Dlaczego ludzie są źli?

radzesobie.pl Pan K. fot. SplitShire.com

Zasta­na­wia­li­ście się kie­dyś, jak to jest, że nie­które osoby mają różne twa­rze? W pracy: zła­masy jakich mało; w domu zaś — kochani ojco­wie i matki. Czy to nor­malne, że mogą póź­niej spoj­rzeć na swoje odbi­cie w lustrze?

Trudno mnie do sie­bie zra­zić. Poprzed­nia nawet mawiała, że należę do tego typu ludzi, na któ­rych się pluje, a oni mówią, że deszcz pada. Począt­kowo się z tym nie zga­dza­łem, jed­nak… no cóż, w końcu ska­pi­tu­lo­wa­łem i przy­zna­łem jej rację.

Moje dość naiwne spoj­rze­nie na świat bie­rze się z dzie­cię­cego wręcz zało­że­nia: każdy w głębi duszy jest dobry. W końcu czy zna­cie kogoś, kto wstaje z rana z łóżka, prze­ciąga się ospale i mówi: „Ależ ze mnie dziś będzie straszny skur­wiel”? Ja nie znam. Liczę, że Wy także prze­cząco odpo­wie­dzie­li­ście na to pyta­nie. W prze­ciw­nym wypadku, no cóż — szcze­rze współ­czuję. To pew­nie będzie jeden z tych gra­czy w Mono­poly, o któ­rych ostat­nio pisa­łem:

Spo­ty­ka­cie się przy stole jako przy­ja­ciele, roz­cho­dzi­cie czę­sto jako wro­go­wie, bo ten jeden cho­ler­nik kupił hotel w takim miej­scu, że pra­wie każdy tam staje.

Jed­nak pomimo tego mojego pozy­tyw­nego podej­ścia do oto­cze­nia, zda­rzają się sytu­acje, że ktoś mnie iry­tuje albo — powiedzmy szcze­rze — mocno wkur­wia. Już sam widok pew­nych osób pod­nosi ciśnie­nie. Sta­wiam swoje prawe płuco, że macie podob­nie. Wcho­dzi taki deli­kwent do pomiesz­cze­nia, a Wy już zasta­na­wia­cie się, jak uciec. I nawet skok z okna wydaje się atrakcyjny.

Bo jak tu pałać sym­pa­tią do czło­wieka, kto jest po pro­stu cham­ski i jedyną sto­so­waną przez niego formą komu­ni­ka­cji jest krzyk albo wynio­sły ton głosu? Niemożliwe jest lubienie osoby, gdy ta podgryza innych w pracy, po tru­pach docho­dząc do wyzna­czo­nego celu. Tracę też sza­cu­nek dla kogoś, kto awan­su­jąc, prze­cho­dzi jed­no­cze­śnie meta­mor­fozę z miłego gościa do ostat­niego dupka.

Powyż­sze sytu­acje nie są wymy­ślone, za każdą z nich stoi kon­kretna osoba. Nie zawsze ode mnie z pracy oczy­wi­ście — aż tak źle to tam nie mam — jed­nak zawsze to ktoś realny. I zapew­niam, że to nie są aspo­łeczni psy­cho­paci (no, przy­naj­mniej więk­szość z nich), a nor­malni ludzie. Jed­nak tych osob­ni­ków nie­wiele obcho­dzi fakt, że nie są lubiani. Po pro­stu nie mają świa­do­mo­ści, ze mogą robić coś złego.

Jest tro­chę prawdy we fra­ze­sie, że dobrymi chę­ciami pie­kło wybru­ko­wano. Zna­ko­mita więk­szość z nas, ja zresztą też nie należę tutaj do wyjąt­ków, po pro­stu nie ma świa­do­mo­ści, że robi coś źle postrze­ga­nego przez innych. Dopiero póź­niej wycho­dzi, że otoczenie postrzega nas jako skrajnych chamów i prostaków. I albo coś z tym zrobimy, albo olejemy.

