Ciapaci w Londynie…

...o uprzedzeniach rasowych

Jecha­łem do Anglii nieco prze­stra­szony. Bo ludzie, któ­rzy nie­je­den chleb kupili w tutej­szym Sains­bury, mówili o wszyst­kich złych rze­czach, jakie robią tutaj Ara­bo­wie… i czarni… i w ogóle każdy.

Polo­nia na Wyspach dzieli się na dwie grupy: ci, któ­rzy przy­je­chali, żeby prze­żyć i ci, któ­rzy miesz­kają tu, bo zako­chali się w Zjed­no­czo­nym Kró­le­stwie. Niby nie­wielka róż­nica, ale należy o niej pamiętać.

Bo wła­śnie ta pierw­sza grupa na wszystko pluje. Gdyby słu­chać ich gada­nia, wycho­dzi na to, że murzyni, Turcy — zwani pogar­dli­wie „cia­pa­tymi” (jak można w ogóle z taką pogardą mówić o całej spo­łecz­no­ści?) — azjaci to stworzenia niegodne nawet spojrzenia na Polskiego Pana, a co dopiero zbratania się z nim. Bo to samo zło cho­dzące po ziemi, od któ­rego należy się trzy­mać z daleka.

Mdli mnie od takiego gadania.

Pro­blem w tym, że ta pierw­sza grupa Polo­nu­sów sie­dzi tutaj na mini­mal­nej stawce godzi­no­wej. Jasne, niby mają lepiej niż my. W końcu zarabiają w funtach. Ale jak to wykorzystują? Korzy­sta­nie z wszyst­kich insty­tu­cji kul­tu­ral­nych polega u nich naj­czę­ściej na „pozwie­dza­niu” naj­gło­śniej­szych atrak­cji oko­licy, a potem i tak wie­czo­rami żłopią piw­sko albo myślą o tym, jak to ich pen­sja się faj­nie na zło­tówki prze­li­cza. W Pol­sce mogliby za to żyć jak królowie.

Ale wiesz co? Oni są w Anglii i jak na tam­tej­sze stan­dardy, zwy­kle po pro­stu biedują.

Więc czego się spo­dzie­wają? Że w dziel­ni­cach miast, gdzie po double-deckerach (tych ich fiku­śnych, pię­tro­wych auto­bu­sach) tur­lają się puste flaszki po wódce, będzie żyła elita inte­lek­tu­alna i finan­sowa tego kraju? Na pewno znasz miejsca u siebie, w których nie należy pojawiać się po zmroku, bo ist­nieje cał­kiem spora szansa zaro­bie­nia z pią­chy w nos i utraty port­fela. To wyobraź sobie, że w metro­po­liach takie prze­strze­nie zaj­mują o wiele więk­szy obszar i czę­sto wła­śnie tam żyją imi­granci — Polacy, Rumuni, Turcy, Ukra­ińcy… wszy­scy. Bo tam jest najtaniej.

Spo­tka­łem w Lon­dy­nie ludzi ubra­nych tak, że pew­nie w mie­siąc zara­biają tyle, ile ja w rok. Byli żółci, czarni oraz biali — repre­zen­to­wali dosłow­nie każdy kolor skóry, na który można natra­fić. I wiesz co? Przy nich nie bałem się o swoje pieniądze.

Bałem się nato­miast przy innych. Ale nie z powodu pig­mentu ciała, a miej­sca spo­tkań. Bo w mordę dostać można od każdego, niezależnie od narodowości czy wyzna­wa­nej wiary. Warto o tym pamię­tać, że nie każdy jest zły tylko dla­tego, że jest inny.

Leave a Reply

9 comments

  1. Aleksandra

    Do pew­nego stop­nia masz rację. Ja oso­bi­ście jadąc do Wiel­kiej Bry­ta­nii myśla­łam o tym, że w takim miej­scu gdzie jest tak duże zróż­ni­co­wa­nie naro­do­wo­ści, czło­wiek uczy się pokory, empa­tii i wyro­zu­mia­ło­ści. Już wiem, że tak nie jest. Z przy­kro­ścią muszę Ci powie­dzieć, że tym postem świata nie zba­wisz, albo­wiem ludzie to ludzie. Każdy jest inny, nie­za­leż­nie czy mówisz o Pola­kach, Tur­kach, murzy­nach. Spo­tka­łam miłych Tur­ków, ale też tych któ­rzy zasłu­gują na okre­śle­nie cia­pak. To samo tyczy się Pola­ków. Jed­nym sło­wem nie należy ludzi wrzu­cać do jed­nego worka, ale nie do każ­dego należy pałać sym­pa­tią — uwierz, tu trzeba pomieszkać.

    • Pan K.

      Nie chcia­łem już tego tak roz­war­stwiać, ale mam tę świa­do­mość. Nato­miast bar­dziej cho­dzi mi o to, żeby — jak napi­sa­łaś — „nie wrzu­cać do jed­nego worka“ kogoś tylko dla­tego, że ma taki czy inny kolor skóry.
      A zacho­wa­nie obcych nam osób wynika jed­nak przede wszyst­kim z oto­cze­nia, w jakim się wycho­wuje, a tu czyn­nik finan­sowy jest mega ważny.

