.

Nie war­to­ściuję tutaj żadnej z wymie­nio­nych opcji. Wia­do­mym będzie, że jeśli Tobie, drogi Czy­tel­niku, będzie bli­żej do któ­rej­kol­wiek z nich, drugą z auto­matu uznasz za coś, co jest prze­szkodą na dro­dze do prawdy. Jed­nak Przy­sta­nek Wood­stock taki nie jest. Tu się nie ocenia.

To wła­śnie róż­no­rod­ność, którą każdy młody czło­wiek może tu otrzy­mać, jest naj­więk­szą war­to­ścią festi­walu. Na polu można spo­tkać nie tylko zatwar­dzia­łych pun­ków — cho­ciaż tych z każ­dym rokiem jakby ubywa — ale też ludzi zwią­za­nych ze środo­wi­skiem hip-hopowym, czy też miło­śni­ków popu, któ­rzy na parę dni posta­no­wili wyrwać się z domu. Nie każdy przyjeżdża tu w tym samym celu, stąd spo­tka­nie osoby, która posta­no­wiła sobie za punkt honoru „zali­czyć” jakąś panienkę albo nie wycho­dzić z namiotu i chlać przez parę dni, jest jak naj­bar­dziej moż­liwe. Jed­nak każdy ma wybór i tylko od niego zależy, jak sko­rzy­sta z boga­tej oferty kostrzyń­skiego pola.

I wiesz, co naj­ła­twiej z tego wszyst­kiego ze sobą zabrać? Zło­śliwi powie­dzą, że ciążę. Ale ja, na prze­kór oso­bom zna­ją­cym Przy­sta­nek Wood­stock jedy­nie z rela­cji tele­wi­zyj­nych, upar­cie twier­dzę, że naj­waż­niej­szą rze­czą, jaką można wynieść, jest nauka tolerancji.

Bo te parę lipcowo-sierpniowych dni uczy, że zda­nie dru­giego czło­wieka trzeba sza­no­wać, nawet jeżeli się z nim nie zga­dzamy. I chociaż jest brudno, przy toi-toiach śmierdzi, to niech mi ktoś wskaże jakiekolwiek przejawy nienawiści czy przemocy. Wierz mi na słowo Czy­tel­niku, jeśli ktoś komuś pró­bo­wałby zro­bić jakąś krzywdę, zostałby obez­wład­niony przez ota­cza­jący tłum nie­mal tak szybko, jak szybko poja­wiają się ręce, żeby pod­nieść cię, gdy prze­wró­cisz się pod­czas pogo­wa­nia pod sceną — błyskawicznie.

Ja sam nie­dawno zasta­na­wia­łem się, skąd u mnie chęć poru­sza­nia spo­łecz­nej tema­tyki na blogu. Dziś bez słowa wstydu mogę przy­znać, że duży wpływ na moją życiową postawę miał fakt, że za dzieciaka rodzice puszczali mnie na Przystanek Woodstock. Nauczył mnie on o sza­cunku do bliź­niego wię­cej niż nie­jedna lek­cja wycho­waw­cza, reli­gii czy WOS-u.

Jeśli nikt tej ini­cja­tywy nie porzuci, moje dziecko też zamel­duje się kie­dyś na polu pomię­dzy dużą sceną, bud­kami z zapie­kan­kami a Aka­de­mią Sztuk Przepięknych.

Bo warto.

A z księ­dzem nie dane mi było długo roz­ma­wiać. Już po kilku minu­tach przy­sia­dła się dziew­czyna, która chciała sko­rzy­stać z moż­li­wo­ści spo­wie­dzi. Tak zwy­czaj­nie, na polu.

Leave a Reply

18 comments

  1. Janek Zasztowt

    Bar­dzo trafne spo­strze­że­nia i dobre pod­su­mo­wa­nie Wood­stoc­ko­wego kli­matu. Takiego luzu, otwar­to­ści i wspo­mnia­nej tole­ran­cji na innych…ciężko uświad­czyć w innych oko­licz­no­ściach. No i z doświad­cze­nia wiem że libe­ralne podej­ście apa­ratu wycho­waw­czego (aka rodzice) prze­waż­nie skut­kuje pozy­tyw­nie w przy­szło­ści 😉
    Pozdro­wie­nia dla Autora.

    • Pan K.