Zależy mi przede wszyst­kim na akcep­ta­cji przez naj­bliż­szych. I to głów­nie ich opi­nia ma wpływ na moje zacho­wa­nie. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że słowa osób nie będą­cych w kręgu naj­bliż­szych przy­ja­ciół są przeze mnie cał­ko­wi­cie zby­wane. Prawda jest jed­nak taka, że wystar­czy tylko jedna opi­nia osoby bli­skiej, żebym się nad czymś zasta­no­wił, gdy od ogółu podobny sygnał musiał­bym dostać co naj­mniej kilka razy. Jestem wręcz prze­ko­nany, że według podob­nych kry­te­riów postę­pują inni — to sytu­acja cał­ko­wi­cie natu­ralna i zrozumiała.

Czasami po prostu pozycja zawodowa wymaga od człowieka większej oschłości niż w życiu pry­wat­nym. Nor­mal­nym zacho­wa­niem jest wtedy przy­bie­ra­nie róż­nych masek w zależ­no­ści od sytu­acji. Cho­ciaż kry­ty­ko­wa­łem to w jed­nym z pierw­szych wpi­sów, rze­czy­wi­sto­ści nie zmie­nię. Czym innym jest bowiem nasz wize­ru­nek w pracy, ina­czej zaś zacho­wu­jemy się wśród rodziny albo w łóżku.

Szlag mnie tylko tra­fia wtedy, gdy zacho­dzi aż taki dyso­nans pomię­dzy poszcze­gól­nymi „wer­sjami czło­wieka”. Nikt nie ocze­kuje od szefa, że będzie co rano na biurku kładł świeżo zapa­rzoną kawę. On wręcz ma być wyma­ga­jący, ale jed­no­cze­śnie powi­nien pozo­stać ludzki. Przy­znam się tutaj do cze­goś — gdyby mój bez­po­średni prze­ło­żony był typem gnoja, zapewne bym się zwol­nił, a jed­nak od paru lat pra­cuję wciąż w jed­nym miejscu.

Cie­szę się, że oprócz złych przy­kła­dów, byłem w sta­nie napi­sać też parę dobrych słów. Bo dzięki temu wiem, że ludzie potrafią być po prostu ludzcy, a to jest ważne. No i daje mi to pod­stawy sądzić, że moje opty­mi­styczne postrze­ga­nie dru­giego czło­wieka nie jest takie idiotyczne.

Na koniec taka mała uwaga: osob­niki aspo­łeczne, z jaki­miś cho­ro­bami spra­wia­ją­cymi, że agre­sja w nich buzuje ponad miarę, nie zawie­rają się w powyż­szym tek­ście. Jed­nak nie pisa­łem tu o pato­lo­gii, a o zwy­kłym Kowal­skim. I o nie­któ­rych gra­czach w Mono­poly. Ale tych ostat­nich na pewno czeka jakaś kara.

Autor obrazu: Daniel Nanescu

Leave a Reply

10 comments

  1. zu

    ja uwa­żam, że ludzie nie chcą być źli, ale zmu­sza ich do tego oto­cze­nie, świat. Oczy­wi­ście nie twier­dzę tu, że świat jest do dupy, bo nie jest. Cho­dzi mi tu tylko o pewne sytu­acje. Skoro można jeź­dzić po pija­nemu i ucho­dzi to na „sucho“, skoro można być księ­dzem gwał­cą­cym dzieci i nie mieć z tego żadnych kon­se­kwen­cji to nie opłaca się być dobrym.. Więk­szość docho­dzi do wnio­sku, że bycie „złym“ pozwala sobie wyro­bić sza­cu­nek czy powa­ża­nie, no bo skoro będę dla kogoś skur­wie­lem no to jest szansa, że będzie się mnie bał, a jak się boi to ma respect. Straszne, ale więk­szość tak myśli. naj­bar­dziej smutne jest to, że strach nie ma nic wspól­nego z sza­cun­kiem.
    Mam taką kole­żankę, która jakiś czas temu była dyrek­to­rem. Raniła ludzi, wyzy­wała ich, czę­sto mie­szała z bło­tem, a wśród bli­skich była miłą i bar­dzo ser­deczną osobą. Nie zwra­cała uwagi na to, kiedy mówi­li­śmy jej, że prze­sa­dza, że tak nie można, że to też są ludzie.. do czasu aż nie poznała swo­jego ówcze­snego męża, który nagrał kie­dyś to jak ona zacho­wuje się w pracy.. wtedy coś jej uświa­do­mił, prze­pra­szała tysiące razy ale nie odzy­skała sza­cunku w oczach tam­tych ludzmi, z któ­rymi kie­dyś pra­co­wała.
    Świat, wbrew pozo­rom, potrze­buje teraz nor­mal­no­ści i zwyczajności.

