Bezradny facet w perfumerii

Pan K. www.radzesobie.pl fot. Tambako The Jaguar

Kupo­wa­nie per­fum to zawsze spore wyda­rze­nie. Nie dla­tego, że mam pro­blem ze zde­cy­do­wa­niem się. Po pro­stu zawsze spo­tyka mnie coś dziwnego.

Lubię ładnie pach­nieć, a to wiąże się z dwoma rze­czami. Przede wszyst­kim myję się regu­lar­nie, żeby te wszyst­kie aneg­dotki o śmier­dzie­lach w komu­ni­ka­cji miej­skiej nie doty­czyły wła­śnie mnie, zwy­kle jed­nak nie poprze­staję na tym i w ruch idą per­fumy. Siłą rze­czy co jakiś czas trzeba je wymie­niać bądź uzu­peł­nić zapas, wtedy wła­śnie zaczy­nają się dziać nie­nor­malne sytuacje.

Mam wra­że­nie, że zakrzy­wiam rze­czy­wi­stość. Naprawdę rzadko, gdy wcho­dzę do per­fu­me­rii, udaje mi się nor­mal­nie zro­bić zakupy. Jesz­cze rozu­mia­łem, jak kie­dyś — po całym dniu w sta­rej pracy, cho­dzi­łem total­nie wymę­czony pomię­dzy pół­kami, z dużą torbą foto­gra­ficzną na ramie­niu, czyli w stroju gene­ral­nie bar­dzo nie­re­pre­zen­ta­cyj­nym — krok w krok podą­żał za mną ochro­niarz. Mia­łem wtedy świa­do­mość, że wyglądałem jakbym chciał zawinąć połowę towaru do kieszeni, nie zaś zostawić w kasie parę stów. Żeby to jed­nak była tylko jedna dziwna sytu­acja, która mnie w życiu spotkała…

Sta­ram się kupo­wać zapa­chy w kom­ple­tach — wodę toa­le­tową i sztyft od tego samego pro­du­centa. Ma to się zgry­wać i tyle. Pro­blem w tym że płyn nie­mal zawsze zużywa mi się wol­niej, więc tę drugą rzecz zazwy­czaj doku­puję w poło­wie bute­leczki. Nie­stety tra­fi­łem do Sephory, która ewi­dent­nie dostała wadliwą par­tię towaru. Już w domu bowiem oka­zało się, że opa­ko­wa­nie jest wypeł­nione tylko do połowy. To zna­czy — na wyso­kość było dobrze, jed­nak śred­nica szty­ftu nie prze­kra­czała sze­ro­ko­ścią pię­cio­zło­tówki, a to zde­cy­do­wa­nie zbyt mało. Wszystko w skle­pie wymie­niono, prze­pro­szono mnie, sprawa ogól­nie została zała­twiona pozy­tyw­nie. Nie­stety tylko do czasu.

Kilka mie­sięcy póź­niej znowu kupo­wa­łem to samo. Jak myśli­cie, co było w domu? Oka­zało się, że Pan K. dostał znowu produkt szerokości małej, smutnej fujarki jakiegoś chińczyka. Cho­lera jasna! Naj­wi­docz­niej przez parę mie­sięcy ten sklep nie otrzy­mał nowej dostawy. Myśli­cie, że znowu nastą­piła bez­pro­ble­mowa wymiana wadli­wego towaru? Nie, tym razem cof­ną­łem się do Sephory tylko po to, żeby usły­szeć infor­ma­cję, że tego zapa­chu już nie ma, a pie­nią­dze mogą zwró­cić tylko na kartę upo­min­kową. Nie chcę zagłę­biać się tu w nie­kom­pe­ten­cję obsługi — kasę w takiej sytu­acji powi­nie­nem dostać do ręki lub jako zwrot na kartę płat­ni­czą (osta­tecz­nie parę dni póź­niej znowu musia­łem jechać, żeby gotówkę fak­tycz­nie odzy­skać) — fakt jest jeden, zakupy zro­bi­łem gdzie indziej, nie­smak pozo­stał i od tam­tej pory w tej per­fu­me­rii już nie byłem.