      W sumie, jakby się tak dokład­niej zasta­no­wić, to fak­tycz­nie moi zna­jomi, któ­rzy wyda­wali się mieć nieco za dużo luzu, wyro­śli na cał­kiem porząd­nych ludzi :)

  2. Wanda

    Taka lek­cja tole­ran­cji przy­da­łaby się poli­ty­kom i dzia­ła­czom nie­któ­rych bojó­wek, nie­stety tacy osob­nicy nie uczest­ni­czą w tej fan­ta­stycz­nej impre­zie, są bowiem nie­re­for­mo­walni. Miejmy nadzieję, że ci mło­dzi ludzie z zaszcze­pioną ideą będą kie­dyś zmie­niać na lep­sze nasz kraj, a nie zgraja zatwar­dzia­łych i ogra­ni­czo­nych konserwatystów.

    • Pan K.

      Ja ten temat poru­sza­łem w pew­nym sen­sie, o tutaj [klik]. Inna sprawa, że kon­ser­wa­tyzm także jest potrzebny, a zdrowe spo­łe­czeń­stwo natu­ral­nie wynaj­duje zdrowy (złoty) środek pomię­dzy róż­nymi frakcjami.

  3. łukasz

    Bar­dzo fajny artykuł

  4. Bianka

    Jeśli ktoś chce się nauczyć tole­ran­cji dla osób najeb*nych, naćpa­nych, śmier­dzą­cych i zbyt nachal­nych, to ten festi­wal jest ide­alny, fakt. Byłam jeden raz i podzię­kuję. Tyle pato­żu­lerni w jed­nym miej­scu nie widzia­łam. Gdzie ta miłość i tole­ran­cja? To że jakiś nawa­lony, umo­ru­sany gość w samych gat­kach pod­biega do mnie i chce mnie przy­tu­lać jest prze­ja­wem miło­ści, czy może raczej tego, że chce sobie obma­cać laske, hm? Bła­gam, nie rób­cie ze spendu dzie­cia­ków, ludzi wyzna­ją­cych „wolną miłość“ o luź­nych oby­cza­jach, zwy­kłych meneli, co przy­je­chali, bo jest za friko, jakie­goś cudu nad.. Odrą. To zwy­kły spend ludzi, któ­rzy nastra­jają się na jakieś cuda. Cudów tu nie będzie.
    Arty­kuł nato­miast fajny, pozdrawiam :)

    -6
    • kzo

      Nie wiem gdzie ty byłaś z kim się zada­wa­łaś. Jeżeli nie umesz się bawić to co chcesz od ludzi który poszli na tę wspa­niałą zabawę. Zawsze można skry­ty­ko­wać coś. Pijani? nar­ko­mani? gdzie ty byłaś kobieto. Bo napewno to nie Wood­stock w Kostrzy­niu nad odrą

      • Pan K.

        Ale nie ma się co cza­ro­wać — tacy ludzie są na polu wood­stoc­ko­wym. Kwe­stia jest taka, żeby widzieć nie tylko ich.

    • Pan K.

      To się nazywa kon­struk­tywna roz­mowa, mówię bar­dzo poważ­nie — aż wrzucę to pew­nie jutro na fanpage’a z szer­szym komentarzem.

      Nie­stety nie mogę się z Tobą zgo­dzić, byłem wię­cej niż jeden raz i jest tam cała masa ludzi nie będąca pato­żu­ler­nią i nie pró­bu­jąca zma­cać lasek. Jasne — tacy, o któ­rych mówisz, też ist­nieją, nie ma co cho­wać głowy w pia­sek. Wood jest jed­nak pełen ludzi po pro­stu pozy­tyw­nie nasta­wio­nych do życia, dokład­nie takich samych, jakich spo­tkasz w cen­trum mia­sta, uśmiech­nię­tych, po pro­stu… ciekawych.

      Boję się jed­nak, że Cię nie prze­ko­nam, cho­ciaż­bym bar­dzo chciał. Cóż, po pro­stu się spa­rzy­łaś, może tra­fi­łaś na złe towa­rzy­stwo, a może wła­śnie z nie­od­po­wied­nimi towa­rzy­szami odwie­dzi­łaś Przy­sta­nek. Alie­nu­jąc się, wciąż oce­nia­jąc, patrząc nie­jako z góry, trudno się zasymilować.

      Pozdra­wiam.