    • Pan K.

      Przy­kład księ­dza jest o tyle nie­tra­fiony, że ten czo­wiek należy do grupy nie­do­sto­so­wa­nych spo­łecz­nie, o któ­rej nie pisa­łem. Nie­stety Twoja kole­żanka… cóż — ide­al­nie pasuje za przy­kład do tego tek­stu. Szkoda, serio. Pozo­staje tylko liczyć, że potra­fiła się uczyć na błędach.

      • zu

        tak wiem, ale ten przy­kład przy­szedł mi jako pierw­szy na myśl. cho­dziło mi o kon­trast, o to że zbyt dużo ucho­dzi teraz pła­zem, że nie ma kon­se­kwen­cji.. rze­czy błahe są karane moc­niej niż te naprawdę poważne.
        a kole­żanka… ja też mam nadzieję, że się nauczy.

  2. świntuch

    Bycie „dobrym“ jest trudne i nie­uza­sad­nione jeśli ocze­ku­jemy cze­goś w zamian. Patrząc na to przez pry­zmat zysków i strat, zawsze ponie­siemy stratę. Dobro jest dobro­wolne. Jest naszym wybo­rem. Nigdy nie ocze­kujmy za nie wdzięcz­no­ści. Wtedy nie będzie żalu ani poczu­cia nie­spra­wie­dli­wo­ści czy wyko­rzy­sta­nia. Czy więc warto być dobrym, skoro naj­czę­ściej na złe nam to wycho­dzi? Sama sobie odpo­wie­dzia­łam kie­dyś na to pyta­nie — jeśli w naszym życiu oprócz lita­nii złych doświad­czeń i złych ludzi, jest choć jedna osoba,której zawdzię­czamy coś i ta osoba zro­biła coś dla nas cał­kiem bez­in­te­re­sow­nie — to tak warto. Przy­naj­mniej według mnie. Ludzie nie są zapro­gra­mo­wani na zło,a je czy­nią — to prawda. Mają kilka twa­rzy — też czę­sto prawda. Dla­czego? Bo każdy z nas przez całe życie cią­gle się zmie­nia i będzie zmie­niał. Będzie się cią­gle cze­goś uczył. Będzie doświad­czał nowych sytu­acji i pozna­wał osoby,które też go będą zmie­niać. I będzie cały czas szu­kał swo­jego praw­dzi­wego „ja“ i będzie to „ja“ sam kształ­to­wał. W takim kie­runku w jakim zechce.

    • enn

      otóż to, zawsze powta­rzam, że bycie dobrym powinno być bez­in­te­re­sowne, bo ina­czej nie ma w ogóle sensu.
      Czy warto być dobrym? OCZYWIŚCIE, ŻE WARTO. mimo, że kilka razy wyszło mi to bokiem to zawsze będę powta­rzać, że dobro jest potrzebne.
      To, że ludzie się nie zmie­niają to nie­prawda. Zmie­niają się, uczą, zdo­by­wają doświad­cze­nia, masz rację. Ważne żeby z tych doświad­czeń wycią­gać wnioski.