Żeby jed­nak nie było, że narze­kam tylko na jedną sieć skle­pów, cie­kawe przej­ścia mia­łem też w Dougla­sie. Sta­łem sobie tam jakiś czas temu, zasta­na­wia­jąc się nad zaku­pem — tym razem chcia­łem zmie­nić zapach. Popro­si­łem więc eks­pe­dientkę o zna­le­zie­nie cze­goś lek­kiego, w miarę owo­co­wego. Nie wiem jak to się stało, ale naj­wi­docz­niej od tego momentu ktoś przy­krył mnie czapką nie­widką. Sprzedawczyni zaczęła mnie niemal całkowicie ignorować i zwra­cała się do kobiety, która aku­rat była moją towa­rzyszką. O ile dobrze koja­rzę, ani razu nie padło pyta­nie o moje zda­nie. Cały czas nato­miast sły­sza­łem kwe­stie typu:

Niech pani pową­cha na skó­rze i powie, czy się podoba.

Naprawdę faceci to takie — silvu­ple i pardą mój język — pizdy, za które zawsze decy­dują kobiety? Bo dla eks­pe­dientki to było cał­ko­wi­cie nor­malne, że wyboru doko­nuje się gdzieś obok. Osoba, która była ze mną, nie­mal się nie odzy­wała, a i tak została obda­rzona więk­szą uwagą niż ten, który fak­tycz­nie miał wydać pie­nią­dze. Nie miesz­kam w małym mie­ście, żeby panny na siłę cią­gnęły swo­ich męż­czyzn na takie zakupy, a jed­nak pro­ces decy­zyjny, gdzie osta­teczny głos należy do płci pięk­nej, musiał być na tyle czę­sty, ze obsługa potrak­to­wała mnie jak mane­kin do psi­ka­nia testerami.

W końcu wybra­łem. Aku­rat zapach przy­padł do gustu mi oraz oso­bie towa­rzy­szą­cej. Czy kupiłbym, gdybym tylko ja był zadowolony? Oczywiście. Prze­cież to ja mam w opa­rach tych per­fum spę­dzać całe dnie, więc nie widzę sensu, żeby decy­zję od kogoś uza­leż­niać. Jedyny wyją­tek, to gdyby komuś się dana kom­po­zy­cja wyjąt­kowo mocno koja­rzyła — na przy­kład z byłym part­ne­rem albo… ojcem. Prze­cież nie chciał­bym pach­nieć jak czyjś tatuś.

Powiem szcze­rze, pod­czas zaku­pów byłem w takim szoku, że nie wie­dzia­łem jak zare­ago­wać. Zosta­łem posta­wiony w sytu­acji typu „zosta­wi­łeś klu­czyki w sta­cyjne i patrzysz teraz z roz­dzia­wioną gębą, jak zło­dziej odjeż­dża twoim autem”. Wiem jedno, wrócę tam jesz­cze przy następ­nej oka­zji, spe­cjal­nie z jakąś kobietą — jeśli sytuacja się powtórzy, dam Wam znać, a eks­pe­dientce zwrócę uwagę. W końcu jak rów­no­upraw­nie­nie, to rów­no­upraw­nie­nie, nie?

A per­fumy przy­jemne, Gucci Guilty Black spodo­bały mi się na tyle, że wzią­łem je nawet pomimo braku szty­ftu. Cza­sami warto wydać te parę zło­tych na siebie.

Zdję­cie na licen­cji: CC BY-ND 2.0
Autor obrazu: Tambako The Jaguar

Leave a Reply

19 comments

  1. Sonia

    Z taką sytu­acją to się jesz­cze nie spo­tka­łam szcze­rze mówiąc…, może dla­tego, że rzadko cha­dza­łam ze swoim part­ne­rem do per­fu­me­rii, a jeśli już to zawsze każde poszło w swoją stronę wybrać coś dla siebie…nigdy nie inge­ro­wa­łam w wybór zapa­chów, przy czym oczy­wi­ście wie­dział co mi się podoba. Ale muszę przy­znać, że spo­tka­łam wiele takich „przy­pad­ków“, które nie tylko uwiel­biają jak kobieta wska­zuje im co mają kupić, ale wręcz dopra­szają się jej udziału i od niego uza­leż­niają zakup. I nie wiem czy to jest zwy­kłe „sie­roc­two“ życiowe, czy po pro­stu w ten spo­sób chcą udo­wod­nić kobie­cie, że liczą się z ich zda­niem…, ale chyba nie tędy droga. A co do Pani eks­pe­dientki to cał­ko­wi­cie się zgadzam…powinna zwra­cać się przede wszyst­kim do osoby, dla któ­rej te per­fumy są prze­zna­czone lub w naj­prost­szym uję­ciu — która za nie płaci…

    • Pan K.