  2. gabi

    nie wiem, w jaki spo­sób obser­wo­wa­łeś tych Pola­ków, o któ­rych piszesz, ale poczu­łam się lekko ura­żona. Zarówno ja, jak i wielu moich zna­jo­mych wyjeż­dżamy do Anglii, by prze­żyć, ucie­kamy z pod­kar­pa­cia, gdzie zamy­kają coraz wię­cej miejsc pracy i per­spek­tyw tu nie ma żadnych. W Anglii żyje nam się o wiele lepiej, mimo że zara­biamy naj­niż­szą stawkę i żłopiąc wie­czo­rem razem piw­sko, czu­jemy się szczę­śli­wymi ludźmi. Ale to piw­sko żłopiemy z Tur­kami, Murzy­nami i kil­koma innymi naro­do­wo­ściami, nie czu­jemy się lepsi, bo wszy­scy robimy to samo i w tym samym celu. Słu­cha­jąc nas, nie usły­szysz plu­cia na cia­pa­tych, ani wywyż­sza­nia się, więc nie wiem, skąd wysnu­łeś swoje wnio­ski. Fun­tów też nie prze­li­czamy, bo nie pla­nu­jemy wra­cać do Pol­ski. Usły­sza­łeś roz­mowę dwóch czy trzech Pola­ków? Piszesz, żeby nie wrzu­cać wszyst­kich do jed­nego wora, a sam robisz doklad­nie to samo z nami. Przykre.

    • Pan K.

      Jeśli „nie usły­szę plu­cia na cia­pa­tych“ zna­czy to tyle, że tekst nie doty­czy Cie­bie, prawda? I to jest pozytywne.

      Może tutaj zbyt krzyw­dząco pod­sze­dłem do ludzi, któ­rzy wyje­chali, żeby prze­żyć, prze­pra­szam więc, cho­dziło mi jed­nak o pewien sche­mat pod­cho­dze­nia do innych naro­do­wo­ści — z nie­uf­no­ścią, z pogardą — auto­ma­tycz­nie nada­jąc nega­tywne cechy ludziom, któ­rych nie znamy.

      Pozdra­wiam.

  3. Alicja

    Ja myślę, że to nega­tywne wyra­ża­nie się o innych naro­do­wo­ściach ma nie­wiele wspól­nego z tym, że Polacy ci wyje­chali z kraju. To raczej ich cecha oso­bo­wo­ści. Dużo takich wypo­wie­dzi usły­szeć można i w Pol­sce, u ludzi, któ­rzy nigdy z inną naro­do­wo­ścią kon­taktu nie mieli. Mi się zda­rzyło, i takich ludzi nie prze­ga­dasz. Cho­ciaż nie bar­dzo rozu­miem skąd takie poglądy się biorą. Bo w tele­wi­zji tak mówili?

  4. E.

    Wiesz, cho­ler­nie spodo­bało mi się, że napi­sa­łeś coś, co mnie ude­rza każ­do­ra­zowo, gdy sły­sze to z czy­ichś ust. Mia­no­wi­cie okre­śle­nie „cia­paci“. Nie bada­łam ety­mo­lo­gii tego okre­śle­nia, więc nie będę się na ten temat wypo­wia­dać, ale bru­tal­nie pisząc: kur…ca mnie bie­rze i całe ciało mi się bun­tuje jak ktoś tak mówi. Być może nie mam wiel­kiego doświad­cze­nia w życiu pośród wielu naro­do­wo­ści, bo choć w War­sza­wie jest jakiś napływ zagra­nicz­nych oby­wa­teli to jed­nak nie tak wyraźny jak w UK czy Niem­czech albo Fran­cji. Ostat­nio jed­nak po raz pierw­szy w życiu byłam zagra­nicą (a może za gra­nicą?) we Frank­fur­cie nad Menem i uświa­do­mi­łam sobie, że poza fak­tem, iż w w pierw­szej chwili czu­łam zasko­cze­nie i cie­ka­wość to już z cza­sem zasko­cze­nie ustą­piło miej­sca cie­ka­wo­ści, tej pozy­tyw­nej — bo tak naprawdę to inna kul­tura, inna men­tal­ność, inny kolor skóry i inne zwy­czaje, tra­dy­cja, ale też czło­wiek. Życzę sobie by to mi już zostało, bez względu na to w jaki rejon świata rzuci mnie życie. Pozdra­wiam cie­pło. E.

  5. Pingback: Radzę Sobie – Jak połączyć się z bliskimi? #byćBliżej

  6. norbercik

    pier­do­lisz przy­glu­pie takie bzdury ze az leb puch­nie ty i twoja stara pewno nasta­wia­cie czar­nu­chom dup­ska dzien po dniu ty pol­ska swi­nio nigdy ango­lom nie dorow­nasz bo jestes i na zawsze bedziesz pol­skim kundlem.Sieg heil!

  7. norbercik

    Witaj­cie obron­czy­nie murzyn­skich i smier­dza­cych kozich bolcow.Jestescie takimi samymi kur­wami jak wasze stare z roz­kle­ko­ta­nymi cipami.Suki z cieczka z pol­ski ata­kuja UK szyb­ciej niz Luftwaffe.