Czy można winić czytelnika tabloidów?

Target istnieje w realnym świecie

Śmie­jesz się z Faktu i Super Eks­presu, a jed­nak te dwa tytuły zaj­mują czo­łowe miej­sca w zesta­wie­niach czy­tel­nic­twa dzien­ni­ków kra­jo­wych. Wiesz, kto po nie sięga?

Ta krótka notatka jest odpo­wie­dzią na wpis Kon­rada Krucz­kow­skiego: „Przy­zwo­itość kosz­tuje 1,99 zł”. Lek­turę jego bloga pole­cam Ci z całego serca, więc wejdź i zapo­znaj się naj­pierw z tam­tym materiałem.

Kon­rad pisze o okładce Faktu z 20 sierp­nia bie­żą­cego roku, na któ­rej zna­la­zło się zdję­cie dziew­czynki zaata­ko­wa­nej przez sza­leńca z sie­kierą. Zdję­cie dru­zgo­cące. Zdję­cie, które nie powinno zostać nigdzie opublikowane:

Powszech­nie kry­ty­ko­wana okładka sta­no­wiła jedy­nie grzeczne pre­lu­dium do dal­szej zawar­to­ści. Zdjęć (…) naj­pierw bro­niono, chwilę póź­niej zde­cy­do­wano się na prze­pro­siny. Prze­pro­siny tyle warte, że w kolej­nym wyda­niu „Fakt” opu­bli­ko­wał mate­riał o podob­nym cha­rak­te­rze… (…)
Jeśli można opu­bli­ko­wać taki mate­riał, a póź­niej – bez real­nych kon­se­kwen­cji –  prze­pro­sić i zapo­mnieć, to prze­su­nięta gra­nica nigdy już nie wróci na swoje miejsce.

Nie będę tu roz­wle­kał się nad tym, jak bar­dzo zga­dzam się z auto­rem powyż­szych słów. Gra­nica jest bowiem prze­su­wana cały czas. Pozo­staje tylko pyta­nie: kto ponosi odpowiedzialność za to, że takie materiały w ogóle się ukazują? I tu pada odpo­wiedź, które krzywdzi:

Zary­zy­kuję stwier­dze­nie, że 300 tysięcy osób codzien­nie się­ga­ją­cych po ten papie­rowy akt pogardy, ponosi naj­więk­szą odpowiedzialność.

Wiesz, drogi Czy­tel­niku, czym jest target? Tak w branży określa się modelowego odbiorcę danego tytułu. Jest to naj­bar­dziej przed­mio­towe podej­ście do czło­wieka, jakie może być, ale tak naprawdę jedyne moż­liwe. Tar­get to zbiór danych, obej­mu­ją­cych wiek, wykształ­ce­nie, zain­te­re­so­wa­nia, sta­tus mate­rialny, poglądy poli­tyczne, reli­gijne i wszystko, co w jaki­kol­wiek spo­sób może uści­ślić odpo­wiedź na pyta­nie: do kogo tak naprawdę piszemy?

NA MARGINESIE:


    Według danych udo­stęp­nio­nych przez samo wydaw­nic­two, Fakt czy­tają przede wszyst­kim pra­cu­jące osoby w wieku 24–55. Bra­kuje infor­ma­cji o ich docho­dach, gdzie przy innych tytu­łach jest czę­sto poda­wany sto­pień zamoż­no­ści, co pozwala sądzić, że ich sytu­acja mate­rialna jest taka, jaką opi­suję.

300 tysięcy osób sięga po Fakt, bo to biedni ludzie. Zary­zy­kuję stwier­dze­nie, że wpi­sują się w tę grupę naiwni eme­ryci oraz pra­cow­nicy zara­bia­jący mini­mum socjalne bez per­spek­tyw jakie­go­kol­wiek awansu, rosz­cze­niowi, nie­speł­nieni w życiu. To oni, a nie trzy­dzie­sto­lat­ko­wie pra­cu­jący w wiel­kich kor­po­ra­cjach, są głów­nymi odbior­cami takiego dzien­nika. Zrzucanie odpowiedzialności na ludzi kupujących tabloidy jest trochę jak złość na dziecko, że te przez przypadek zrobiło sobie krzywdę.

Odejdźmy od myśle­nia, że odbiorca ma realny wpływ na to, co podają mu media. Bo jest pewna grupa ludzi, która skonsumuje absolutnie wszystko, co jej się pod­su­nie pod nos. Nie­które rze­czy chęt­niej, inne mniej, ale jeśli nie byłoby Faktu to prze­rzu­ci­liby się na Gazetę Wybor­czą albo Angorę i naj­wy­żej czy­ta­liby tam komiksy lub krót­kie tek­sty, bo dłuż­szych form by nie potra­fili przetrawić.

To wydawca jest winny i słupki sprze­daży, które muszą się odpo­wied­nio dopi­nać w arku­szu kalkulacyjnym.