      Gdyby tak ta towa­rzyszka zapła­ciła za nie, w sumie mogłaby wybrać 😉

      • Sonia

        gorzej jak mia­łaby inny gust niż Ty 😉

  2. świntuch

    Powiem szczerze,że wyjąt­kowo draż­nią mnie te wszyst­kie pary w gale­rii. Ona w zasa­dzie ubiera faceta. To ładne to nie­ładne. Ona wie lepiej. Na męskich zapa­chach też się zna. Na wszyst­kim się zna lepiej. Przykro,że nawet już obsługa woli pro­wa­dzić kon­wer­sa­cję z drugą połówką niż klien­tem. I jesz­cze lep­sza wer­sja tej sytu­acji. Ona przy­mie­rza 5 sukie­nek. On jej donosi co chwilę inną. Ona się pyta „i jak?“. On zawsze mówi „pięknie“.…a jest — bez­na­dziej­nie. I potem facet czeka i wzdy­cha sobie, gdy jego dziew­czyna w końcu jed­nak stwier­dza sama też, że bez­na­dziej­nie i kupi inną sukienkę. Dążę do tego,że faceci fak­tycz­nie pozwa­lają cza­sem kobie­tom wcho­dzić w swoje życie i pre­fe­ren­cje bez opa­mię­ta­nia. To czyni faceta nie­za­rad­nym, zależ­nym od kobiety.Zero wła­snego zda­nia. Ja bym wolała, żeby mój part­ner jak już naprawdę musia­ła­bym go „faty­go­wać“ do pomocy w wybo­rze sukienki powie­dział jasno „Ta tak, ta nieładna,ta pogru­bia, a w tym kolo­rze Ci nie do twa­rzy“. Ja cenię szczerość,a nie fał­szywą lan­dryn­ko­wość. Wspólne konta na FB też są cudowne prawda? Zasta­na­wia­nie się z kim aku­rat piszę jest cudowne 😀

    • Pan K.

      Jestem aku­rat taką osobą, która mówi wprost, co ładnie wg mnie leży, a co pogru­bia. Inna sprawa, że to „pięk­nie“ innych face­tów można prze­tłu­ma­czyć jako: „No wybierz coś do jasnej cho­lery, łazimy tu od 5 godzin“.

      • świntuch

        Widzisz to z Tobą mogła­bym cho­dzić na zakupy. Ale więk­szość face­tów uwierz, mówi to co wydaje im się, że kobieta chce usły­szeć. I może nie ma się im co dzi­wić, gdy więk­szość kobiet na nega­tywne opi­nie reaguje histe­rycz­nie. To już inna sprawa. Jak rów­nież te „5 godzin“. Mi aku­rat i nie­licz­nym kobie­tom, które znam wystar­cza 20 minut w prze­rwie pomię­dzy zajęciami 😉

  3. Królowa

    Co to jest sztyft???

    • Pan K.

      Szminka to przy­kład szty­ftu, ale mogła­byś to wygo­oglo­wać, wiesz?:P

      • Królowa

        To kupu­jesz per­fumy i szminkę? Pyta­łam, jak nie­trudno się domy­ślić, o sztyft w kon­tek­ście per­fu­me­rii, jak ja kupuję per­fumy, to się nimi psika, a w sztyf­cie to może być dez­odo­rant. Ale te pseu­do­de­zo­do­rany, które sprze­dają o zapa­chu per­fum też znam tylko w psi­ka­czu rów­nież, więc grzecz­nie spy­ta­łam… a dobra, nie­ważne, idę sobie, bądź zło­śliwy wobec kogośinnego

        • Pan K.