  3. http://el-jen.blogspot.com/

    Głu­pio mi się dzi­siaj przy­znać, ale też mia­łam pewien moment, w któ­rym bywa­łam nie­przy­jemna dla swo­ich klien­tów. Nie w cham­ski spo­sób, ale dało się odczuć moją nie­chęć do tego co robię. Zadzia­łało na mnie tak zmę­cze­nie, roz­go­ry­cze­nie i duży stres. Nie­stety, w taki spo­sób moje nie­ra­dze­nie sobie z pewną sytu­acją się ujaw­niało.
    Teraz wszystko jest już w nor­mie. Czyn­nik stresu został wyeli­mi­no­wany, a świat jest dużo pięk­niej­szy niż był wcze­śniej. Nabrał nowych barw.
    Dosta­łam pewną lek­cję od życia i mam nadzieję, że będę potra­fiła z niej sko­rzy­stać w przy­szło­ści. Cho­ciaż mam jesz­cze więk­szą nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby 😉

  4. margaritum | Alchemia Kobiecości

    Rów­nież uwa­żam, że ludzie bar­dzo rzadko są w głębi serca źli. Jakoś nie mogę pogo­dzić się z tym, że ktoś mógłby taki być. Tłu­ma­czę to sobie tak, że są pogu­bieni, skrzyw­dzeni, nie­świa­domi tego, co robią. A jeśli świa­domi, to tak głę­boko nie­szczę­śliwi, że tracą zdol­ność empa­tii i odróż­nia­nia dobra od zła.
    Ale spo­tka­łam w życiu może ze dwie osoby, któ­rych skrajny ego­izm trudno mi jest wytłu­ma­czyć. Oby­dwaj (to aku­rat faceci) po pro­stu krzyw­dzą i nisz­czą osoby w swoim oto­cze­niu, wydaje mi się, że z pre­me­dy­ta­cją. Do końca oczy­wi­ście tego nie wiem, bo nie sie­dzę w ich gło­wach, ale wydaje mi się, że dostali od życia wszystko, aby stać się porząd­nymi i dobrymi ludźmi.
    Tak więc nie wiem jak to w końcu jest. Ale wie­rzę, że każdy dostaje w życiu miliony szans, aby zmie­nić się na lepsze.

    • Pan K.

      Też się zasta­na­wiam, co tak naprawdę sie­dzi w gło­wach tego typu ludzi, jakich teraz opi­sa­łaś. Naprawdę chciał­bym wiedzieć.

    • świntuch

      Może Ci się tylko wyda­wać, że mają wszystko. Cza­sem ludzie sobie nie radzą z emo­cjami i jak sami zostają skrzyw­dzeni to krzyw­dzą innych. Zakła­dają taką maskę i pan­cerz i wydaje im się, że tak łatwiej żyć. Jak sami skrzyw­dzą to nie zostaną skrzyw­dzeni. Nie­stety to tylko kwe­stia czasu i kie­dyś cała ta misterna kon­struk­cja runie…z hukiem :-(

  5. Arkena

    A ja uwa­żam że ludzie są z natury źli. Ludzie są źli, ego­istyczni, chciwi, głupi i ciemni. Dobry czło­wiek to ewe­ne­ment nie­zwy­kle rzadko spo­ty­kany. Ludźmi naj­sil­niej kie­ruje chci­wość i nigdy nic nie robią bez­in­te­re­sow­nie oprócz tych nie­zwy­kle rzad­kich wyjąt­ków. Gdyby ludzie byli dobrzy to widać by bo było po tym jaki jest świat a jaki jest wszy­scy wiemy. To wła­śnie ludzie ten świat budują i nikt inny. Ja czuję się tu obco. Nawet bar­dzo. Obce jest dla mnie trak­to­wa­nie innych inczej niż tak jak trak­to­wa­nie swo­ich naj­bliż­szych. Prze­cież każdy z nas mógłby być nasza córka, synem, bra­tem sio­strą a jed­nak ludzie róż­ni­cują. Pomogą „swo­jemu“ ale już nie pomogą tzw obcemu. Prze­raża mnie życie tu i nie raz myśla­łam żeby się stąd ewa­ku­ować. Gdy pozna­łam jacy są ludzie to naj­chęt­niej zamiesz­ka­la­bym na pustelni z daleka od nich. Czuje się wśród tzw ludzi bar­dzo samotna.