Epilog: „On tam ciągle siedzi”

radzę sobie Pan K. fot. Dominik Martin

Po opi­sa­niu histo­rii we wczo­raj­szej notatce posta­no­wi­łem skon­tak­to­wać się z Asią i popro­sić o opo­wie­dze­nie, jak sprawa się zakoń­czyła. Cie­kawe czy będzie­cie zaskoczeni.

Moja Czy­tel­niczka nie­stety nie prze­żyła pozy­tyw­nego finału:

Nie­stety mimo zacho­wa­nego dystansu i nie naci­ska­nia na roz­wój sytu­acji, po kolej­nych dwóch spo­tka­niach — które wyda­wały mi się bar­dzo udane — kon­takt się urwał.

Ale jak to? Tak był *puff* i nie ma?

Tak po pro­stu, brak SMSów, brak roz­mów na FB. Zapy­ta­łam kilka dni temu, czy to ja zro­bi­łam coś i złego, (…) nie­stety odpo­wie­dzi na to pyta­nie nie otrzymałam.

Całość tej zna­jo­mo­ści Asia pod­su­mo­wuje w taki sposób:

Jak można iść do łóżka z kobietą wię­cej niż jeden raz, zasy­py­wać ją stwier­dze­niami, jaka to jest super i nagle prze­stać się odzywać?

Tutaj wła­śnie wycho­dzi, że Pan K. — autor, czyli ja! — nie wpi­suje się do końca w pewne utarte sche­maty. Bo mi też się to w gło­wie nie mie­ści. Pozwo­li­cie zresztą, że zacy­tuję samego sie­bie z wczo­raj­szego wpisu, od któ­rego wszystko się zaczęło:

Urwa­nie zna­jo­mo­ści bez słowa, nawet inter­ne­to­wej, to skrajne cham­stwo według mnie. Tej dru­giej stro­nie w końcu należą się wyjaśnienia.

Nie zro­zum­cie mnie źle — daleko mi od twierdzenia, że jestem jedynym sprawiedliwym wśród facetów na tym świecie i dla­tego grono odbior­ców tego bloga sys­te­ma­tycz­nie się powięk­sza (w końcu kto nie chciałby czy­tać takiego faj­nego gościa, nie?). Powiem wię­cej: uwa­żam, że więk­szość męż­czyzn ma bar­dzo podobne podej­ście do mojego, a że nie wszy­scy… cóż, na to nikt nic nie jest w sta­nie poradzić.

Na koniec jesz­cze dosta­łem od Asi jedną wia­do­mość, którą tu przytoczę:

Może wystar­czyło pocze­kać z łóżkiem tro­chę dłu­żej… nie byłoby żalu.

Od paru dni szy­kuję się do wpisu na ten temat — czyli: „Kiedy iść do łóżka i czy fak­tycz­nie należy aż tak dużo o tym myśleć?”. I pojawi się on na pewno.

Teraz jed­nak — co się stało to, się nie odsta­nie — nie ma czego żało­wać. Może przy odro­bi­nie szczę­ścia cho­ciaż to łóżko było satys­fak­cjo­nu­jące. O tym już Czy­tel­niczka nie napisała…

Jeśli nie wie­cie dokład­nie o co w całej spra­wie cho­dzi — zapra­szam do tego wpisu.

Autor obrazu: Dominik Martin

Leave a Reply

11 comments

  1. Pingback: On tam ciągle siedzi |

  2. Panna M.

    Żal byłby więk­szy, gdyby on został jed­nak na dłu­żej, zmar­no­wał Ci czas, a potem wypa­ro­wał po mie­siącu czy pół roku. Teraz przy­naj­mniej łatwiej będzie Ci pozbyć się go z krwio­biegu, Asiu (jeśli to czy­tasz). Kiedy iść do łóżka a kiedy jesz­cze za wcze­śnie? Hmmm, zależy od tego czy chcesz być trak­to­wana poważ­nie czy nie. Myśliwi nie lubią łatwych zdo­by­czy, ale ta reguła nie zawsze się sprawdza.

    • Pan K.