          Cze­piasz się, serio. Uży­łem skrótu myślo­wego, a Ty zaczy­nasz roz­kła­dać na czyn­niki pierw­sze fakt, że sztyft to nie per­fumy a dez­odo­rant, come on. Cho­dzi o fakt, nie o nazew­nic­two.
          edit: Jed­nak, żeby nie było — pod­mie­ni­łem słowo na wła­ściwe, widzę o który frag­ment Ci cho­dzi — nie zauwa­ży­łem tego. Można było nor­mal­nie zwró­cić uwagę 😛

          • Agulha

            To jest kwe­stia ste­reo­ty­po­wego postrze­ga­nia płci i kobiety to rów­nież spotyka.

            Twój post przy­po­mniał mi 2 sytu­acje z mojego życia:

            1. Wynaj­mo­wa­łam miesz­ka­nie, z sio­strą oraz kolegą. Kiedy przy­szli­śmy pod­pi­sać umowę (bez sio­stry), wła­ści­ciel zwró­cił się do mnie w te oto słowa:
            „To ja może Pani pokażę, jak działa pralka, bo to pani się tym pew­nie będzie zaj­mo­wać“ (sic!)

            2. Poszłam ode­brać miesz­ka­nie (już swoje wła­sne). Dla kurażu zabra­łam do towa­rzy­stwa kolegę. Dewe­lo­per wrę­czył mi do pod­pisu te wszyst­kie papiery, różne klu­czyki, po czym zapro­wa­dził nas do sza­fek z licz­ni­kami i na kory­ta­rzu i rze­cze: „No to ja może Panu pokażę, które licz­niki gdzie są“ No helo­ooooł, dosko­nale wie­dział, że to ja tam będę miesz­kać i to bez kolegi. I aż taka głu­pia NAWET JAK NA KOBIETĘ nie jestem, żeby nie odróż­nić czer­wo­nego pokrę­tła od niebieskiego;)

            W owych sytu­acjach czu­łam się iden­tycz­nie, jak Ty w tej drogerii 😀

            Pozdra­wiam

          • Pan K.

            Wiesz — wła­ści­ciel pew­nie „sta­rej daty“ i jechał ste­reo­ty­pami. Inna sprawa, że przy miesz­ka­niu to sytu­acja fak­tycz­nie: dość nieprzyjemna.

  4. natsi

    Ja się wypo­wiem jako pra­cow­nik per­fu­me­rii. 3/4 face­tów, któ­rzy przy­cho­dzą do per­fu­me­rii to pan­to­fle bez wła­snego zda­nia.
    -„Jakie zapa­chy p lubi?„
    -„Nie wiem„
    -„Co p do tej pory uży­wał„
    -„Nie pamię­tam„
    I wtedy zazwy­czaj wtrąca się part­nerka
    – „Bo wie pani on uży­wał ostat­nio tego i tego, ale teraz chciał zmie­nić na coś świe­żego„
    Nie popie­ram zacho­wa­nia kon­sul­tantki w Douglas bo zde­cy­do­wa­nie, po ewen­tu­al­nym usły­sze­niu pre­fe­ren­cji od part­nerki, to Cie­bie powinna uznać za obiekt decy­zyjny, bo to Ty będziesz go nosił, druga opcja — mogła zwra­cać się do was obojga ale w pierw­szej kolej­no­ści do Cie­bie jako do MĘŻCZYZNY poszu­ku­ją­cego MĘSKIEGO zapa­chu. Kolej­nym minu­sem jest, że skla­sy­fi­ko­wała was jako parę, skoro to kobie­cie pozwo­liła wybrać. Całe szczę­ście w moim oto­cze­niu nie zdą­żają się takie sytu­acje. Niech Douglas się cie­szy, że nie byłeś ich tajem­ni­czym klien­tem 😉
    Ps: Gucci Guilty Black to naj­bar­dziej męski zapach na świe­cie (według mnie oczy­wi­ście;) ). Gra­tu­luję wyboru 😉

    • Pan K.

