4 liga podwórkowa

Czego można się nauczyć na stadionie?

„No gdzie bie­gniesz sku****? Po jakiego ciula przy­jęli cię do dru­żyny?” — byłem dziś świad­kiem meczu piłki nożnej.

Zawsze bałem się cho­dzić na roz­grywki lokal­nej dru­żyny pił­kar­skiej. W moim rodzin­nym mie­ście, co to je na pie­chotę przejść można w pół godziny, pano­wała taka opi­nia, że na sta­dio­nie to co naj­wy­żej w ryj się dostaje. A że nie mia­łem zapę­dów do bójek, pierw­szy raz zoba­czy­łem, jak „nasi” kopią gałę, dopiero w wieku około 25 lat. Późno, nie?

Oka­zało się, że nikt nikogo bić nie zamie­rza, ale można dowie­dzieć się cie­ka­wych rzeczy.

Niskie ligi mają to do siebie, że są pełne lekcji anatomii. Czło­wiek wcho­dzi na try­buny i w ciągu paru minut sły­szy, że sędzia jest zła­ma­nym męskim człon­kiem, a nie­któ­rzy zawod­nicy przy­po­mi­nają raczej dupy wołowe niż ludzi. Widział ktoś kie­dyś dupy wołowe? Zapra­szam na stadion.

Dziś byłem świad­kiem inau­gu­ra­cji roz­gry­wek w czwar­tej lidze. Inau­gu­ra­cja była o tyle ważna, że jeden z zespo­łów był świe­ża­kiem w tej kla­sie roz­gry­wek, a drugi cudem nie spadł do okręgówki.

Taka sytu­acja ściąga naprawdę kolo­ro­wych kibi­ców. Aż się cza­sami zasta­na­wia­łem, czy nie mam do czy­nie­nia z zawo­do­wymi szko­le­niow­cami A.C. Milanu czy Bay­ernu Mona­chium — ilość rad tak­tycz­nych i uwag doty­czą­cych kon­dy­cji zawod­ni­ków („Co tam grają? Chu** grają, ledwo co łażą po boisku” - wycedzone przez pana z zimnym piwkiem przy barierce) świad­czyła o ich boga­tym doświad­cze­niu w kwe­stii pro­wa­dze­nia dru­żyn piłkarskich.

W tym dobo­ro­wym towa­rzy­stwie był jed­nak mały pro­my­czek nadziei, rzec można nawet, że praw­dzi­wego pro­fe­sjo­na­li­zmu, który zamiast prze­kleństw i komen­ta­rzy na temat roz­wią­zło­ści matek prze­ciw­ni­ków, mówił cał­kiem sen­sowne rzeczy:

- No i sędzia nie gwizd­nął tego faulu, bo był przy­wi­lej korzy­ści, a teraz była prze­rwa, żeby zawod­nicy się mogli schło­dzić.
– Zobacz w ogóle jak oni faj­nie podają…

Z całego oto­cze­nia roz­wrzesz­cza­nych misiów piw­nych i pod­sta­rza­łych „spe­ców” spor­to­wych największą kulturą i wiedzą wykazywała się dwójka chłopaków, co to pewnie właśnie idą do pierwszej klasy gimnazjum. Poka­zali, że można tak faj­nie, na spo­koj­nie, rze­czowo roz­ma­wiać o wyda­rze­niach na boisku, bez prze­kleństw czy nie­po­trzeb­nej napinki.

Żeby jed­nak nie było tak różowo, co chwilę z try­bun leciały teksty:

Sędzia, Ty suchy skur******!

Smutne było tylko to, że pew­nie ci, któ­rzy nie rzu­cali blu­zgami na prawo i lewo, nie­długo zaczną to robić. Spo­kojne oma­wia­nie sytu­acji na boisku potrwa jesz­cze mak­sy­mal­nie rok albo dwa, bo chło­paki mieli wyraźny ubaw z okrzy­ków dostar­cza­nych przez resztę publiczności.

Spotkałem dwójkę sympatycznych, młodych ludzi, którzy chłoną wszystko jak gąbki. Takie „śmieszne” dopin­go­wa­nie będzie im krą­żyło po gło­wie, tak jak mi sie­dzi fakt, jak w mło­do­ści natkną­łem się na strony inter­ne­towe, któ­rych oglą­dać nigdy nie powinienem.

Zmar­nują się w tej małej wsi.

Raczej się z niej nie wyrwą, a powinni.

I w końcu sami staną się spe­cja­li­stami z piw­kiem przy barierce.

Leave a Reply

3 comments

  1. Marša

    To jest jak z tym powie­dze­niem, że z jakim przy­sta­jesz… I nie cho­dzi mi o to, że koniecz­nie trzeba się chcieć zrów­nać czy coś, ale jeśli wokoło lata dużo panie­nek lek­kich oby­cza­jów, to się samemu na nie obo­jęt­nieje i ani się czło­wiek obej­rzy, a zaczy­nają mu wcho­dzić do słow­nika, chyba że się będzie gry­zło w język.
    Prze­te­sto­wa­łam to na sobie sie­dząc na stu­diach za gra­nicą, gdzie 1. kole­dzy z kraju prze­kli­nali bar­dziej niż to ma miej­sce u mnie w domu 2. 90% ludzi wokoło i tak nie rozu­miało za bar­dzo co ja tam do sie­bie mówię, a to strasz­nie osła­bia samo­kon­trolę. :]
    Potem wra­ca­łam do domu i na mnie rodzi­cielka krzywo patrzyła, dopóki nie wró­ci­łam do normy sprzed wyjazdu. Szczę­śli­wie w ogóle udało się do niej wrócić 😀

    • Susy

      After years of fly­ing first class on long flhtsgi, I lost 50 pounds to fit in a tourist class seat when the rates went up. If you don’t want to lose the weight, buy a first class seat … or two.

  2. Cleveland

    O tak! Nie­kul­tu­ralne słow­nic­two, kiedy zbyt czę­sto wpada do ucha, potrafi dosłow­nie zain­fe­ko­wać mózg!

    Kiedy poszłam do liceum (powiedzmy kilka lat temu ;)), po pew­nym cza­sie zda­łam sobie sprawę z tego, że naucza­łam się nie tylko kilku nowych wzo­rów che­micz­nych i co może spo­wo­do­wać przedaw­ko­wa­nie wita­miny PP. Pozna­łam rów­nież kilka nowych prze­kleństw. Zaczę­łam ich nawet tro­chę za dużo używać…

    Ale prze­cież z infek­cjami można walczyć.

    Zna­la­złam swoje anti­do­tum — za każ­dym razem, kiedy w miej­scu publicz­nym wypo­wie­dzia­łam na głos prze­kleń­stwo — ude­rza­łam się deli­kat­nie w twarz.
    Tak, wiem. Odważ­nie! Jed­nak sama myśl o tym posta­no­wie­niu ogra­ni­czyła wyko­rzy­sty­wa­nie TYCH słów.

    Cho­ciaż nie­raz było „cie­ka­wie“. Wyobraź­cie to sobie — nasto­latka idąca ulicą ze zna­jo­mymi nagle ude­rza się w twarz…

    Podzia­łało. Bar­dzo szybko podziałało.