      Cie­szę się, że w Twoim komen­ta­rzu poja­wiło się te ostat­nie parę słów, że nie zawsze to się spraw­dza. Wiesz czemu? Tutaj prze­kleję swoją odpo­wiedź, która poja­wiła się już na face­bo­oku: Bo nie trak­to­wa­łem nikogo ina­czej tylko dla­tego, że w łóżku wylą­do­wa­li­śmy na pierw­szym, trze­cim albo na dzie­sią­tym spo­tka­niu. Jeśli facet chce tylko zali­czyć, zmyje się nawet wtedy, gdy panna wpu­ści go do swo­jej alkowy dopiero po paru miesiącach.

      Pój­ście do łóżka nie polega na odli­cza­niu ran­dek. Pój­ście do łóżka polega na pod­ję­ciu doj­rza­łej decy­zji i rozu­mie­niu jej konsekwencji.

    • Jean

      Your’s is the inl­le­ti­gent appro­ach to this issue.

  3. Królowa jest zachwycona!

    Jak można iść do łóżka z kobietą wię­cej niż jeden raz, zasy­py­wać ją stwier­dze­niami, jaka to jest super i nagle prze­stać się odzywać?“

    Sza­nowni Państwo,

    nie ma wąt­pli­wo­ści, iż dżen­tel­men będący jed­nym z głów­nych boha­te­rów powyż­szej publi­ka­cji zacho­wał się w spo­sób nie­godny, co tyczy się zarówno nada­nego mu przeze mnie — nie przy­pad­kiem wcale — przy­domka, jak i ode­gra­nia roli życia w czy­ichś wer­sach ser­cem dyk­to­wa­nych. Należy jed­nak — a pozwolą Pań­stwo, że w poczu­ciu obo­wiązku i przy­zwo­ito­ści zde­cy­duję się wprost do Pań­stwa sumień zwró­cić — roz­wa­żyć kwe­stię zacho­wań tak skru­pu­lat­nie opi­sa­nych nie tylko i wyłącz­nie jako świa­dec­twa aktu bar­ba­rzyń­stwa na nie­win­nej gło­wie poczy­nio­nego, a być może nie­udol­nie wyra­żo­nej, zupeł­nie ludz­kiej empa­tii i (a niech spłonę!) humanitaryzmu?

    Bo co w momen­cie, gdy ta prawda jest okrutna? Bo co, jeśli bycie cicho ozna­cza bycie ludz­kim?
    Czy wiece Pań­stwo, co być w gło­wie mojej — może?

    Cze­ka­jąc na głosy obu­rze­nia i sprze­ciwu — łączę wyrazy grzeczności.

    […] tylko wal­czyk wąt­pli­wo­ści towa­rzy­szy mi krok w krok.
    Wal­czyk wąt­pli­wo­ści, wal­czyk wąt­pli­wo­ści,
    Raz, dwa, trzy. Raz.“

    • Pan K.

      A o jakim tu huma­ni­ta­ry­zmie może być mowa i jakiej empa­tii? Bo cho­ciaż oczy­wi­ście — wszystko może się zda­rzyć, zawsze jest jakieś „ale“, ale czy zawsze jest wystar­cza­ją­cym uspra­wie­dli­wie­niem? Żadne z nas nie zna tak dokład­nie sytu­acji i rela­cji z obu stron, więc trudno mówić o moty­wa­cji, tu przed­mio­tem jest same zachowanie.

      • Królowa jest zachwycona!

        Sza­nowny Panie,

        rada jestem ogrom­nie widząc responsę Pana na oko­licz­ność popeł­nio­nego przeze mnie komen­ta­rza.
        Już na samym wstę­pie wyznać mi się godzi, że słowa Pana zanie­po­ko­iły mnie okrut­nie.
        Czy dobrze zro­zu­mia­łam, że omawiamy/oceniamy/dyskutujemy tu nad zacho­wa­niem boha­tera, nie bacząc wcale na moty­wa­cje, z któ­rych ów zacho­wa­nie wynika? Czy brak wie­dzy zwal­nia nas — odbior­ców — z ostroż­no­ści w opi­nii ostrych wyda­wa­niu? Czy to, że z przy­czyn oczy­wi­stych (tu: nie­moż­ność skom­ple­to­wa­nia obu wer­sji wyda­rzeń) nie możemy dojść praw­dzi­wych powo­dów zacho­wań czyni nas — lewi­tu­ją­cych gdzieś wysoko ponad — zasłu­że­nie god­nymi do wyda­wa­nia nie­po­par­tych niczym ocen?
        Tak bar­dzo szaro.
        Na wła­sne uspra­wie­dli­wie­nie dodam, że i mnie bra­kuje moż­li­wo­ści nazwa­nia kogoś łajda­kiem lub szują tak ot, na co dzień, nie od święta. Trudno mi oce­niać, nikt nie zasłu­guje.
        Może choć tu cze­goś się wresz­cie nauczę?