  5. Enigma

    A ja się pod­pi­suję rękami i nogami pod Twoim arty­ku­łem. W tym roku byłam na Wood­stocku ze zna­jo­mymi 3 raz (rok temu nie było nie­stety nam dane) i wszy­scy stwier­dzi­li­śmy jed­no­gło­śnie, że to będzie na pewno miej­sce naszych spo­tkań na naj­bliż­sze lata (ponie­waż roz­jeż­dżamy się po całym świe­cie teraz). I z roku na rok zaczy­nam rozu­mieć ludzi, któ­rzy poświą­cają cho­ciaż te 2–3 dni urlopu na to, żeby spę­dzić w tym nie­zwy­kłym miej­scu cho­ciaż jeden week­end. Jest to jedyne miej­sce w Pol­sce, gdzie jeżeli wyj­dziesz ubrany na kolo­rowo nikt nie spoj­rzy na Cie­bie w dziwny spo­sób, a wręcz przy­bije Ci piątkę i powie, że świet­nie wyglą­dasz. Dla nad w Pol­sce jest to jedyna odskocz­nia. W Anglii czy Holan­dii nor­mal­nym jest taka tole­ran­cja na ulicy, ale my dopiero zaczy­namy się jej uczyć…i naj­lep­szym miej­scem do takiej nauki jest wła­śnie Kostrzyn.
    Dodat­ko­wym feno­me­nem jest fakt, że zaczy­nają już do nas zjeż­dżać ludzie z całego świata, bo to naj­lep­szy festi­wal w Euro­pie. My w tym roku byli­śmy z Holen­drami i Ame­ry­ka­ni­nem i wszy­scy zgod­nie stwier­dzili, że sama idea festi­walu jak i jego orga­ni­za­cja jest powa­la­jąca i że nigdy na lep­szym festi­walu nie byli (i nikt nie jest w sta­nie pojąć, dla­czego ktoś poświąca tyle ener­gii i czasu, żeby zro­bić taki festi­wal za darmo — dzięki Jurku :))

    • Pan K.

      Mia­łem oka­zję poroz­ma­wiać z Holen­drem w tym roku. Zapy­ta­łem, jak ludzie na niego reagują. „First thing they say is: do you have weed?“ :-) Możesz to potwie­dzić (tzn. reak­cje na ludzi z Holan­dii), skoro się z nimi kumplowałaś?

  6. Kamila

    Bar­dzo fajny tekst, nie uję­ła­bym tego lepiej. Na Wood­stocku fajne jest to, że nikogo nie obcho­dzi, jak wyglą­dasz, czym się zaj­mu­jesz na co dzień, ile masz lat, jakie masz poglądy. Od lat jeż­dżę z tą samą grupą zna­jo­mych, bar­dzo zróż­ni­co­waną — poczy­na­jąc od wieku, a na poglą­dach koń­cząc. Z wie­loma z nich widzę się tylko ten jeden raz w roku. I to wszystko nie prze­szka­dza nam dobrze się ze sobą czuć. Na żadnym innym festi­walu nie spo­tka­łam się z taką atmos­ferą, jak na Wood­stocku, z tyloma pozy­tyw­nymi waria­tami. Dla­czego? Moim zda­niem na inne festi­wale jeź­dzi się dla kon­kret­nych wyko­naw­ców, a na Wood­stock dla ludzi.

    • Pan K.

      Tak, to jest fajne — ludzie mogą przez parę dni po pro­stu „być sobą“. Spo­tka­łem parę trzy­dzie­sto­kil­ku­lat­ków z Anglii — on zaj­muje się infor­ma­tyką, ona PR-em w dużej fir­mie. Gdyby mi nie powie­dzieli, abso­lut­nie bym się po nich nie spo­dzie­wał takich zawodów.

  7. Grażyna

    Bar­dzo dobry arty­kuł , mam podobne odczu­cia z resztą chyba jak kazdy Wood­sto­ko­wicz:) Po powro­cie do domu zawsze mi żal i mam kil­ku­dniową “ żałobę“. W codzien­nym życiu strasz­nie bra­kuje tego wood­sto­ko­wego czło­wieka.
    pozdra­wiam ser­decz­nie i do zobaczenia! :)

  8. Pingback: Przystanek Woodstock w Internecie – nasze projekty

  9. Lele

    Stuart,I used your curve toge­ther with the CO2 incre­ase in the atmo­sphere from Wiki­pe­dia to cal­cu­late the cli­mate sety­iti­vins, not taking into acco­unt any delay­ing effects. The result was 3.3 C for a doubling of CO2 con­tent, pretty close to the IPCC best esti­mate of 3 C.