Czytasz? Błagaj o Amazon…

...albo skorzystaj z oferty Legimi

Wej­ście mię­dzy­na­ro­do­wego giganta do naszego kraju może ozna­czać rewo­lu­cję w świe­cie ksią­żek. Cho­ciaż jest już pewna firma, która stara się zago­spo­da­ro­wać pol­skich czytelników.

Ludzie dzielą się na dwie kate­go­rie — tych, któ­rzy rozu­mieją ideę ksią­żek cyfro­wych, i tych, któ­rzy czy­tali w życiu tylko na table­cie albo na ekra­nie kom­pu­tera. To wła­śnie ta druga grupa mówi potem o „braku zapa­chu” czy „cię­żaru” praw­dzi­wej książki w rękach. Reszta używa czyt­ni­ków z elek­tro­nicz­nym papierem.

Kla­sycz­nej for­mie pre­zen­ta­cji lite­ra­tury nie mam nic do zarzu­ce­nia, ale spójrzmy real­nie — taki Kindle do czytania beletrystyki jest po prostu fenomenalny. Sam po kilku latach wresz­cie wymie­ni­łem sta­reńką wer­sję z kla­wia­turą na Paper­white 3, zysku­jąc pod­świe­tle­nie i ekran doty­kowy. Cena w nie­miec­kim skle­pie spa­dła tak bar­dzo, że po pro­stu głu­pio było nie brać. Tylko mia­łem pewien pro­blem: musia­łem jechać do sio­stry U. we Frank­fur­cie nad Odrą, żeby ode­brać prze­syłkę. Bo Ama­zon zza zachod­niej gra­nicy nie wysyła do Pol­ski. Ale to ma się nie­długo zmienić.

Kilka dni temu miała miej­sce kon­fe­ren­cja tej firmy, kar­miąca przed­sta­wi­cieli prasy typowo kor­po­ra­cyj­nym mumbo-jumbo. Osta­tecz­nie skoń­czyło się na narze­ka­niu na brak jakich­kol­wiek kon­kre­tów, ale poja­wiła się dekla­ra­cja, że niedługo znajdziemy się w zasięgu amazon.de. To ważne, bo każdy z oddzia­łów ma wła­sną poli­tykę cenową doty­czącą, a Niemcy ofe­rują tu naprawdę dobre warunki zakupu. Naj­tań­sza wer­sja Kindle’a była nie­dawno w pro­mo­cji za poni­żej 200 zł. Tutaj zaczyna się robić „tanio” nawet patrząc przez pry­zmat zarob­ków Polaka.

Jed­nak im dłu­żej moloch zwleka z peł­nym wej­ściem na nasz rynek, tym lepiej, bo póź­niej będzie musiał użyć wyjąt­kowo moc­nych argu­men­tów, żeby prze­ko­nać do sie­bie użyt­kow­ni­ków e-książek. Szcze­gól­nie tych, któ­rzy do tego czasu sko­rzy­stają z rewe­la­cyj­nej oferty Legimi, czyli czyt­nika za 1zł w dwu­let­nim abo­na­men­cie za 45 zł mie­sięcz­nie (dla tych, któ­rzy zde­cy­dują się po 1 wrze­śnia, abo­na­ment jest droż­szy o 5 zł). Drogi Czy­tel­niku, uspo­ka­jam, nikt mi tu nie płaci za reklamę, sam zachwalam, gdy znajdę w Sieci coś dobrego. A to jest dobra oferta, tym bar­dziej, że w abo­na­ment wli­czony jest dostęp do ponad 12 000 ksią­żek. Tak jest, dwa­na­ście tysięcy ksią­żek i nie mówimy tu tylko o jakiejś zaku­rzo­nej kla­syce — zresztą zawsze można wgrać na czyt­nik także pliki z innych księ­garni. Warto, tym bar­dziej, że urzą­dze­nie Legimi ma także pod­świe­tlony ekran i zbiera cał­kiem pozy­tywne opi­nie w Sieci.

I cho­ciaż ja zostaję przy Ama­zo­nie — dostęp do anglo­ję­zycz­nej lite­ra­tury i przy­zwy­cza­je­nie do jako­ści Kindle’a u mnie wygry­wają — to Polacy jesz­cze nie oswo­ili się porząd­nie z e-papierem i oferta Legimi może być faj­nym impul­sem do takiej próby.

Wiesz dlaczego ceny Kindle'a w Niemczech są niższe niż w innych krajach? Bo nasi sąsie­dzi mają takie swoje Legimi, z któ­rym Ama­zon musi kon­ku­ro­wać. A robi to cenami.

I w osta­tecz­nym roz­ra­chunku to wła­śnie czy­tel­nicy wygrywają.

Zaj­rzyj jesz­cze na wpis, w któ­rym pole­ca­łem cie­kawe książki. Może dopi­szesz też coś od siebie.

Leave a Reply