        Kwe­stię empa­tii i huma­ni­ta­ry­zmu po tro­sze spe­cjal­nie — omi­jam. Mil­cze­nie jest zło­tem. Pro­szę mi wie­rzyć. Czy zechce mi Pan uwierzyć?

        Będę zachwy­cona!

        Szuja — naoma­miał, natruł i nabu­jał
        Szuja — a wie­rzy­łam prze­cież mu jak nikt
        Szuja — dziecku kazał mówić pro­szę wuja
        Alle­luja weso­łego zro­bił mi i znikł.“

        • Pan K.

          Ale już odpo­wie­dzia­łem w moim poprzed­nim komen­ta­rzu na tak kwie­ci­stym języ­kiem wyra­żone wąt­pli­wo­ści. „Wszystko może się zda­rzyć, zawsze jest jakieś „ale“, ale czy zawsze jest wystar­cza­ją­cym uspra­wie­dli­wie­niem?“. Jest wiele sytu­acji, w któ­rych my — widzo­wie tej histo­rii — byli­by­śmy w sta­nie jeśli nawet nie wyba­czyć takie zacho­wa­nie, to przy­naj­mniej spoj­rzeć na nie mniej surowo. Chciał­bym jed­nak zauwa­żyć Droga Kró­lowo, że to nie jest blog infor­ma­cyjny, nie muszę — i nie będę — zgłę­biać każ­dej histo­rii z dokład­no­ścią dzien­ni­ka­rza śled­czego. I jeśli druga strona chcia­łaby się wypo­wie­dzieć, oczy­wi­ście głosu na forum udzie­lił­bym na takich samych pra­wach, na jakich dałem go Asi.

          Opi­sy­wana histo­ria jest jed­nak tylko pre­tek­stem do zasta­no­wie­nia się nad tym, kiedy prze­stać korzy­stać z por­tali rand­ko­wych, gdy się z kimś zaczy­namy spo­ty­kać i czy zawsze fakt, że ktoś z nich korzy­sta, musi ozna­czać coś złego. Oszczę­dzę wysiłku czy­ta­nia poprzed­niego wpisu i powiem: nie zawsze to jest zły znak.

          Ta notatka, skła­da­jąca się zaś nie­mal wyłącz­nie z wia­do­mo­ści mojej Czy­tel­niczki, jest po pro­stu kon­ty­nu­acją histo­rii — opu­bli­ko­waną za cał­ko­witą zgodą. Pomy­śla­łem, że może kogoś zain­te­re­suje i — jak widać — zain­te­re­so­wało. Powiem wię­cej, cie­szę się, że nie każdy się ze mną zga­dza (cho­ciaż cie­szę się bar­dziej, gdy jed­nak odbiorcy podzie­lają moje zdanie).

    • Jayna

      I could read a book about this without fin­ding such real-world appocarhes!

  4. wikam5

    Opis sytu­acji Asi wcale mnie nie dziwi. A ten wzo­rzec powie­lany jest czę­sto, zarówno przez męż­czyzn jak i przez kobiety. Tyle, że my jeste­śmy bar­dziej uczu­ciowe i bie­rzemy sobie do serca takie „nie­spo­dzianki“. Praw­do­po­dob­nie ten Pan wró­cił do swo­jej obec­nej towa­rzyszki, a teraz prze­gryza w sumie­niu skok w bok (oby). Opty­mi­styczna wer­sja jest taka, że zapadł na straszną cho­robę, lub umarł mu ktoś bli­ski i nie chcę wcią­gać w to Asi. Nie­stety, zda­rza się to tylko w Hol­ly­wo­odz­kich pro­duk­cjach.
    Mia­łam podobną sytu­ację, więc wiem, co to zna­czy. Cóż, należy mieć nadzieję, że taki osob­nik kie­dyś na wła­snej skó­rze prze­kona się jak to jest.

  5. M....

    Takie rze­czy zda­rzają się i po dwóch latach związku.… bez łóżka na pierw­szej czy dru­giej randce. Takie rze­czy się zda­rzają jak wybuch wul­kanu czy wygrana w totka. I nic z tym nie zrobisz.…