      No wła­śnie tego nie rozu­miem — jak facet może odpo­wie­dzieć „nie wiem“ w takich sytu­acjach. Dzię­kuję za gratulacje 😉

  5. Asia

    Prze­czy­ta­łam wpis z lek­kim roz­ba­wie­niem, jed­nak muszę przy­znać, że „pomi­ja­nie“ męż­czyzn w skle­pach gdy zja­wiają się z part­nerką jest dość czę­stym wręcz mogła­bym powie­dzieć typo­wym widokiem-dlaczego słowo „pomi­ja­nie“ zna­la­zło się w cudzy­sło­wiu ? Już mówię…

    Jak każdy pew­nie wie (i tu nale­ża­łoby też to zro­zu­mieć) eks­pe­dient jest tylko czło­wie­kiem, to na czym per­fek­cyj­nie powi­nien się znać to na towa­rze który odpo­wied­nio wyeks­po­no­wany musi sprze­dać, nie musi tym samym orien­to­wać się na rela­cji jaka łączy dwoje ludzi wcho­dzą­cych do sklepu, odbiera ich po pro­stu jako dwójkę ludzi-klientów któ­rzy dzięki jego pomocy zosta­wią w skle­pie swoje ciężko zaro­bione pie­nią­dze. Temat wcze­śniej wspo­mnia­nego „pomi­ja­nia“ męż­czyzn bie­rze się z faktu z jakimi wcze­śniej eks­pe­dient sytu­acjami miał do czy­nie­nia otóż: sama nie­jed­no­krot­nie byłam świad­kiem kiedy to dwoje ludzi wcho­dzą­cych do sklepu któ­rzy wyglą­da­jąc na zna­jo­mych oka­zy­wało się parą, kiedy pro­sząc o pomoc w wybo­rze pro­duk­tów dla NIEGO poja­wiała się lekka iry­ta­cja ze strony płci pięk­nej kiedy pyta­nia były kie­ro­wane tylko do klienta bo w końcu to on był zain­te­re­so­wany kup­nem nie partnerka-czemu poja­wiała się irytacja-no cóż mogę tylko przy­pusz­czać dlaczego-zwykle w skle­pach odzie­żo­wych, per­fu­me­riach bądź innego rodzaju sklepach(oprócz spo­żyw­czych, tak wno­szę z doświad­cze­nia nie uwła­cza­jąc przy tym nikomu) pra­cują osoby które są repre­zen­ta­tywne, zadbane, uśmiech­nięte, kul­tu­ralne, otwarte, komunikatywne-wiadomo-taka/ki sprzeda wszystko 😉 part­nerki owych klien­tów nie zawsze takie są i wyczu­wają w takich to zwy­kłych sprze­daw­czy­niach coś na rodzaj kon­ku­ren­cji, kiedy to nie­jed­no­krot­nie można póź­niej spo­tkać się z nie­przy­jem­nym komen­ta­rzem z ust wła­śnie owych kobiet. Dla­tego też mają do czy­nie­nia z jedna, druga, trze­cia taka sytu­acja przy następ­nej eks­pe­dient już ODRUCHOWO zwraca się do kobiety by po pro­stu mówiąc krótko nie nara­żać się-to pierw­sza defi­ni­cja „pomi­nię­cia“.
    Kolejną, krót­szą teo­rią na wcze­śniej wspo­mniany temat jest naj­zwy­czaj­niej w świe­cie to, że może Panie K. jeśli jest Pan przy­stoj­nym męż­czy­zną, może ona po pro­stu się Pana krę­po­wała ? (pamię­tajmy eks­pe­dient tez czło­wiek!) Wiem, ze eks­pe­dient powi­nien być osoba kon­tak­tową i otwartą ale GDZIEŚ DO CHOLERY trzeba się tego nauczyć a gdzie indziej jak nie w skle­pie gdzie ma się non stop stycz­ność z dru­gim czło­wie­kiem poza tym może z kobietą było jej łatwiej rozmawiać…cała filozofia.

    Na koniec…
    Pomi­ja­nie więc nie jest rze­czą którą eks­pe­dient robi celowo, nie ma on na celu nikogo ura­zić wia­domo, jeśli klient w danym miej­scu poczuje się źle już nie wróci a to nie­wąt­pliwa strata dla sklepu.
    Przy następ­nych zaku­pach Panie K. pro­po­nuję wziąć to pod uwagę.

    Pozdrawiam-ekspedientka :)

  6. Pingback: Jak nie zostawiłem napiwku |

  7. Evel

    Drogi Panie K:) Gucci czy nie Gucci z pew­no­ścią pach­nie Pan olśniewająco:)

    • Pan K.

      Na razie pachnę Gucci, jak znajdę „Olśnie­wa­jący“ gdzieś w per­fu­me­rii, na pewno kupię 😉

      • świntuch

        Najważniejsze,że to „Twój zapach“ 😉