Czytelnika można obwiniać dopiero wtedy, gdy są jakiekolwiek realne podstawy, że mógłby się opamiętać i powie­dzieć: „Prze­cież ja swo­imi pie­niędzmi popie­ram publi­ka­cję takich mate­ria­łów”. Nie wiem ilu mode­lo­wych czy­tel­ni­ków Faktu może poku­sić się o tak głę­boką ana­lizę. Wydaje mi się, że niewielu.

Pro­blem leży w mediach, które wciąż nie wie­dzą, kiedy powie­dzieć: „nie”. Bo dziś opu­bli­ko­wać można wszystko.

Kiedyś zawodowo robiłem zdjęcia - trafiały się także wypadki. Wyko­na­łem foto­gra­fię, na któ­rej widoczna była krew wycie­ka­jąca spod bre­zentu okry­wa­ją­cego zwłoki ofiary. Do druku dałem coś zupeł­nie innego, nie­opacz­nie zosta­wia­jąc bru­talną wer­sję na redak­cyj­nym dysku. Pół roku póź­niej — gdy mia­łem już inną pracę — ktoś pod­jął decy­zję o publi­ka­cji pier­wot­nego kadru w Internecie.

Dziś decy­zję o ska­so­wa­niu pod­jął­bym od razu. Wtedy nie wie­dzia­łem jesz­cze, jak to wszystko działa.

Cie­szę się, że aktu­al­nie pra­cuję w miej­scu, w któ­rym zwraca się więk­szą uwagę na pre­zen­to­waną treść. To dla mnie naprawdę ważne.

Leave a Reply

5 comments

  1. Monika Kotlarek (@psycholog_pisze)

    To, że ktoś jest „naiw­nym eme­ry­tem“ albo czło­wie­kiem ubo­gim ABSOLUTNIE moim zda­niem, nie uspra­wie­dli­wia kupo­wa­nia tanich szma­tław­ców bez krę­go­słupa moral­nego. Jest popyt — jest i podaż. I jasne, że to media dają nam taką papkę, ale pamię­tajmy, że media, to kasa. To MY kształ­tu­jemy ich port­fele. Jeśli to MY prze­sta­niemy się zga­dzać na śmieci w gaze­tach czy inter­ne­cie, to wtedy ONI zaczną się zasta­na­wiać, co nam innego zaser­wo­wać na papie­ro­wym tale­rzu. I jasne, że naj­pięk­niej byłoby, gdyby media dawały nam głę­bo­kie filo­zo­ficzne roz­prawy, a my byśmy kupo­wali fakt, bo foto­gra­fie repor­te­rów poru­szają nasze poczu­cie este­tyki, ale to tak nie działa. To uto­pia. I dopóki my, jako spo­łe­czeń­stwo, nie prze­sta­niemy wyra­żać jasnej i kla­row­nej zgody na wpy­cha­nie nam do gar­deł śmierci dziecka, to będą nam ją wpy­chać aż się udła­wimy. A potem i nam zro­bią zdję­cie, bo nikt nie powie „dosyć“.

    • Pan K.

      Rozu­miem Twoje sta­no­wi­sko, ale wła­śnie mój cały wpis jest o tym, dla­czego uwa­żam podej­ście Twoje za uto­pijne. Spo­łe­czeń­stwo nie prze­sta­nie kupo­wać szma­tław­ców, bo szma­tławce sku­piają wokoło sie­bie ludzi czę­sto nie­zdol­nych do głęb­szej reflek­sji. I nawet jeśli kon­se­kwen­cją tego będzie stwier­dze­nie, że mamy w naro­dzie 0.05 % takich jed­no­stek, przyj­muję to na klatę.

      • Monika Kotlarek (@psycholog_pisze)

        Obie strony nie są bez winy, nie­stety. I ktoś musi być mądrzej­szy, a nie wydaje mi się, by medium napę­dzane pie­niędzmi nagle zaczęło budo­wać domy w Kenii.

        • Liberty

          Caro Dr. Pinho Cardão, António ¢mara é notável pelo pro­jecto que dese­nvo­lveu, tanto mais quanto sabe­mos que a sua empresa atin­giu recon­he­ci­mento mun­dial. Apo­stou na „massa cin­zenta“, com enorme sucesso. António ¢mara acre­dita que as novas gerações de docen­tes e inve­sti­ga­do­res universitários estarão mais pre­pa­ra­dos para criar empre­sas. Impor­tante seria, também, que os nos­sos empresários se abris­sem mais para o inve­sti­mento em par­ce­rias com uni­ver­si­da­des e cen­tros de ingo£tivaçÃse.A inovação gera­dora de riqu­eza passa pelo apro­fun­da­mento de todas estas ligações.

      • Fannie

        IOW, Keng, it’s a rip-off.One of my for­mer employ­ers had a policy where if pro­ject mana­gers allo­ca­ted pro­ject money to things other than work applied to the pro­ject, they’d be imme­dia­tely fired, and in some cases bro­ught up on cirvn/ciimilal char­ges. Guess that’s one dif­fe­rence between indu­stry and government.